Who you gonna call?

by 19.7.16 0 komentarze
W oczekiwaniu na trzeciego "Star Treka" XXI wieku (bom wielką fanką franczyzy) oglądam sobie w kinie inne filmy - przy czym użycie liczby mnogiej jest tu całkowicie nieuzasadnione, bo byłam na jednym. Padło na "Ghostbusters", reboot innej franczyzy, z mykiem rodem z czeluści tumblra, czyli gender-swapped obsadą. Myk ten przysporzył filmowi jeszcze przed premierą tyluż fanów, co wrogów, a sytuacji nie poprawił pierwszy zwiastun (potem było lepiej, "Legion samobójców" miał ten sam problem.)

Jak Paulowi Feigowi wyszedł reboot? No cóż, sukcesu "Star Treka" ten film nie odniesie, ale ku mojemu zaskoczeniu nie było źle. A nawet było nieźle.

Po pierwsze więc, płeć bohaterek nie ma najmniejszego znaczenia. No dobra, ma w tych momentach, gdy Erin (Kristen Wiig) ślini się do recepcjonisty Kevina, bo jednak takie uprzedmiotowienie kobiety w filmie byłoby dziwne i tak, zdaję sobie sprawę z tego, jak seksistowskie jest to stwierdzenie. Z drugiej strony nie było tu najazdów od butów po wielkie niebieskie oczy ani zbliżeń kamery na krocze, a najbardziej seksowny jest flash mobowy taniec w trakcie końcowych napisów, więc chyba jesteśmy bezpieczni. Wracając do tematu, po seansie złapałam się na tym, że właściwie mógłby to być, jak oryginał, film o czterech facetach i nic by się nie zmieniło w kreacji postaci - może za wyjątkiem kolczyków Patty, które są najbardziej kobiecym elementem garderoby wszystkich bohaterek.

Ujmijmy sprawę w ten sposób: jeśli chcecie iść do kina na chick flick, to nie na "Ghostbusters", bo to jest buddy movie.* To film o tym, jak cztery osoby spotykają się, zostają underdogami, ale czerpią siłę z przyjaźni i pokonują zło. Każda z tych osób jest inna: jest pani naukowiec, która ma kij w, erm, sami wiecie gdzie, jest jej narwana znajoma, jest kobieta silna i ogarnięta, oraz jest Holtzmann.


Holtzmann wymyka się wszelkim opisom i kradnie film. Holtzmann jest Jackiem Sparrowem "Pogromców duchów". Holtzmann jest zjawiskiem, siłą natury, jest ucieleśnieniem seksapilu, które nie pokazuje ani kawałka biustu czy pośladka i jedynym powodem, dla którego rozważam pójście do kina po raz kolejny i zakup DVD. Serio, już dawno nie miałam takiego crusha na punkcie fikcyjnej postaci jak na punkcie Holtzmann.

Nie znaczy to, że pozostała obsada jest słaba, co to, to nie, ale jakby gra postaci znane już z innych filmów (głównie Feiga). Natomiast Kate McKinnon poszła na żywioł i wyszło rewelacyjnie. Pisałam kiedyś o zasadzie Shannon, która brzmi mniej więcej tak: jeśli w obsadzie filmu jest wystarczająco dużo kobiet, to jedna z nich może być głupia. Po "Ghostbsuters" chciałabym dopisać zasadę Holtzmann: jeśli w obsadzie filmu jest wystarczająco dużo kobiet, to jedna z nich może być Holtzmann.


No dobra, ale film ma też problem, który świetnie zdiagnozowała Zwierz (KLIK). Otóż dokładnie widać, gdzie są wycięte sceny, bo inaczej film trwałby cztery godziny. Jest sporo wątków, które są urwane: Aldridge Mansion, motywacja głównego złego, burmistrz i jego rzeczniczka prasowa, Men in Black, to wszystko aż się prosi o porządne rozwinięcie. I skąd w akwarium wziął się telefon??? Mam wrażenie, że warto by było film "skroić" jeszcze raz, bo szkielet jest OK, żarty (zwłaszcza z recepcjonisty) śmieszą, cameos oryginalnej obsady sprawiają, że widz robi "awww!" (zwłaszcza przy piankowym marynarzu), ale jakby to wszystko nie przechodzi płynnie w dobrą całość; może wtedy dowiedziałabym się, czy istnieje coś takiego jak reguła Sigourney Weaver (no wiecie, coś jak z umierającym Seanem Beanem: Weaver pojawia się na końcu filmu i wymiata, bo tak było w "Paulu" i w "Cabin in the Woods" (oooo!), a jeśli nie istnieje, to czy mogę sobie przypisać jej autorstwo).

Czy polecam? Tak, ale może warto poczekać na DVD z director's cut. Z drugiej strony, jak pójdziecie do kina, to może zrobią drugą część i dostaniemy więcej Holtzmann.


*Najbardziej chick flickowym elementem jest stworzenie przez Holtzmann nowych broni: pistoletów, biczy, maszynki do ektoplazmy i rękawicy bokserskiej, mnie się osobiście skojarzyło z "Sailor Moon".

Ola Cholewa

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.