The prince is mad

by 16.10.15 0 komentarze
Bilety na "Hamleta" w Barbicanie miałam od dawna, ale dopiero dzisiaj, dzięki Eli, dotarło do mnie, że to transmisja na żywo - co w sumie niewiele zmienia. Nadal tej sztuki szczerze nie znoszę, irytują mnie wszystkie postaci (Laertes czasami jest znośny) i właściwie nie wiem, czemu to sobie robię i ją oglądam.

A, tak. Benedict Cumberbatch. Faktycznie. To by wyjaśniało tłumy w kinie.


Jestem skwaszeńcem, nie da się tego dosadniej określić. Po raz kolejny "Hamlet" mnie nie zachwycił. Akurat to przedstawienie miało kilka dobrych cech, ale aktorstwo do nich nie należało, a to chyba podstawa. Większość grała poprawnie, choć Cumberbatch trochę histerycznie. Sian Brooke odnalazła się w drugim akcie i jej śmierć była jednym z jaśniejszych punktów produkcji. Gwiazdą przedstawienia w mojej opinii był Ciaran Hinds jako Scar Klaudiusz, choć i jego linijki czasami były wypowiadane bez polotu; osobna wzmianka należy się Karlowi Johnsonowi jako grabarzowi.

Żal Gertrudy, Laertesa oraz Rosenkrantza i Guildensterna, to zupełnie niewykorzystane postaci. Za to kobieta obsadzona w roli Voltemanda wykorzystała każdą minutę pobytu na scenie.

Czytałam opinie krytyczne wobec podejścia Lindsey Turner do tekstu sztuki. Dla mnie przesunięcie monologu nie wpłynęło wcale na odbiór całości, ale uważam, że miast zabawom słowem pani reżyser powinna więcej uwagi poświęcić motywacjom postaci, bo te zaproponowane interpretacje były miałkie.

Nie podobały mi się też przyciemnienia i biegający po scenie ludzie. Aniołak twierdzi, że mieli oni reprezentować tumult w głowie Hamleta, ale dla mnie to zbyt łopatologiczne wyjaśnienie. Wolę pomarudzić, na przykład na Horatia, któremu plecak przyrósł do pleców.

Ale były też rzeczy dobre. Elsinore to faktycznie posiadłość szaleństwa w swoim ogromie i przepychu (oraz kolorach ścian). A gdy pod koniec pierwszego aktu zasypuje je pył i ziemia, widać wizję reżyserki. To wprowadzenie do drugiego aktu jest pomysłem cudownym, bo przecież źle się dzieje w państwie duńskim. 

Nie jestem pewna, czy kostiumy i dekoracje kojarzące się z międzywojniem miały za zadanie utożsamiać norweskie wojska z nazistami w głowach widzów, ale u mnie trochę tak to zadziałało. Dopiero po wyjściu z kina zdałam sobie sprawę z tego, że kostiumy zmieniały się chronologicznie, przy czym u Hamleta i Horatia najszybciej - czy oni byli najbardziej współcześni, czy najbardziej uniwersalni, tego nie wiem.

Czy mi się podobało? Hm, po wyjściu z kina powiedziałam dosyć stanowczo, że nie, ale teraz nie jestem aż tak krytyczna wobec spektaklu. Był poprawny, trochę zabrakło w nim ikry, źle rozłożone były akcenty, brak było jakiejś myśli przewodniej. Warto zobaczyć raz (i wrócić do wersji z Tennantem.)

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.