Wydziedziczeni - wyzwanie czytelnicze

by 6.5.17 0 komentarze
Zakończyłam wreszcie zimowe wyzwanie czytelnicze - w maju, ale ten maj na razie jest taki sobie, jeśli chodzi o temperaturę; plus podobno ma wrócić śnieg.


Ostatnią powieścią w cyklu Ekumeny są "Wydziedziczeni". Tu już całkowicie widać antropologiczne zacięcie Le Guin - pozwólcie, że wyjaśnię, co mam na myśli.

Oprócz "Lewej ręki ciemności" moją ulubioną ksiązką Le Guin są "Cztery drogi ku przebaczeniu". Jest to zbiór opowiadań/minipowieści, o dwóch planetach, które są mało zawoalowaną metaforą niewolnictwa. Bohaterowie schodzą na dalszy plan - ważniejsze są mechanizmy rządzące społeczeństwami. I choć "Wydziedziczonych" i "Cztery drogi ku przebaczeniu" dzieli prawie 20 lat, książki są podobne. Obie opowiadają o dwóch planetach i zamieszkujących je ludziach - ale tak naprawdę u podstaw leży założenie antropologiczne: "Co by było, gdyby..?"

W "Wydziedziczonych" chodzi o społeczeństwo anarchistyczne. Anarchia utożsamiana jest z wolnością, a wolność osiągana jest przez brak posiadania oraz zaspokojenie podstawowych potrzeb społeczeństwa. Przy czym posiadanie rozciąga się również na związki ludzi: monogamia na całe życie czy zbytnie przywiązanie do własnych dzieci nie są poważane.

W takim społeczeństwie rodzi się Szevek, który opracuje zasady jednoczesności czasu, genialny fizyk, który położy podwaliny pod wynalazek ansibla. Wcześniej jednak trafi na planetę Urras, skąd uciekli/zostali wygnani jego przodkowie i która jest ucieleśnieniem kapitalizmu - gdzie sama jego obecność staje się zarzewiem rewolucji. Urras oglądana oczyma Szeveka jest rozpustnym piekłem. Tym bardziej interesujący jest zabieg autorki, która potem pokazuje nam planetę oczyma ziemskiej ambasadorki - a są tą czasy bliskie "Słowo las znaczy świat" - Ziemia jest pustynią na wskutek działań jej mieszkańców. Dla niej Urras jest rajem. Pewnie, są klasy, jest bieda, ale nic na Urras nie jest drastyczne.

Szevek jest bohaterem ciężkim do polubienia. Choć towarzyszymy mu przez całe życie, on utrzymuje dystans. W dodatku najciekawszy, z mojego punktu widzenia, okres w jego życiu zostaje tylko zarysowany: co bowiem dzieje się ze społeczeństwem, które zaspokaja potrzeby swoich członków, gdy zapasy topnieją? Skoro jednak Anarres to trwająca wiecznie rewolucja, czy można mieć rewolucję w rewolucji?

Le Guin jednak poszła jeszcze dalej: anarchistyczne społeczeństwo to nie jedyny antropologiczny koncept. Annaryjczycy to akolici nauk Odo, która by wyrazić swoje poglądy, stworzyła język pozbawiony form dzierżawczych, by oddać całkowicie wolność jednostki. To wpływa na myślenie ludzi - pobrzmiewają tu echa hipotezy Sapira-Whorfa, którą na ekranie oglądaliśmy ostatnio w "Arrival", że język zmienia procesy myślowe. Widzimy też dzieci kopiujące więzienny eksperyment Zimbardo w trakcie zabawy - z identycznymi rezultatami.

Osobiście chciałabym również zobaczyć, w jaki sposób na Anarres funkcjonują artyści - wiemy o jednym, ale mam przeczucie, że nie jest to otoczenie, w którym mogą się realizować.

Wygląda na to, że narzekam, ale "Wydziedziczeni" to bardzo dobra powieść, świetnie skonstruowana (jej konstrukcja odzwierciedla koncept jednoczesności czasu) i napisana i w całym wyzwaniu jakością ustępuje tylko "Lewej ręce ciemności". Mimo to nie wiem, czy będę do niej wracać. Na tapecie jednak Le Guin pozostanie, bo w planach mam dokończenie, już na własną rękę (choć oczywiście zapraszam do czytania równoległego), cyklu Hain - są jeszcze dwa tomy. "Cztery drogi ku przebaczeniu" tylko odświeżę, ale "Opowiadanie świata" będzie dla mnie nowym doświadczeniem czytelniczym. Plus zaciekawiła mnie "Malafrena" - ciężki jest żywot nałogowego czytelnika.

Mam nadzieję, że wyzwanie sprawiło wam co najmniej tyle radości co mnie. Taki internetowy klub czytelniczy jest rewelacyjnym pomysłem. A na jesieni spotykamy się znowu: co prawda nie mam jeszcze pomysłu na wyzwanie, ale przecież nie mogę pozwolić tradycji umrzeć.


Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.