Posty

Wchłanianie popkultury na akord

Obraz
Był w moim życiu, całkiem zresztą niedawno, taki okres, w którym po prostu musiałam kupić książkę w dniu jej premiery, obejrzeć cały serial w ciągu kilku dni czy zjawić się w piątek w kinie na nowym blockbusterze. Rządziło mną FOMO, czyli "fear of missing out", napędzane fejsbuniem, blogami i subskrypcjami.

But it's the game I like! Zniewolony książę - próba osadzenia w kontekście

Obraz
Wciśnięto mi książkę, co do jakości której miałam od lat spore wątpliwości, z przykazem przeczytania i wyrażenia opinii. Nie wiem, czy możliwe jest faktycznie obiektywne podejście do jakiekolwiek wytworu kultury w dzisiejszych czasach - większość z nich ma jeszcze przed publikacją określony target, grupę potencjalnych odbiorców, na których koncentrują się wysiłki marketingowe. Jeśli dana rzecz zyskuje fanów poza tym ściśle określonym kręgiem, wydarzają się zjawiska niesamowite, viralowe. Tak było z "Twilightem", z "50 twarzami Greya", które nie bez powodu przywołuję, bo podobnie jak "Zniewolony książę" wywodzą się z kultury fanfikowej (TM), z "transformative arts" - a to mój wielki konik. Mój problem z "Zniewolonym księciem" polegał jednak na tym, że wyraźnie była to opowieść mająca na celu głównie emocjonalno-seksualne zaspokojenie czytelniczek, z wykorzystaniem wszelkich dostępnych erotycznych kinków z arsenału BDSM.
Miło mi zarapor…

Ludzie ilustrowani

Obraz
*kicha od kurzu w powietrzu*

Whoa, trochę mnie tu nie było, prawda? Czy ktoś oprócz mnie zagląda po ten adres czy też udało mi się go odciąć na zawsze od uczęszczanej części internetu? Nie zdziwiłabym się, gdyby tak było.

Co u mnie słychać? Ach, to co zwykle, czyli w gruncie rzeczy nic ciekawego - może oprócz tego, że postanowiłam zostać człowiekiem ilustrowanym. Tak, tak, mam nowe hobby, chyba najbardziej bolesne z moich dotychczasowych zainteresowań (zwłaszcza dla portfela bolesne) i trochę bardziej stałe niż ucieczki z escape roomów (które po PolandEscape 2018 straciły sporo na uroku)...

Język przyszłości

Obraz
Michał Ochnik z bloga Mistycyzm Popkulturowy zwrócił w jednej z niedawnych notek uwagę na fakt, że w startrekowej utopii, którą jest "The Next Generation", każdy z członków załogi Enterprise realizuje się artystycznie w co najmniej jednej dziedzinie. Oprócz ukończenia Gwiezdnej Akademii, co z pewnością wymagało poważnych umiejętności z zakresu STEM (akronim od "science, technology, engineering, and mathematics"), bohaterowie mieli czas, by nauczyć się grać na puzonie bądź brać udział w przedstawieniach na scenie. Ba, zakładam, że zajęcia artystyczne, jako rozwijające myślenie, wspomagające empatię oraz socjalizujące, były częścią akademickiego sylabusa dla potencjalnych członków floty Federacji.

Czy róża pod inną nazwą inaczej by pachniała - o pseudonimach literackich słów kilka

Obraz
Charlie Brooker, twórca kultowego (nie bójmy się użyć tego słowa) "Black Mirror", wydaje antologię opowiadań. Autorką jednego z nich będzie Claire North, która ma na swoim koncie kilka niezłych książek. Problem polega na tym, że Claire tak naprawdę nie istnieje. A raczej: istnieje, ale dzieli jedno ciało z dwoma innymi pisarkami: Catherine Webb, która pisała książki dla młodych czytelników oraz Kate Griffin, autorką powieści z nurtu urban fantasy dla dorosłych. Jedna z nich pracuje też jako oświetleniowiec w National Theatre. :D
Przypadek Claire zainspirował mnie do przyjrzenia się powodom, dla których pisarki postanawiają posługiwać się pseudonimami.


Fantastyczne pisarki i gdzie je znaleźć, edycja moja

Obraz
Skończyło mi się miejsce na regałach. Tak, wiem, problemy pierwszego świata. Bo, gdyby nie czytnik, pewnie skończyłoby się dużo wcześniej. Miejsce w mieszkaniu też się kończy, więc zwiększenie liczby półek raczej nie wchodzi w grę. Rozwiązanie jest tylko jedno: EKSTERMINACJA.


Drugi wszechświat Ann Leckie

Obraz
Wszyscy znamy cykl Imperial Radch, prawda? Pierwszy tom, "Ancillary Justice", zdobył chyba wszystkie nagrody branżowe i szturmem wspiął się na listę moich ukochanym powieści wszech czasów. W październiku tego roku wyszła kolejna powieść, "Provenance", osadzona w tym samym universum, acz zdecydowanie w innym kawałku, która sprawiła, iż zaczęłam pragnąć space opery of manners (wiecie, fantasy of manners, ale w kosmosie). I wtedy przyszła Nina i zapytała, czy czytałam opowiadania Leckie.

Najpierw był oburz - co, ja nie czytałam opowiadań Leckie? Oczywiście, że czytałam. Ale Nina cierpliwie dopytała, czy czytałam coś poza cyklem Radch - i tu odpowiedź była negatywna. Okazało się również, że popełniłam straszliwy błąd. Bo widzicie, Leckie ma drugi cykl, opowiadań osadzonych we wspólnym świecie i powiem wam, że nieśmiało skłaniam się ku myśli, że jest to lepsze niż przygody Breq i spółki...
Otóż jest to fantasy o świecie, w którym bogowie żyją obok ludzi. Bogowie raczej…