Nowe hobby

by 28.5.17 0 komentarze
Ci z was, z którymi znamy się na fejsbuniu, mogli zauważyć, że od czasu do czasu na  moim prywatnym profilu pojawia się tajemniczy wpis "Wyszliśmy!" (albo i nie, to też się zdarza). Nie pisałam o tym wcześniej na blogu, bo nie było do końca o czym: ot, taka nowa forma spędzania czasu ze znajomymi - która z czasem coraz bardziej mnie wciągała. Nie potrzebowałam też nowej pasji - mam ich dostatecznie wiele. No ale stało się, hobby jest, teraz będzie o nim wpis.


Escape roomy pojawiły się na polskim rynku jakieś dwa i pół roku temu - pierwsza gra powstała we Wrocławiu. W skrócie polega  to na tym, że dajesz się zamknąć z grupą znajomych w pokoju i macie się z niego wydostać w wyznaczonym czasie, po drodze mocno główkując. W zależności od pokoju mogą to być zagadki logiczne lub bardziej szukanie wskazówek czy ukrytych przedmiotów: idealnie, gdy pokój ma mniej więcej wyrównane proporcje obu. Każdy pokój oferuje również możliwość podpowiedzi od operatora, który cały czas obserwuje wasze postępy za pomocą ukrytych kamer. Brzmi fajnie? Macie ochotę sami spróbować? Więc poniżej kilka rzeczy, które mogą wam się przydać.


1. Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę

Miałam to szczęście, że właściwie już w pierwszym escape roomie, który odwiedziłam, utworzyła się stała ekipa. Jest nas czworo i mam nadzieję, że kiedyś będziemy jak Room Busters :D Czwórka to fajna liczba, bo w razie czego zawsze ktoś może do nas dołączyć, ale i bez niego sobie poradzimy. Problematyczne jest tylko znalezienie terminu, który wszystkim pasuje - do niedawna pracowaliśmy w jednym miejscu, a teraz mieszkamy w innych województwach. Fajna ekipa jest o tyle ważna, że w pokojach każdy jest przydatny - choć mam wrażenie, że matematyk powinien być na wyposażeniu każdej ekipy :P

2. Bo to co nas podnieca, to się nazywa kasa

Wbrew pozorom escape roomy nie są drogim hobby. Za jedno wejście płacimy mniej więcej 20 pln od łeba, czyli tyle, ile za bilet do kina w weekend dla dorosłej osoby. Oczywiście rozrywka trwa zdecydowanie krócej niż seans kinowy, ale za to wymaga interakcji z pozostałymi graczami. W dodatku sporo firm oferuje różnego rodzaju zniżki - my z nich korzystamy. Korzystamy też z poleceń prowadzących - oni siedzą w tym biznesie, więc się znają - i dlatego wczoraj włamywaliśmy się do biura szeryfa (w Rybniku) - co polecam, rewelacyjny pokój, a przecież to nie były niczyje klimaty. Wyszliśmy nabuzowani pozytywną energią i na pewno wrócimy tam na Wagary!

3. Klimat

No właśnie, każdy pokój ma swój klimat - co oznacza, że każdy znajdzie coś dla siebie. Pierwszym pokojem, w którym byłam, było Prosektorium - zupełnie nie mój klimat, ale wyszłam zakochana. Te zagadki, ten klimat! Wszystko było na najwyższym poziomie. Potem szarpnęliśmy się na klimat PRL, co teoretycznie powinno podobać mi się bardziej, ale w porównaniu z Prosektorium wypadło słabiej i dało mi w gratisie tangramową traumę. Rozczarowaniem był za to Statek piracki - wyszliśmy bardzo szybko, nawet po wyplątaniu się z łańcuchów - a przecież jestem fanką "Piratów z Karaibów", powinnam była bawić się super! Ze Smoczej Skały, pokoju w stylu "Gry o tron", w ogóle nie wyszliśmy - a raczej operatorka pozwoliła nam na zostanie pięć minut dłużej i dokończenie gry (do dziś nam wstyd, jak głupio polegliśmy...) W planach mamy steampunkową Alicję, chatkę czarownicy, klub nocny i stację kosmiczną - spory rozrzut, dla każdego coś miłego. Przy czym klimat, przynajmniej moim zdaniem, daje sporo, ale jest drugorzędny w stosunku do zagadek. A te muszą być zróżnicowane.

4. Konto na lockme

My jesteśmy początkujący. Nie zaliczyliśmy nawet dziesiątki pokoi. Są ludzi, którzy wysłani przez firmę w delegację najpierw sprawdzają ranking escape roomów w danym mieście (tru story) - zamiast zostać na suto zakrapianej imprezie integracyjnej wolą poćwiczyć szare komórki. Nieważne, czy jesteś starym wyjadaczem czy dopiero zaczynasz swoją przygodę, polecam założenie konta na lockme: to serwis zbierający dane o pokojach w Polsce. Można tu nie tylko zapisywać odwiedzone pokoje, ale i stworzyć wish listę: na podstawie klimatu, poziomu trudności, ale i rankingów.

5. Pokoje: żywotność

Escape roomy są jednak hobby specyficznym. Bardziej interaktywne niż sudoku, ale właściwie każdy można odwiedzić tylko raz - chyba że do rozwiązania zagadki jest naprawdę daleko, wtedy warto zmierzyć się z pokojem jeszcze raz. Osobiście żałuję, że do Prosektorium już nie pójdę i ciągle mam nadzieję, że forma Houdini Games stworzy coś nowego. Po jakimś czasie pokoje są refittowane: spada zainteresowanie nimi, nie tylko wśród pasjonatów, ale też np. wyjść integracyjnych z firm (bardzo fajna sprawa, choć osobiście uważam, że brak zgrania ekipy może położyć ucieczkę - niektóre pokoje są bardzo kooperacyjne.) Większość firm ma dwa-trzy pokoje w jednym miejscu i istnieje spora szansa, że jeśli podobał wam się jeden z nich, to pozostałe też przypadną wam do gustu. Nie ma za to szans na nudę: zagadki potrafią być naprawdę zaskakujące.

I co? Jesteście zainteresowani? My zawsze chętnie przyjmiemy kogoś na łono drużyny. W moim mieście jest 15 escape roomów, na razie byłam w dwóch. W Katowicach jest ich 35. Jeszcze długo nie będziemy się nudzić.

Ola Cholewa

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.