Komiksy, komiksy, komu komiksy

by 10.7.17 0 komentarze
Choć po ostatnich notkach na blogu można by sądzić, że ostatnio głównie czytam książki i oglądam filmy Disneya, tak naprawdę przede wszystkim czytam komiksy (bo próba obejrzenia "Riverdale" skończyła się niepowodzeniem z powody okropnie zafarbowanych na rudo włosów aktora odtwarzającego główną rolę - ostatnio tak odpychająco na mnie działa tylko kuchnia Agaty Passent).

Dlatego dzisiaj notka zbiorcza i prawie telegraficzna w swym skrótowym charakterze.


Nie proście, bo będzie wam dane


"Rozmówki angielsko-polskie" Agata Wawryniuk, Kultura Gniewu, 2012
"Totalnie nie nostalgia. Memuar", Wanda Hagedorn, Jacek Frąś, Kultura Gniewu, 2017

Na sam początek dwa komiksy, które mnie mocno rozczarowały. Wiecie, gdy czytałam "Persepolis" Marjane Satrapi, to marzyłam o tym, by powstał taki komiks o Polsce: o "ciekawych czasach", skomplikowanej historii, o rodzinie i o dziewczynie. Jest oczywiście "Marzi" (którą uwielbiam), ale ona ma tyluż zwolenników, co przeciwników. Czego "Marzi" nie ma, to kontynuacja w stylu "Embroideries", które moim zdaniem są lepsze niż "Persepolis".

No więc zostało mi dane, połowicznie, w postaci "Totalnie nie nostalgia". Coś, co zostało przez mnie zakupione z wielkim entuzjazmem zaraz po premierze, okazało się być poważną, semibiograficzną opowieścią o życiu w patologicznej rodzinie w PRLu. Patologicznej, bo ojciec bił matkę (z powodów klasowych), a potem również córki. A bił, bo miał kompleksy, które w ten sposób "leczył". Dla Wandy Hagedorn jest to oczywista próba przerobienia traumy, ale, i tego najbardziej nie mogę zrozumieć, w tej opowieści najważniejszą postacią nie jest ojciec i próba zrozumienia jego zachowania czy stale bita matka, która nigdy go nie opuściła, ani nawet nie molestowana seksualnie młodsza siostra autorki - nie, najważniejsza jest Wanda. Jest w komiksie spory fragment poświęcony temu, jak Wanda świetnie dogadywała się z babcią, jak razem jadły ciastka, czytały książki i chodziły do kina, a potem malutki fragment o tym, jak partner babci molestował seksualnie jej wnuczkę. I do babci już nie wracamy, ona nadal stoi na piedestale, wyniesiona tam przez autorkę.

Autorka do końca pozostaje pełna gniewu, ale w tej czarno-białej narracji (zły ojciec, dobre kobiety) brak głębszej refleksji poprzez skupieni soczewki na emocjach autorki. O siostrach dowiadujemy się niewiele, podobnie o matce, świat zewnętrzny nie istnieje prawie wcale. Nie polecam, chyba że jako ciekawostkę.

A już na pewno nie polecam "dzieła" Agaty Wawryniuk. Ugh. Ok, są dwie sprawy: nie każdy, kto potrafi rysować, czuje komiks (Wawryniuk nie czuje, ale może się wyrobić) i nie każda historia powinna zostać opowiedziana. Historia trójki studentów, którzy spontanicznie wyjeżdżają do UK zarobić w trakcie wakacji trochę kasy (na aparat fotograficzny) jest tak sztampowa, że aż zęby bolą. Przyjeżdżają do rodziny jednego z nich, rzeczywistość okazuje się być inna niż kreowana przez telefon, rzucają fochem. Szukają pracy w okresie największego obłożenia, nie znając języka, jest trudno, rzucają fochem. Oceniają ludzi, u których mieszkają i z którymi pracują i tu akurat nie rzucają fochem, ale wychodzi z nich taka zaściankowość, że second hand embarassement prawie zabija czytelnika na miejscu. Co ciekawe, to też autobiograficzna opowieść, ale nie wiem, czy autorka zdaje sobie sprawę z tego, jak okropny portret siebie i kolegów nakreśliła: jako ludzi o ograniczonych horyzontach, kłamców i oportunistów, oczekujących najlepszego za samo istnienie. Pogratulowałabym odwagi w stworzeniu takiego portretu pokolenia na własnym przykładzie, ale nie jestem pewna, czy było to zamierzonym efektem.

Ku gwiazdom


"Descender, Vol. 1: Tin Stars", Jeff Lemire, Dustin Nguyen, Image Comics, 2015
"Transformers", John Barber i Andrew Griffith (głównie), IDW, 2012


Na odtrutkę sięgnęłam po "Descendera" i pierwszy tom wszedł jak ostry nóż w masło. To jest jak "Saga", ale bez żenui, i jak "The Expanse" i jak "Attack on Titan", tylko lepsze. W skrócie: jakiś czas temu wielkie cosie wyrżnęły część ludzkości, ludzkość odkrywszy, ze kod źródłowy cosiów jest taki sam jak używanych przez nich androidów wyrżnęły androidy. Fast forward i mamy małego chłopca-androida, który budzi się na odległej planecie i nie wie, że leci do niego jego stwórca. I armia. I łowcy androidów. Już mam tom drugi i na pewno się za niego zabiorę, gorąco wam też lekturę polecam.

"Transformers" to siostrzana seria MTMTE, czyli mojego ukochanego komiksu, która skupia się na... No właśnie to trudno określić. Początkowe założenie było takie, że Rodimus i spółka odlatują w świat na pokładzie Lost Light, a Bumblebee, Starscream i NAILs zostają na Cybertronie i mamy dostać robocie "House of Cards". Ale potem akcja przenosi się na Ziemię, na kolonie, powstają spin offy, a po 10 tomach koniec i reboot serii pod tytułem "Optimus Prime". To nadal jest bardzo dobry komiks, ale taki jakiś chaotyczny? Więc czytam z doskoku i trafiam na fragmenty bardzo dobre, gdzie Thundercracker usiłuje pisać scenariusze dla Hollywood, wychowywać szczeniaka i powstrzymać galaktyczny konflikt (naraz) i na całe mnóstwo przeciętności. Na plus należy zaliczyć to, że wchodzi zdecydowanie łatwiej niż MTMTE, bo jest mniej "gęsto" pisane. Na minus: zero emocjonalnej więzi z bohaterami. Czasami mam wrażenie, że Barber usiłował opowiedzieć zbyt wiele historii na raz.

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.