Manners maketh man, czyli słów kilka o tym, jak klasa czyni człowieka

by 3.9.15 0 komentarze
Mam nieodparte wrażenie, że ostatnimi czasy dosyć mocno zdryfowałam na peryferyjne obszary popkulturowej blogosfery. Nie oglądam popularnych seriali, nie czytam dziesiątek książek miesięcznie, do kina ostatnio też rzadko się wybieram. Właściwie jest mi z tym dobrze; mam nadal swoje własne zainteresowania, a nie mam presji na produkcję nowych notek.

Dziś chciałabym opowiedzieć wam trochę o dwóch filmach, które wydają mi się interesujące ze względu na kwestię, która zawsze była mi bliska, czyli brytyjskiego systemu klasowego. Gdy piszę "bliska", mam na myśli to, że fascynującym znajduję fakt, iż taki system ma się znakomicie w nowoczesnym państwie Europy Zachodniej. Srlsy, it boggles the mind. A filmy, o którym chciałam skrobnąć parę słów, to "Kingsman" i "51st State".

Zapuśćmy więc sobie odpowiednią muzykę i zaczynamy. (Staram się bez spoilerów opowiadać, ale sami rozumiecie, coś mogło mi się wymsknąć.)


"Kingsman" to film nowy, wypuszczony w tym roku. Wyreżyserowany przez Mathhew Vaughna opowiada historię Eggsy'ego (Taron Egerton), chłopaka z council housing, który zostaje zrekrutowany przez Harry'ego Harta (Colin Firth) do prestiżowej organizacji szpiegów-gentlemanów, którzy wywodzą swoje korzenie z tradycji Okrągłego Stołu oraz gildii szwaczek. Pomijając całą warstwę (bardzo zabawną zresztą), w której "Kingsman" garściami czerpie z bogatego zaplecza filmów szpiegowskich oraz fantastyczne sceny walki (zwłaszcza mastershot w kościele i ostatnia walka pomiędzy Eggsym a Gazelle), chyba najbardziej rzucił mi się w oczy wątek walki klas.
Widzicie, Eggsy to chav. Planu na życie nie ma, spędza czas pijąc piwo z kolegami w pubie na rogu, mieszka z matką, przyrodnią siostrzyczką i ojczymem, który jest lokalnym bossem. Harry zaś to gentleman w każdym calu, garnitur, oksfordy, parasol, nienaganne maniery (bo "manners maketh man"). I gdyby na tym się skończyło, pewnie byłabym nawet zadowolona z seansu. Ale film zdaje się sugerować, że A) nikt w klasie robotniczej nie jest nic wart, dopóki nie awansuje do klasy wyższej B) pieniądze czynią człowieka. Ojczym Eggsy'ego tłucze jego matkę, jest też sugestia wykorzystywania seksualnego, ale Eggsy nie stawia się mu, dopóki nie jest ubrany w garnitur z Savile Row i nie posiada domu. A przecież wiemy, że był w marines.

I owszem, możecie mi wypomnieć, że w klasie wyższej są buce (koledzy Eggsy'ego ze szkolenia na szpiegów-gentlemenów), zgadza się. Ale Galahad, Lancelot (obie inkarnacje), Merlin, to wszystko są postaci pozytywne; wskażcie mi jedną taką w klasie niższej. Ba, więcej powiem, Arthur w końcu okazuje się posługiwać cockneyem!

"Kingsman" to oprócz tego całkiem przyzwoita ekranizacja komiksu. Miałam osobiście jeszcze problem z żartami: wiedziałam, gdzie są, ale chyba ani razu nie roześmiałam w głos. Pomijając szwedzką księżniczkę, całkiem porządnie traktuje postaci kobiece; czasami brakuje mu odpowiedniego tempa montażu, ale hej, nie każdy jest Edgarem Wrightem. Fajne są aluzje, nie tylko do filmów szpiegowskich, ale również do RL. Właściwie mogę film polecić, z zastrzeżeniem, że jest to taka spy movie Cinderella z bardzo pretekstową fabułką. Poza warstwą wizualną i aktorstwem raczej nie należy oczekiwać od filmu zbyt wiele.


No właśnie, a propos aktorstwa. Podczas seansu gnębiło mnie poczucie, że już kiedyś podobny film widziałam, ale dopiero Richmond Valentine (Samuel L. Jackson) przemawiający do gości ze swojego centrum dowodzenia otworzył mi odpowiednią klapkę w mózgu: "51st State" z Robertem Carlylem w genialnej roli Felixa De Souzy (serio, Felix to jedna z moich ukochanych postaci ever.) Richmond Valentine to po prostu wariacja na temat Lizarda (Meat Loaf), ale culture clash pomiędzy Brytyjczykami a Amerykanami został pokazany zdecydowanie lepiej. Że nie wspomnę o tym, jak potraktowana została klasa robotnicza. Jeśli będziecie mieli ochotę na znakomity film, polecam z całego serca!

(A potem warto zobaczyć "Kingsman", by zobaczyć, jak wiele z "51st State" "pożyczył" Vaughn.)

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.