Chyba widziałam Kotecka...

by 7.5.16 0 komentarze
Nie chodzę może do kina tak często, jakby to było wymagane od blogera popkulturowego, nie mam karty Unlimited i ogóle się obijam, ale na nowy film Marvela pognałam do kina kurcgalopkiem. Co prawda nie na nocny seans, aż tak bardzo mi nie zależało, ale kulturalnie w piątek wieczorem. W związku z tym wy, drodzy czytelnicy tego bloga, dostaniecie kolejną recenzję "Civil War", na której nikomu nie zależy. Enjoy.



(W dodatku z potencjalnymi spoilerami - dalej czytacie na własne ryzyko.)


No dobra, żartuję. Moim zdaniem recenzje się skończyły na Kill'em All - nikogo tak naprawdę nie obchodzi, co jakiś bloger myśli o filmie. Jak nie masz pomysłu ma notkę czy jakichś głębszych przemyśleń, nie warto nawet siadać do klawiatury.

Ja ich nie mam. To w sumie ostrzeżenie: notka nie zawiera treści.

"Civil War" jest filmem dobrym; na tle ostatnich produkcji Marvela nawet bardzo dobrym. Jest to bardzo ironiczne: po pierwszym filmie o Kapitanie Ameryce nie sądziłam, że właśnie na filmy firmowanego jego postacią będę czekać z najbardziej zapartym tchem. Niewiele ma wspólnego jednak z komiksowym oryginałem, co też wyszło całej produkcji na dobre. Kwestia ścisłego monitorowania działań superbohaterów jest oczywiście poruszana, ale najważniejszy poziom konfliktu to osobiste emocje każdego z bohaterów. I "konieczność" zemsty - to ona kieruje Tonym, T'Challą i pułkownikiem Zemo i ona zostaje w końcu potępiona: ale nie w tonie moralizującym (na ciebie patrzę, panie Nolan!) Fabuła jest prowadzona w taki sposób, że właściwie widz rozumie motywacje każdego z bohaterów - a ponieważ żaden widz nie jest Visionem (przecież nawet on odkrywa, jak trudno nie poddać się emocjom), rozumiemy również, że eskalacja konfliktu jest nieunikniona. Słyszałam/czytałam zarzuty o nieklimatyczne zakończenie, ale dla mnie to nie mogło się skończyć inaczej: gdy pył po bitwie opadł, każdy z bohaterów pozostał z kacem moralnym. Na odbudowanie relacji jest im teraz potrzebny przede wszystkim czas.

Jest też troszkę polityki, ale w przeciwieństwie do "Winter Soldier" jest ona jakby w tle. Trochę o zagrożeniu terroryzmem, trochę o długach zaciągniętych na studia, trochę o konieczności porozumienia ponad granicami - te kwestie zostały tylko muśnięte w scenariuszu. Co w sumie ma sens, bo przy tylu bohaterach nie można było sobie pozwolić na głębsze rozważania.

No właśnie, "Civil War" udało się to, na czym "Age of Ultron" sromotnie poległ. Każda z postaci - a jest ich pińćset - ma dostatecznie dużo czasu antenowego, byśmy zrozumieli, jakie są podstawy i konsekwencje ich wyborów. Wyjątkowo zaimponowało mi to, że widać to było nie tylko w trakcie rozmów, ale również w trakcie "ustawki" na płycie lotniska (Wanda i Vision czy Natasha i Clint). Tylko insekty walczyły z nie do końca mi znanych powodów.

W dodatku "Civil War" wprowadził dwóch nowych bohaterów - Black Panther i Spider-Boy - omijając bardzo sprawnie konieczność dwóch kolejnych origin movies. Yay i kudos im za to! Moim skromnym zdaniem T'challa ukradł film, co nie było łatwe, bo tu byli zarówno Tony Stark o zmęczonych oczkach i Bucky z chmurną minką - a jednak Koteckowi się to udało. A jak on się ruszał! Mrauu! Spider-Boy wypadł trochę słabiej, sceny walki były OK, tak samo niezamykająca się Parkerowi buzia, ale jakby ten wątek nie do końca zagrał.

Ale przede wszystkim seans był dla mnie okazją do robienia "squee" - bycie fangirl do czegoś jednak zobowiązuje. Więc było "squee" na Black Panther (give him a movie now!), i na Freemana (choć biedaczysko się nie nagrał za dużo), i na Bruhla (mam do niego słabość), i na ciocię May (do niej też mam słabość), i na całość rozmowy o pieniądzach między Starkiem a Parkerem, i ustawka na płycie lotniska była w sumie fajna, i Wanda z Visionem, i Clint, i uśmiechy Sama i Barnesa z samochodu, i jak Kotecek ślicznie walczył, i jaki Tony jest biedny, i jakie to więzienie fajne. Więc tego, zdecydowanie polecam tego allegrowicza, 10/10, will watch again. Co i wam polecam.

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.