Trzy przyrodniczki z XIX wieku

by 9.2.18 0 komentarze
W 1699 roku Maria Sibylla Merian i jej córka Dorothea wyruszyły z Amsterdamu na jedną z pierwszych w świecie wypraw naukowych. Następne dwa lata miały spędzić podróżując po Surinamie i badając południowoamerykańską przyrodę, przede wszystkim rośliny i owady, aż malaria nie zmusi ich do powrotu do Europy. Ich praca do dziś jest wysoko ceniona przez innych badaczy. Niewiele wiemy na temat tego, z czym musiały się zmierzyć naukowczynie w XVII wieku - ale ich przykład z pewnością stał się inspiracją dla kilku fikcyjnych kobiet.

Przyjrzyjmy się dziś bliżej trzem z nich.



"Historia naturalna smoków" Marie Brennan

Wydawnictwo: Zysk i S-ka


Lady Trent od dzieciństwa interesowała się smokami - a tych w jej świecie nie brakuje. Są takie maleńkie jak owady oraz takie, które bez problemu mogą upolować krowę. Na szczęście jej mąż dzieli z nią pasję, więc gdy trafia się okazja wyruszenia na wyprawę naukową na kontynent w celu badania smoków, nie trzeba zbyt wiele perswazji, by Isabella dołączyła do drużyny naukowców jako rysowniczka.

Pierwszy z 5 tomów wyszedł w Polsce w wydawnictwie Zysk i S-ka. Napisany w formie pamiętników starszej pani, mniej niestety skupia się na perypetiach kobiety, która chce zostać przyrodniczką, a bardziej na awanturniczych przygodach w obcym kraju. Mamy przemytników, złych ludzi i problemy ze zrozumieniem obcych kultur. Szczerze mówiąc, nie tego oczekiwałam po tej książce i pewnie dlatego pozostaję chłodna w jej ocenie. Pewnie, wśród członków wyprawy jest jeden człowiek, który kwestionuje prawo Isabelli do choćby rozważania bycia naukowcem, ale większość spotykanych ludzi jest jej przyjazna i w mniejszym lub wiekszym stopniu wspiera jej ambicje. Osobiście wolałabym poczytać więcej o tym, jak trudno było być kobietą-naukowcem w wiktoriańskiej Anglii (bo tym de facto jest Scirlandia) albo o samych smokach, które dla samej powieści wydają się być pretekstem – oraz ładnym elementem okładki.


"Ewolucja według Calpurnii Tate" Jacqueline Kelly

Wydawnictwo: Dwie Siostry 

Piękną okładką zwiodła mnie też kolejna książka na liście, ale tu już byłam sprytniejsza i wypożyczyłam egzemplarz z biblioteki – uczę się bowiem na błędach.

Jedenastoletnia Cally Vee żyje w Teksasie i fascynuje się przyrodą, choć jej matka zdecydowanie wolałaby, by Calpurnia poświęcała swój czas doskonaleniu gry na pianinie lub nauce prowadzenia domu. Na szczęście dziewczynka znajduje sprzymierzeńca w postaci ekscentrycznego dziadka, przyrodnika-amatora, który dnie spędza na próbie pędzenia alkoholu z pekanów i marzy o tym, by odkryć nowy gatunek oraz starszego brata, który ofiarowuje jej Notes – ważny rekwizyt każdego naukowca. Matka jednak nie odpuszcza, zwłaszcza, gdy odkrywa zaniedbania w edukacji Calpurnii w tematach pieczenia, cerowania czy dobrych manier. Każdy rozdział to tak naprawdę osobna historia – konstrukcja powieści przypomina ksiązki Lucy Maud Montgomery, gdzie główna bohaterka jest tak samo ważna, jak jej najbliższe otoczenie – w tym wypadku domownicy Calpurnii, więc dostajemy całe tło społeczne w XIX-wiecznym Teksasie: telefony, szkołę, zaloty i codzienną pracę na plantacji. „Ewolucja...” jest książką przede wszystkim obyczajową i w tym leży jej siła – autorka porządnie wykonała risercz i dzięki temu jest postaci żyją i oddychają. Na plus warto też zaliczyć faktyczne opisy dokonań naukowych Calpurnii.


"Drzewo kłamstw" Frances Hardinge

Wydawnictwo: Czarna Owca 


Gdy dotarło do mnie, że czytam kilka książek pod rząd, których bohaterami są nastolatki mające ambicje naukowe w XIX wieku i postanowiłam moje refleksje zebrać w jednej notce, za klucz przyjęłam ułożenie ich w kolejności od najgorszej (w mojej opinii oczywiście) do najlepszej. Tak się składa, że „Drzewo kłamstw” jest również zdobywcą Costa Award, co sprowokowało kolejny binge-reading, tym razem laureatek Nagrody, ale o tym może kiedy indziej. Znów wracamy do fantastyki, bo choć Faith żyje w „naszym” świecie, to posiada on elementy nadnaturalne – na przykład tytułowe drzewo żywiące się kłamstwami. Ojciec dziewczynki, pastor, ucieka przed skandalem na wysepkę, gdzie prowadzone są wykopaliska. To jednak niepokoi niektórych naukowców – jak pogodzić czas powstania wydobytych przedmiotów i skamielin z naukami z Biblii? A potem pastor ginie w tajmniczych okolicznościach; możliwe, że sam odebrał sobie życie. W wiktoriańskich czasach samobójcza śmierć rzucała się nie tylko cieniem na rodzinę, ale również na jej finanse. Ale Faith nie wierzy, by jej ojciec odebrał sobie życie i rozpoczyna śledztwo. Śledztwo, którego rezultaty odwrócą jej relacje z rodziną o 180 stopni.



Nie mogłam się od tej powieści oderwać. Ma fantastycznych, pełnokrwistych bohaterów, świetne tło i zagadkę kryminalną. Poza tym mialam niedodparte wrażenie, że warsztatowo i idealogicznie Hardinge jest najbliższa Dianie Wynne Jones – której książki uwielbiam. Costa Award (przy czym nie tylko dla książki dla młodzieży, ale również dla najlepszej książki roku – wcześniej ten zaszczyt spotkał tylko Pullmana) była naprawdę zasłużona i do książek Hardinge na pewno wrócę.


A czy przychodzą wam na myśl inne książki o dziewczynkach, które chcą być naukowcami? Podzielcie się nimi w komenatarzach.

Ola Cholewa

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.