What angel wakes me from my flowery bed?

by 22.9.16 0 komentarze
Lato w tym roku zakończyłam, dzięki Eli, wysoką nutą. 11 września BBC transmitowało na żywo "Sen nocy letniej" z mojego ukochanego londyńskiego teatru, czyli The Globe. Szekspir ma to do siebie, że każda adaptacja jest w stanie z tekstu źródłowego wyciągnąć coś innego i tym razem padło na "sense of wonder", zgodnie z założeniem całego letniego sezonu pod egidą Emmy Rice.



Rice, nowej dyrektorce artystycznej The Globe, oberwało się na początku za zainstalowanie w bardzo tradycyjnym teatrze reflektorów i wzmacniaczy, ale gdyby nie one, transmisja na żywo byłaby utrudniona, bo odbywała się wieczorem. Jak zwykle energia emanująca ze sceny była magiczna, pozytywna i zaraźliwa - to główna siła The Globe, brak granicy między widownią a aktorami, ale przede wszystkim ta cudowna atmosfera uczestnictwa udzieliła się również mnie, siedzącej przed ekranem komputera. To była idealna letnia noc, duszna, ciepła, grzeszna i bezgrzeszna jednocześnie.


Rice postawiła na kilka nowych elementów. Po pierwsze pochwałę kiczu; do roli Tytanii zatrudniła artystkę kabaretową, w tle powiesiła neon, podkreśliła erotyczne aspekty sztuki i to zadziałało, tak jak przerysowanie działa w "Rocky Horror Picture Show". Po drugie istniejące już w oryginale elementy hinduskie: strój Oberona, radżastańska marionetka, sitar na żywo. Po trzecie, bardzo prominentne elementy współczesne: zamiast młodych Ateńczyków mamy hipsterów z Hoxton. Wszystko podlane sosem z Bowiego. I to działa i jest strawne.

Najciekawszymi zabiegami były A) zmiana płci Heleny; gra Amerykanina (!) mogła się podobać bardziej lub mniej, ale Helenus był zdecydowanie ciekawszy od Heleny, którą widziałam ostatnio (u Dromgoole'a); B) "rude mechanicals", czyli ateńscy rzemieślnicy tym razem stali się obsługą teatru The Globe. Moją ulubienicą została się Rita Quince, ale kudos dla wszystkich, bo zarysować relacje między grupą postaci komicznych tak, by miały one sens i były widoczne na pierwszy rzut oka to jest jednak wyczyn.

Ja akurat w Emmę Rice od początku wierzyłam i jej "Sen nocy letniej" pokazał, że pokładane w niej zaufanie nie zostało zaprzepaszczone - choć preferowałabym nieco mniej przemocy na scenie. Nadal wolę wersję Dromgoole'a, na której popłakałam się ze śmiechu, ale tegoroczna wersja okupuje drugie miejsce i długo pola nie odda.

Ola Cholewa

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.