środa, 25 marca 2015

Postgeekism?

Było to tak: Marcin Zwierzchowski dostał bloga na Polityce i napisał notkę inauguracyjną, która nie była ani specjalnie mądra, ani specjalnie ważna, ale sprowokowała MRW do czegoś w rodzaju ciętej riposty, w której określił stan współczesnego geekowstwa ze swojego subiektywnego, co zdaje się być kluczem do zrozumienia problemu, punktu widzenia.

Przyszło mi od razu na myśl to:

Time to die.

czym nie omieszkałam się z MRW podzielić. Bo go w sumie lubię, choć czasami bredzi jak potłuczony i uważa, że Transformers skończyło się na Marvelu w 1984 - co właściwie też jest symptomatyczne.

Niestety, okazało się, że ceniony przeze mnie Ziuta ma podobne poglądy, a Misiael, najnowsze echo chamber MRW, poświęcił zjawisku cały wpis. No halo, chłopaki! Zgredzialiście.

To nie jest tak, że współczesne pokolenie geeków jest głupie, to po prostu wy nie nadążacie. Ale nie martwcie się, nie tylko wy. Środowiska akademickie również. Nie nadążacie za pokoleniem, które nie wychowało się za PRLu czy czasów zimnej wojny, dla którego główną platformą wymiany fanowskiej nie są drukowane na powielaczu i rozprowadzane za pomocą tradycyjnej poczty fanziny, tylko internet, a w szczególności tumblr. Ci młodzi ludzie nie szukają drugiego dna (które, spójrzmy prawdzie w oczy, bardzo często służyło do oszukania cenzury, vide Lem, Zajdel), posthumanizm znajduje się na peryferiach ich zainteresowań. Oni (my?) dbają o inne sprawy: reprezentację rasową w mediach, gender fluidity; mają, podobnie jak wy, mocno lewicowe poglądy. Ich perspektywa analizy fantastyki jest inna, bo inne są narzędzia, które do tego celu wykorzystują. Ich autorytetami nie są Slavoj Żizek czy Simone de Beauvoir (również z powodu ich młodego wieku), ale inni bloggerzy. Zamiast pisać długą notkę, stworzą gifa, który w szybszy sposób zilustruje ich punkt widzenia.  Chętniej operują na emocjach niż na ideach, szkiełko versus oko.

Czy przez ich wkład w fanowski dialog powinien być umniejszany? Bo robią rzeczy inaczej niż to było robione kiedyś? No nie. I może kiedyś to pojmiecie. Albo podzielicie los Roya Batty'ego.

środa, 18 marca 2015

Włóczę się po teatrach

Miesiąc wytrzymałam, moi drodzy, bez pisania. Może wytrzymałabym dłużej, ale wczoraj poszłam na "Makbeta" z The Globe i dostałam po głowie "momentem", a nawet trzema. I nawet nie chodzi o to, że chciałabym się tym z wami podzielić, bo raczej niekoniecznie, ale wolę to zapisać dla samej siebie, ku tak zwanej pamięci.

  
(Co nie znaczy, że pisanie FGttG będzie regularnie kontynuowane. Nie będzie.)

środa, 18 lutego 2015

Co dalej?

Miałam czekać do pierwszego dnia wiosny, ale raczej zdania nie zmienię, dzień dzisiejszy i tak jest chujowy, więc powiem wam już dziś: Fangirl's Guide to the Galaxy zostaje zawieszone.

Powodów jest kilka. 

Po pierwsze, choć nadal uważam blogosferę za jedną z fajniejszych rzeczy, jakie dał nam internet, coraz mniej jestem zainteresowana jej teraźniejszością i przyszłością. Od kilku miesięcy konsekwentnie ograniczam ilość czytanych blogów, niewiele też komentuję.

Po drugie, nie mam ochoty pisać. Zamiast dzielić się opinią na jakiś temat wolę ją zachować dla siebie: nie ma kakofonii recenzji ze wszystkich stron. Chcę przypomnieć sobie, jak rozmawia się z ludźmi.

Po trzecie, mam ostatnio bardzo mało czasu na własne zainteresowania i wolę go poświęcić na czytanie lub oglądanie, a nie klepanie w klawiaturę.

Nadal będę zerkać na blogi ludzi, których poznałam dzięki FGttG, z uwagi na moją do was sympatię. Ale notek nie będę pisać ani publikować (a na pewno nie regularnie - rezerwuję sobie prawo powrotu od czasu do czasu, gdy znajdę interesujący temat). Ciągle będzie mnie można znaleźć na FB i na tumblrze, ostatnio również na Instagramie - to media niewymagające ode mnie wysiłku twórczego. 

I tyle.