Nominacje do Nagrody im. Janusza A. Zajdla - powieści

by 8.8.17 0 komentarze
Tak się złożyło w tym roku dosyć nieoczekiwanie, że przeczytałam połowę powieści nominowanych do Nagrody Fandomu Polskiego przed ogłoszeniem nominacji. Uznałam więc, że właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, by doczytać pozostałe powieści. Nie pomogło mi to w decyzji, jak głosować: każda z powieści należy do innego gatunku literackiego, łączy je tylko forma. Poniżej znajdziecie moje opinie na ich temat - bardziej dla uporządkowania myśli niż czegokolwiek innego.


  • Michał Cholewa, Inwit (Warbook/Ender)

Disklejmer: żeby przeczytać "Inwit" musiałam najpierw nadrobić "Punkt cięcia" i "Fortę", które podobały mi się bardzo - zwłaszcza "Forta", która IMHO jest fantastycznym dialogiem z Lemem. Więcej powiem, gotowa byłam się zgodzić ze stanowiskiem forsowanym przez mojego męża, że fabuła liczy się bardziej niż styl. No i przywiązałam się do tych trepów, nawet jeśli każdy z nich jest określany przez jedną cechę, bo jest w nich trochę głębi. 

To napisawszy, uważam, że "Inwit" jest spadkiem formy. Założenie było takie, żeby pokazać, jak daleko można się posunąć we współpracy z reżimem. Problem polega na tym, że okrucieństwa mają mniejszy impakt, gdy w kolejnej scenie okazuje się, że nie miały miejsca. Przynajmniej te wielkie, a stylu bombardowania wioski, bo mogą w niej ukrywać się terroryści - bo te małe nadal się wydarzają. Ale najgorsze jest to, że część bohaterów wie wszystko lub prawie wszystko, część wie tyle, ile im ci poprzedni przekazali, a część po prostu wykonuje rozkazy i stara się nie stracić resztek człowieczeństwa - i narracja przeskakuje pomiędzy nimi, więc biedny czytelnik nie wie, czy scena na kartach jest naprawdę czy jest zmyłką. Ciężko się to czyta i bardzo często lekturę przerywałam, bo się męczyłam.

  • Marta Kisiel, Siła niższa (Uroboros)

A wiecie, że Marta Kisiel i ja jeździmy na wakacje w to samo miejsce? :D OK, ad meritum, powieść ma swoich fanów i jako studium żałoby/depresji bardzo mi się podobała. Ci bohaterowie, bo których miałam czuć sympatię, byli bardzo sympatyczni, irytujący byli bardzo irytujący, itepe itede. Problem polega na tym, że główny problem rozgryzłam na początku, więc biedny Konrad nie budził we mnie współczucia. Takoż samotna matka targana hormonami. "Dożywocie" było jakieś ciekawsze, ale też cierpiało na tę samą przypadłość, co "Siła niższa": bardziej przypominało zbiór epizodów niż powieść z wyraźną narracji. Jednakowoż muszę zastrzec, że językowo jest to druga najlepsza powieść z tej listy. I w sumie jest niezłym poprawiaczem humoru. I jeszcze podobało mi się to, że w "Dożywociu" normalne spotyka paranormalne, a w "Sile niższej" na odwrót.

  • Marta Krajewska, Idź i czekaj mrozów (Genius Creations)

Ugh. Nie, serio, ugh. Jeśli "poprzedniej powieści zarzucałam epizodyczność, to nie wiem, co powinnam powiedzieć przy Krajewskiej. Hit na blogach, a ja czytałam i miałam coraz bardziej niewyraźną minę, bo ta powieść nie jest wybitna. Ba, nie wiem, czy zasługuje na miano powieści, bo bardziej wygląda jak przerobiony na powieść zbiór opowiadań. I o ile jeszcze podoba mi się sięgnięcie przez autorkę do mitologii słowiańskiej, tak już paranormal romance było takie sobie. I to nachalne kojarzenie młodszego pokolenia w pary. Interesujące jest również to, że były tam postaci wyjątkowo ciekawe: żona karczmarza czy dziewczyna, która sypiała z upiorami, tak ich potencjał nie został wykorzystany. A przecież to były bardzo dobre historie, można było się pokusić o wywołanie emocjonalnego katharsis u czytelników: niestety autorce zabrakło wyczucia. Albo redaktora. W drugim tomie polecam zadawanie sobie pytania: Co by zrobił Sapkowski?

  • Krzysztof Piskorski, Czterdzieści i cztery (Wydawnictwo Literackie)

A to chyba największe rozczarowanie na tej liście. W Prologu jest genialny żart, gdy bohaterka w litewskim lesie szuka leszego i już myślałam, że wiem, na którą powieść oddam głos, taki to był zachwyt, że ten paragraf pokazywałam ludziom, a potem równia pochyła i mamy takie new weird. Czego pewnie bym się spodziewała, gdybym czytała "Zadrę". Podziwiam wyobraźnię autora i ciekawe koncepty i czerpanie z historii Europy (przede wszystkim Polski) i za postaci historyczne, ale główna bohaterka tomu nie wyszła - początek był fajny, ale potem straciła charakter i zachowywała się, jak jej fabuła zagrała. Piskorski zna swój materiał wyjściowy, potrafi imitować powieści z epoki, ogrywać polskich bohaterów narodowych i czyta się to nieźle, ale czytelnik pozostaje z uczuciem niedosytu - mimo bardzo "filmowej" narracji.

  • Radek Rak, Puste niebo (Powergraph)

Uwielbiam Raka i "Puste niebo" przeczytałam z prawdziwą przyjemnością. Tak pisałam o niej na FB: "O rany, jaka fajna powieść! Są echa Narnii, Schulzowych majaczeń, trochę Valente i całe mnóstwo Howla (Miyazakiego)." Po czym zadumałam się, bo język cudny, czyta się super, ale każdy z bohaterów zamiast być sobą uosabia archetyp. Mogę założyć, że to specjalnie, takie nawiązanie do manekinów Schulza, ale... Nadal jest to jednak ta powieść, która najbardziej do mnie trafia; albo raczej trafia w moje prywatne literackie gusta. To jakby ten fragment "Kocham cię, Lilith", który najbardziej mi się podobał w formie powieści. Brak mi jednakowoż czegoś, co by sprawiło, że chętnie do tej powieści wrócę. Ale może jak poczekamy jeszcze kilka lat, to dostaniemy od Raka polskiego "Mistrza i Małgorzatę".

***

Podsumowując, w tegorocznych nominacjach nie ma powieści wybitnej. Są bardzo dobre i są niestety słabe. Poza tym są naprawdę bardzo różnorodne i powiem szczerze, że nie wiem, jak będę głosować.

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.