czwartek, 22 września 2016

What angel wakes me from my flowery bed?

Lato w tym roku zakończyłam, dzięki Eli, wysoką nutą. 11 września BBC transmitowało na żywo "Sen nocy letniej" z mojego ukochanego londyńskiego teatru, czyli The Globe. Szekspir ma to do siebie, że każda adaptacja jest w stanie z tekstu źródłowego wyciągnąć coś innego i tym razem padło na "sense of wonder", zgodnie z założeniem całego letniego sezonu pod egidą Emmy Rice.



poniedziałek, 19 września 2016

Janusze fantastyki

Nie lubię hejtować rzeczy i w każdym przejawie przebijania się fantastyki do mainstreamu staram się znaleźć choćby drobną rzecz do pochwalenia (nawet jak David Mitchell tak bardzo nie umie używać gatunkowych rekwizytów), dlatego też aż do dzisiaj nie obejrzałam "Legend polskich" z allegro. Jestem głęboko przekonana, że należało nie oglądać ich wcale, ale mleko się wylało. A teraz ze mnie wyleje się żółć.



Największym problemem całego projektu jest to, że wyłożono na niego mnóstwo kasy, by promować w niestandardowy sposób znaną markę, zaproszono sławnych ludzi (Bagiński do Oskara nominowany, na podstawie książek Kosika film nakręcili, a Więckiewicz to uosobienie polskości w wydaniu Smarzowskiego) i  to wszystko jest godne podziwu i promocji. Fajnie, że zaangażował się w całość Powergraph i jego autorzy (szkoda, że głównie mężczyźni), Radka Raka zawsze warto czytać. Z punktu widzenia wartości marketingowej cały projekt jest nie do przecenienia.

Ale.

Bo zawsze jest jakieś ale.

Ja rozumiem, że musi się sprzedać masom, jak usługi allegro, ale bez przesady. Uwspółcześnianie legend w wydaniu Orbitowskiego polega najwyraźniej na tym, by Polaka na Księżyc posłać, by tam mógł sobie do wtóru polskiej muzyki kutasa wyrysować na powierzchni satelity; wzorowany na Tonym Starku Twardowsky nic nie zawdzięcza sobie, a wszystko podpisanemu cyrografowi. To nie jest uwięziony na Marsie botanik, tylko chłopek-roztropek, usiłujący wymigać się z umowy: w końcu czy diabeł, czy ZUS, podatki to wymysł opresyjnego lewactwa. To właśnie jest polski bohater na miarę 2016 roku. Tylko że zamiast smutnej refleksji nad tym stanem rzeczy, jak u Smarzowskiego, są podśmiechujki z żenujących dowcipów.

To młody geek, fapujący do robotów (ale zbudował transformersa, to mu się chwali), walczący z gangsterem zza Buga porywającym polskie dziunie (po co? tego nikt nie wie, bo z filmu wyraźnie wynika, że Adolf to impotent) w dresikach - bo obcym nie wolno naruszać godności polskich kobiet, tylko swoim, z Nowej Huty.

Wkurza mnie ta miłość do ojczyzny podkreślana zbroją husarską w piekle. Wkurza zestawienie "Zegarmistrza światła" z disco polo. Wkurza fiksacja na punkcie byłego ZSSR. Ale chyba najbardziej wkurza mnie zmarnowany potencjał, bo gdyby to wszystko nie było tak na serio, z takim przaśnym humorem, by przypodobać się januszom, to mogło być tak pięknie.


Najgorsze jest jednak to, że to jest właśnie stan polskiej fantastyki anno domini 2016. Tu nie ma miejsca na dywersyfikację rasową czy seksualną, tu uwspółcześnienie legendy polega na doklejeniu statu kosmicznego i przekleństw i epatowaniu polskością spod budki z piwem. Nie ma miejsca nawet na próbę zabawy językiem, stylem czy gatunkiem, na przesuwanie granic.

Mam poważne obawy, że zapowiadana na grudzień ekranizacja Jagi (że niby "Baba Jaga") to będzie polska Xena w wykonaniu Cleo a'la Eurowizja, kopiąca tyłki w białych kozaczkach, broniąca się przed atakiem bandy chłopów z widłami.

Cała nadzieja w darmowym ebooku, którego lektura jeszcze przede mną.

niedziela, 18 września 2016

Wyzwanie czytelnicze 2016

No bo co to za jesień bez wyzwania czytelniczego na moim, choćby nie wiem jak zapuszczonym blogu. :P




W tym roku proponuję zmierzenie się z twórczością jednej z moich ukochanych autorek SF, Ursuli Le Guin. Ponieważ jednak jej dorobek jest spory, a ja chciałabym potraktować temat przekrojowo, pomyślałam sobie, że warto by zmienić zasady gry.

Wyzwanie wymagać będzie przeczytania co miesiąc, przez pół roku, jednej powieści ze świata Ekumeny. Szczegółowy plan czytelniczy, oparty na zbiorczym wydaniu "Sześciu światów Hain" wydawnictwa Prószyński i S-ka, przedstawia się następująco:
  • październik - "Świat Rocannona"
  • listopad - "Planeta wygnania"
  • grudzień - "Miasto złudzeń"
  • styczeń - "Lewa ręka ciemności"
  • luty - "Słowo 'las' znaczy 'świat'"
  • marzec - "Wydziedziczeni"

Sporo tych stron (prawie 1000), a jeszcze fajnie by było, gdyby na temat każdej powieści na blogu pojawiły się notka. Ja zamierzam dać z siebie wszystko, a ostatnio z czytaniem u mnie słabiutko, bowiem Le Guin jest dla mnie wzorcem z Sevres, jeśli chodzi o fantastykę zaangażowaną.

Mam nadzieję, że dołączycie do mnie i weźmiecie udział w wyzwaniu. Jak zwykle zasady są luźne.
Tutaj znajdziecie przykładowe grafiki do umieszczenia na blogu, zachęcam do tworzenia własnych.

I dajcie znać w komentarzach, czy temat wam się podoba.