Górnik a rewolucja - trylogia Red Rising

by 28.3.17 0 komentarze
Jeśli zapytałabym was o największe zjawiska w popkulturze książkowej ostatnich pięciu lat, no, powiedzmy, że dekady, jakie tytuły byście wymienili?


Pewnie "Grę o tron", "Igrzyska śmierci", może "Marsjanina". Czyli agresywna dystopia dla nastolatków, pseudohistoryczny sztafaż i dworskie intrygi oraz kolonizacja przestrzeni kosmicznej. Gdyby połączyć te trzy elementy, pewnie powstałby bestseller idealny.

Zagraniczny booktube (czyli kanały na YT poświęcone literaturze) lubię bardzo - mniej lubi go mój portfel, który staje się pustawy - bo jest źródłem nieoczekiwanych odkryć literackich i komiksowych.

Co ciekawe, "Red Rising" Pierce'a Browna (zawsze chcę napisać: Brosnana) na listę zakupową nie trafił, choć mnie zainteresował; kupiłam dopiero, przy przypadkowej wizycie w księgarni, polskie tłumaczenie pierwszego tomu. Tylko dlatego, że widziałam entuzjastyczną recenzję na booktube'ie. ten typ tak ma, niestety.

(Zastanawia mnie jednak polityka polskiego wydawcy: ma  potencjalny bestseller i go nie reklamuje. Argh.)

Wiedziałam, na co się piszę. "Red Rising" to bezczelny skok na kasę na fali popularności. Świat przedstawiony oparty jest na podziale kastowym na Kolory, przed szereg wyskoczyć się nie da, bo kolor determinuje całe życie. Czerwoni to górnicy, Złoci rządzą, Różowi to prostytutki, Niebiescy to obstawa statków kosmicznych itd. W takim świecie rewolucja jest nieunikniona. Ale "Igrzyska śmierci" to było dla Browna zbyt mało, więc dodał walkę i intrygi między wielkimi domami: niby oparte na imperium rzymskim, w praktyce to bardziej "Gra o tron" niż "Rzym" - choć ciągle HBO. A ponieważ ciągle było mu mało, akcję umieścił na Marsie i okolicach. Ta dam!

Tom pierwszy, "Złota krew", powstał w dwa miesiące i to widać. Na szczęście czyta się to nieźle, postaci są interesujące i zróżnicowane, a Darrowi nie można nie kibicować w jego zmaganiach w Instytucie przeciwko pozostałym Złotym mającym chrapkę na dowodzenie flotą okrętów międzyplanetarnych. Czego Złoci nie wiedzą, to fakt, że Darrow jest tak naprawdę Czerwonym. To punkt wyjścia dla akcji powieści, a pewnie i całego cyklu: ktoś z samego dołu zmienia się, by obalić samą wierchuszkę. Jest to też najsłabszy punkt książki, wymagający od czytelnika sporego zawieszenia niewiary - ale potem jest już tylko jazda bez trzymanki.

Pewnie mogłabym napisać porównanie Darrowa i Katniss, Megatrona, Aleksandra Wielkiego czy Endera Wiggina - Brown czerpie z literatury garściami i chyba nawet przesadnie nie sili się na oryginalność - może jedynie w kwestii postaci LGBT - przerabiając najbardziej popularne motywy w tyglu swojego pisarstwa i zwinnie unikając posądzenia o pisanie fanfika; przypomina mi w tym Marissę Meyer, która też puszcza oko do swoich czytelników. Mogłabym, ale tego nie zrobię. Nie ma takiej potrzeby.

Dziś zaczynam drugi tom. Nie jest to wybitna literatura, idealnie za to sprawdza się jako przerywnik pomiędzy rozdziałami "Wydziedziczonych" Le Guin. Jeśli więc nie znudziły wam się jeszcze brutalne utopie dla nastolatków, to dajcie szansę "Red Rising" i jego bohaterom. W końcu ile można czytać klasykę.

(Poza tym autor jest przystojny!)

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.