#Serialkon15

by 24.11.15 0 komentarze
Jeśli pamiętacie mój zeszłoroczny zachwyt krakowskim, jednodniowym Serialkonem, to musieliście wiedzieć, że tegoroczną edycję miałam wpisaną w kalendarz od roku. Niestety z powodów zdrowotnych nie zdołałam przygotować prelekcji (zapowiadanego bloku kreskówkowego w programie nie zauważyłam, więc to niewielka strata), ale namówiona przez Beryl ruszyłam tyłek do Krakowa, by przez dwa dni słuchać ludzi mówiących z pasją o serialach. Co i wam w przyszłym roku polecam, bo Serialkon ma swój własny klimat czegoś pomiędzy konferencją naukową a konwentem, gdzie większość z tysiąca uczestników jest płci żeńskiej; poza tym wjazd jest za darmo.


Postanowiwszy jechać autobusem z Gliwic, zrezygnowałam tym samym z uczestnictwa w sobotnim śniadaniu w Dobrej Karmie (które jest już serialkonową tradycją); za to byłam pierwszą osobą, która na konwent weszła, głównie dzięki własnej bezczelności i temu, że zagadałam się z Aeth. Mając godzinę do rozpoczęcia programu kupiłam w kawiarni kawę i ciastko i zaczęłam pracowicie zaznaczać na czerwono interesujące mnie punkty programu. Szybko okazało się, że bez TARDIS nie da rady, więc z ciężkim sercem postanowiłam spędzić większość czasu w bloku anglojęzycznym. Tak, tak, dobrze czytacie, druga edycja Serialkonu miała blok anglojęzyczny, z zagranicznymi gośćmi, fiu, fiu! Na pierwszy ogień poszła Olga Tatiana Rostkowska, która za punkt honoru postawiła sobie zniszczenie publiczności całej przyjemności z oglądania "SG-1", analizując serial pod kątem teorii orientalizmu Saida i odrazy Mary Douglas. Prelekcja była oparta na magisterce Olgi, którą nawet mam, ale oczywiście nie zdołałam jeszcze przeczytać, i bardzo dobrze się prelegentki słuchało, aż do samego końca, gdy nie zaczęłam mieć uwag na temat "pregancy scare" a Goa'uldów w brzuchach oraz zignorowania gwałtów innych niż waginalny.

Potem przeniosłam się piętro wyżej, by posłuchać dyskusji o wzorcach męskości w serialach i nawet miałam jakąś uwagę co do tematu, która pasywno-agresywnie wygłosiłam na Twitterze, ale zabijcie mnie, nie pamiętam dokładnie, jak dyskusja się toczyła. Nie nudziłam się, ja po prostu nie przepadam za panelami dyskusyjnymi jako formą punktu programu i wypadają mi z głowy momentalnie, gdy się skończą. Jeśli jednak chcielibyście jakiegoś panelu posłuchać, wszystkie zostały nagrane i wrzucone na YT.

Po godzinie wróciłam do kawiarni, gdzie toczyć się miała kolejna dyskusja, o reprezentacji w serialach, tym razem w języku angielskim. Była żywiołowa i miło się jej słuchało, ale nie wyszła poza Representation 101. Dla mnie, jako osoby poruszającej na blogu kwestie klas, seksualności czy rasizmu, nie była ona odkrywcza. Ale zajmująca.

Tu powinnam może wspomnieć, że "mój" kawałek internetu stawił sie na Serialkonie tłumnie, w związku z tym oprócz bieżącego komentowania na Twitterze złośliwiłyśmy się również w kuluarach. Mam takie wrażenie, że Ninedin, Fabulitas et moi stanowiłyśmy trio wiedźm, kręcących nosem na zbyt powierzchowne potraktowanie tematu. Polecam ten sposób spędzania konwentu, bo wtedy stymulacja umysłowa jest podwójna. Ja osobiście dzięki temu mam w notesie zapisane dwa pomysły na przyszłoroczne prelekcje.

W kawiarni In Pauza podawano też lunch, więc w wąskim gronie obiadowiczów nadrabiałyśmy wreszcie spotkanie w RL, plotkując i dyskutując na różne tematy (BTW, soczewica z ananasem bdb), po czym znowu poszłam na panel dyskusyjny, tym razem o space operach. Znowu niczego nowego się nie dowiedziałam, ale miło było posłuchać uczestników, którzy mając odmienne zdania, szanowali się wzajemnie i starali się, by każdy miał szansę się wypowiedzieć.

Potem planowałam iść na punkt programu o bromance'ach, ale ponieważ jestem jak ta owca, w końcu wylądowałam na prelekcji Myszy o "Penny Dreadful" i nie żałuję. Aspiruję do poziomu researchu, jaki wykonała Anna; w dodatku nigdy nie czułam, że ten serial ma mi coś do zaoferowania, dopóki nie posłuchałam analizy postaci i ich relacji seksualnych. Nie znaczy to, że zacznę serial oglądać, ale jestem mocno zaintrygowana. Poza tym mam ogromną ochotę w przyszłym roku też poprowadzić prelekcję w lengłydżu.

