Top 10 epizodów Doctora Who według Rusty

by 24.9.11 13 komentarze
Zwierz rzuciła genialnym pomysłem, który został podchwycony przez szerokie gremium fanek: stworzyć subiektywne listy ulubionych epizodów "Doctora Who". Łatwo nie było, tyle mogę rzec. Starałam się wybrać epizody, do których chętnie wracam, ale jest ich po prostu zbyt dużo. Poza tym w jakiej kolejności je ułożyć, jak zdecydować, co jest lepsze? Już pierwsza trójka przyprawiła mnie niemalże o ból głowy, a potem było tylko gorzej. Ale oto jest, stworzona z trudem, w pocie czoła, z krwawiącym sercem, lista moich ulubionych epizodów "Doctora Who", stan na wrzesień 2011. Za miesiąc już może być inaczej.

1. "Human Nature / Family of Blood" (scen. Paul Cornell, reż. Charles Palmer)


No dobra, może i za miesiąc lista będzie wyglądać inaczej, ale pierwsze miejsce nie zmieni się nigdy. Gdzie zacząć? Po pierwsze genialna, pełna poświęcenia Martha, która w końcu jednak wybucha. Po drugie, zegarek! Po trzecie, Jessica Hynes (epizod z Simonem Peggiem się nie załapał, to chociaż ją z nazwiska wspomnę) jako Joan Redfern, która odrzuca Doktora, gdy poznaje jego prawdziwą naturę. Po czwarte, doktor-człowiek, zmuszony porzucić jedyne życie, jakie znał. I po piąte, chyba najważniejsze, bo zawsze przechodzą mnie dreszcze w scenie, która kończy się tymi słowy: "We wanted to live forever. So the Doctor made sure we did."

2. "Midnight" (scen. Russell T. Davies, reż. Alice Troughton)


"Dwunastu gniewnych ludzi" a'la Doctor Who i jeden z lepszych epizodów, by przekonać kogoś, by zaczął oglądać serial. Nawet znikome ilości Donny nie są w stanie zepsuć tego epizodu, który trzyma  w napięciu od początku do końca. Rewelacyjnie napisany i jeszcze lepiej zagrany. Sporo mówi o ludziach, nie tylko w sytuacjach zagrożenia życia, i daje nam nadzieję na przyszłość. Mogę go właściwie oglądać w kółko.

3. "Waters of Mars" (scen. Russell T. Davies i Phil Ford, reż. Graeme Harper)


I kolejny evergreen do przekonywania opornych do "Doctora Who". RTD potrafił świetnie "pisać" o grupach ludzi w ekstremalnych sytuacjach (Moffat z jego gangerami mógłby się od niego sporo nauczyć...), ale tak naprawdę historia jest o Dziesiątym i o potworze, w którego zaczął się zmieniać; i o kobiecie, która była dość silna, by mu się przeciwstawić. Trailer do tego epizodu okropnie mnie swego czasu wystraszył.

4. "Turn Left" (scen. Russell T. Davies, reż. Graeme Harper)


Nawet nie wiem, gdzie zacząć opisywać wspaniałość tego odcinka. Czuje się w nim jesień historii Donny, najcudowniejszej towarzyszki Doktora, przeciętnej sekretarki z Chiswick, która osiągnęła tak wiele - a wcale nie musiała, wystarczyło skręcić w drugą stronę. Rose jest tylko dodatkiem do fantastycznie opowiedzianej alternatywnej historii. A poza tym ręka w górę, kto nie poczuł dziwnego ucisku w klatce piersiowej, gdy spod prześcieradła wysuwa się bezwładna ręka z sonicznym śrubokrętem...

5. "Blink" (scen. Steven Moffat, reż. Hettie MacDonald)


Carey Mulligan! I Weeping Angels! Poza tym sposób, w jaki została opowiedziana ta historia, z punktu widzenia nadzwyczajnej dziewczyny, która spotyka Doktora, ratuje go i, uwaga, uwaga, wcale nie pała chęcią podróżowania z nim! Napis pod tapetą, filmiki dodawane do DVDków i Billy Shipton. Och, wierny Billy Shipton. Co to mogła być za historia miłosna.

