Koriolan albo łaska ludu na pstrym koniu jeździ

by 18.11.15 0 komentarze
Nie dotarłszy z powodów ode mnie niezależnych na "Audiencję" (znowu) byłam nieco zaniepokojona, czy drugi z listopadowych spektakli ntlive też będę musiała opuścić. Na szczęście moje obawy okazały się być bezpodstawne, w związku z tym zamierzam dać światu kolejną recenzję "Koriolana", na którą nikt nie czeka.

No dobra, nie recenzję, nie pamiętam, kiedy ostatnio napisałam recenzję, zbiór uwag.

Po pierwsze więc, choć przedstawienie mnie nie porwało, to doceniam wysiłek pani reżyser, bo w spektaklu widać było jej wizję i na dodatek była to wizja spójna, co nie zawsze się zdarza. A tu pod nietypową scenę, która mogła być problemem, podporządkowano resztę: ruch sceniczny (bardzo precyzyjny), rekwizyty i scenografię; i chociaż wszystko było współczesne, to jednocześnie bardzo rzymskie. Co interesujące, najmniej podobała mi się decyzja o dosłownym pokazaniu krwi w przedstawieniu, które tak umownie traktowało przestrzeń.

Po drugie, przedstawienie było bardzo równo zagrane. Nie było jakiejś wybitnej roli, nawet Tom Hidleston nie musiał ciężaru dramatu dźwigać na swoich barkach. Choć pewnie został zatrudniony częściowo również w roli wabika na widzów, rewelacyjnie pasował do reszty obsady. Mnie osobiście najbardziej podobał się Hadley Fraser, który z niewielkiej rólki wycisnął maksimum.

Po trzecie, jak już o Aufidiuszu wspomniałam, bardzo podobała mi się interpretacja jego relacji z Koriolanem, taki bardzo mocno podkreślony love/hate relationship, bardzo to było fanfikowe. Tej chemii trochę mi brakowało pomiędzy Koriolanem a Wirgilią, ale za to wynagrodziła mi ją relacja pomiędzy Wirgilią a Wolumnią, więc w efekcie bilans się wyrównał.

Po czwarte, ponieważ nigdy "Koriolana" ani nie czytałam, ani nie widziałam (nie przepadam za Szekspirem, czy już wspominałam?), to bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie sama historia i bohater. Organicznie nie znoszę Hamleta, Makbeta nigdy nie zrozumiem, ale motywację Koriolana rozumiem doskonale, takoż każdą jego decyzję i powody, dla których została podjęta. Nie rozumiem tylko jego stosunku do pospolitego ludu, ale to chyba wyniósł z domu.

Po piąte, nie wiem, czy ten spektakl jeszcze kiedyś zobaczę, ale bardzo bym chciała zobaczyć coś innego w reżyserii Josie Bourke. Bo tu pokazała klasę i żelazną konsekwencję w absolutnie każdym aspekcie dowodzenia przedstawieniem.

Po szóste zaś, czy tylko mnie plakat do "Koriolana" kojarzy się z openingiem do "House'a"?

Ola Cholewa

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.