Zostałam kolejną godzinę w In Pauza, by posłuchać Joanny Kucharskiej mówiącej o retellingach i remake'ach, co nie było złe, ale prelegentce (która przy Serialkonie pracowała jak wół, to było widać) zabrakło myśli przewodniej w prezentacji. Fajnie było posłuchać gdybania o nomenklaturze i klasyfikacji, ale pod koniec nic z tego nie wynikało i pozostawał niedosyt. Może warto by było w przyszłym roku oznaczać, czy dany punkt programu jest skierowany dla ludzi ze znajomością tematu czy kompletnych newbies.

Zmusiłam nocujące ze mną dziewczyny do pozostania na pub quizie, zamiast pójścia do baru na nocne Polaków rozmowy (o serialach oczywiście) i po pierwszych dwóch rundach wyszło na to, że powinniśmy nazwać naszą drużynę Jon Snows - nie wiedziałyśmy nic. Po trzech kolejnych rundach udało nam się odrobić straty i ostatecznie zdobyłyśmy czwarte miejsce, ale nie wiem, czy powinnyśmy się cieszyć, bo najwięcej punktów zdobyłyśmy przy pytaniach o "stare" seriale. No heloł, te stare seriale to były seriale naszego dzieciństwa i młodości, żadna z nas nie czuje się stara!

Ponieważ w pizzerii, do której powlekliśmy się po zakończeniu sobotniego programu, było mało miejsc, postanowiłyśmy znaleźć miejsce, gdzie dają alkohol - co, jak pokazała praktyka, w weekendowy wieczór w Krakowie wcale nie jest proste. To znaczy, alkohol jest, w wielu miejscach, gorzej ze stolikami. W efekcie wylądowałyśmy w klimatycznej kawiarence blisko naszego hostelu, gdzie dostałam najlepszą gorącą czekoladę, jaką piłam w życiu (z musem malinowym) i martini w eleganckim kieliszku i nic więcej nie było mi do szczęścia potrzebne.

W niedzielny ranek, modnie spóźnione, dotarłyśmy do Dobrej Karmy na śniadanie, a posiliwszy się, wróciłyśmy do Arteteki. I tu po raz pierwszy (i jedyny) wybrałam źle punkt programu, dziewczyny dyskutujące o teen dramach prawie mnie uśpiły. Nie jest to tylko moja opinia, panel był nudny. Jestem pewna, że uczestniczki widziały wiele takich seriali i mają na ich temat dużą wiedzę, ale naprawdę nie interesuje mnie ich ulubiony tytuł ani wiedza, którego z męskich bohaterów ukradłyby żeńskim bohaterkom. Brak było jakiejkolwiek refleksji i ikry. Plus jest taki, że poznałam w RL Catus Geekus, która siedziała przede mną i obserwowała moje reakcje w internecie (nadal nie wiem, skąd wiedziała, że to ja).

Przez chwilę rozważałam nawet porzucenie sali debatowej i powrót do przytulnego półmroku bloku anglojęzycznego, ale w końcu zostałam na panelu o adaptacjach literatury, który mnie osobiście podobał się bardzo, wszyscy mówili ciekawe rzeczy i z sensem, plus w pewnym momencie mogłam się dorwać do mikrofonu, a nie tylko wyżywać się na Twitterze; don't get me wrong, Twitter był wspaniałym narzędziem i zyskałam kilku nowych Obserwujących, ale miło było móc coś powiedzieć. Poza tym wykluł się nam pomysł wspólnej prelekcji z Ninedin w przyszłym roku, yay!

Zszedłszy ponownie do kawiarni wysłuchałyśmy prezentacji Rowan Ellis na temat queer characters i choć była zabawna, mówiłam dokładnie o tym samym w zeszłym roku, koncentrując się jednak tylko na serialach fantasy i SF, a marginalnie traktując kwestie społeczne. Ale wiecie, żadna prezentacja, która ma slajd z Dylanem O'Brienem, nie może być zła :D.

Potem Ninedin opowiadała o różnych wersjach i wizjach Irene Adler, jak zwykle zajmująco i z naukowym zacięciem, które widać najlepiej w poszczególnych slajdach jej prezentacji. W tym czasie pojawiła się też ekipa z Teleexpressu i jak bardzo się postaracie, to materiale można zobaczyć mnie na telefonie (Twitter sam się nie apdejtuje, co nie?), tylko nie można mrugać.

Wykorzystałyśmy godzinę czasu na obiad w Yellow Dog, bo wszystkie miałyśmy chęć na ramen (choć jego ceny były zabójczo wysokie, trzeba robić własny) i wróciłyśmy na prelekcję Hello Tailor o kostiumach superbohaterów. Jeśli trzy lata temu powiedziałybyście, że będę uczestniczyć w tym samym konwencie co Gavia, to bym się popukała w czoło, ale w międzyczasie zdążyłam poznać osobiście mojego ulubionego twórcę komiksów, więc sami rozumiecie, blogerzy mi już nie imponują.

To było perfekcyjne domknięcie perfekcyjnego konwentu, pozostało nam tylko rzucić pełne determinacji "do zobaczenia za rok" i powlec się na dworzec.

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.