6. "The Eleventh Hour" (scen. Steven Moffat, reż. Adam Smith)


Bo to mój pierwszy odcinek "Doctora Who" - te się pamięta do końca życia. Gdyby nie spodobało mi się "The Eleventh Hour", to pewnie w ogóle nie zaczęłabym oglądać serialu. Ten epizod sprawił też, że do niedawna Jedenasty był moim ulubionym Doktorem. A tak całkiem przy okazji, dzień, w którym obejrzałam "Jedenastą godzinę" (wiem, że znaczenie idiomu jest inne, ale wtedy zgubi mi się dowcip o 11), jest również tym, w którym poznałam Paula Cornella. Tylko wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jest geniuszem...

7. "The Doctor's Wife" (scen. Neil Gaiman, reż. Richard Clark)


Neil Gaiman nie jest moim ulubionym człowiekiem na świecie, nie załapałby się nawet do pierwszego tysiąca ludzi, których lubię, ale muszę przyznać, że facet potrafi pisać. Oj, potrafi, co wyraźnie widać w tym epizodzie. Jak ujęła to Fabulitas, odcinek zaraz po wyemitowaniu stał się instant classic. Bo też chyba każdy fan "Doctora Who" zastanawiał się nad skomplikowaną relacją Doktora i jego TARDIS. Albo TARDIS i jej Doktora.

8. "Silence in the Library / Forest of the Dead" (scen. Steven Moffat, reż. Euros Lyn)


Już sama biblioteka wielkości planety przekonałaby mnie do tego epizodu, a Moffat dorzucił jeszcze tajemniczą River Song, przerażające Vashta Nerada oraz zapadające w pamięć zdania: "Donna Noble has left the library. Donna Noble has been saved." oraz "Hey! Who turned out the lights?". Ach, i Miss Evangelistę. Lubię Miss Evangelistę. Oraz historię bardzo chorej dziewczynki, która nade wszystko lubiła czytać. W tych dwóch epizodach po prostu nie ma złych scen.


9. "Stolen Earth / Journey's End" (scen. Russell T. Davies, reż. Graeme Harper)


Możecie się ze mnie śmiać, ale mam sentyment do tych dwóch epizodów, bo wszyscy wracają, by wreszcie TARDIS mogła być pilotowana we właściwy sposób. Lubię wszystkie Daleki występujące w tym odcinku, połączenie wielu wątków i tropów w jedną, przyjemną do oglądania całość. Poza tym tu, w sposób walący obuchem zarówno w głowę, jak i w serce, kończy się historia Donny.

10. "Father's Day" (scen. Paul Cornell, reż. Joe Ahearne)


Ha, tego się nie spodziewaliście! Uwielbiam ten odcinek, pierwszy z obojgiem rodziców Rose, ciekawą historią i Doktorem, który przestrzega praw rządzących czasem (jego następcy w najlepszym przypadku je ignorują, w najgorszym łamią). Poza tym chciałam mieć Dziewiątego do kompletu w tym zdominowanym przez Dziesiątego rankingu.

Honourable mention: właściwie każdy epizod z sezonu z Marthą (prócz Daleków i Lazarusa, o tych wolałabym zapomnieć - nawet mimo rodziny Marthy). "Voyage of the Damned", "Vincent and the Doctor", "The Girl Who Waited", "Impossible Planet / Satan's Pit", "The Empty Child / The Doctor Dances", "The Next Doctor", "The Time Of Angels / Flesh and Stone", "The Impossible Astronaut / Day of the Moon" i "A Christmas Carol". I "Dalek", o którym jakoś zapomniałam.

A tak poza tym, z wyjątkiem Gaimana, wszystkie moje ulubione epizody zostały napisane przez trio Davies/Moffat/Cornell. Zastanawiam się, czy to coś znaczy...

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.