Na marginesie rozważań o wzajemnym niezrozumieniu Estravena i Genly'ego Ai w "Lewej ręce ciemności" wrócił do mnie inny temat problemów ze zrozumieniem innych kultur. Przypomnę, że szifgethor, porady, obraźliwe zachowanie, ignorancja (z jednej ze stron) były po prostu normalnymi zachowaniami drugiej ze stron; zrozumienie nadeszło po uproszczeniu kontekstu. Problem nadal jednak jest ważki i nie tylko na kartach powieści SF, ale w popkulturowym życiu codziennym.



Tak się złożyło w tym roku dosyć nieoczekiwanie, że przeczytałam połowę powieści nominowanych do Nagrody Fandomu Polskiego przed ogłoszeniem nominacji. Uznałam więc, że właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, by doczytać pozostałe powieści. Nie pomogło mi to w decyzji, jak głosować: każda z powieści należy do innego gatunku literackiego, łączy je tylko forma. Poniżej znajdziecie moje opinie na ich temat - bardziej dla uporządkowania myśli niż czegokolwiek innego.


W kwietniu na blogu pojawił się wpis o filmach, na które w 2017 (głównie w lecie) czekam. Przyszła więc pora na podsumowanie; zwykle o tej porze roku pojawia się relacja z SDCC i pewnie coś wskoczy na fanpejdż - na przykład kwestia zakończenia, po sześciu sezonach, "Teen Wolfa" (ciągle jestem w czwartym sezonie, ekhem).


Dlaczego zdecydowałam się na zbiorczą notkę? No cóż, żaden z filmów nie był rewelacyjny. Moje wnioski i opinie, o które nikt nie prosił, znajdziecie pod wcięciem.
Dawno temu zamówiony został u mnie tekst o fandomie serialowym. AFAIK antologia tekstów nie zostanie wydana, a tekst się starzeje, więc uznałam, że trafi na bloga; w międzyczasie ja przestałam być wiarygodnym źródłem informacji serialowych: po prostu wolę filmy. (BTW, rezygnuję z Netfliksa. To jest ten moment, w którym wszyscy robią GASP!, a ja tłumaczę, że zamiast stale bać się, że coś mnie omija, wolę stworzyć sobie świat rozrywek, które służą mojej przyjemności, a nie są odhaczaniem kolejnych boxów. Nie jestem blogerem popkulturowym, po prostu mam bloga - i uwierzcie, różnica jest znaczna.)

Choć po ostatnich notkach na blogu można by sądzić, że ostatnio głównie czytam książki i oglądam filmy Disneya, tak naprawdę przede wszystkim czytam komiksy (bo próba obejrzenia "Riverdale" skończyła się niepowodzeniem z powody okropnie zafarbowanych na rudo włosów aktora odtwarzającego główną rolę - ostatnio tak odpychająco na mnie działa tylko kuchnia Agaty Passent).

Dlatego dzisiaj notka zbiorcza i prawie telegraficzna w swym skrótowym charakterze.