wtorek, 16 grudnia 2014

10 filmów, które...

... powinien zobaczyć każdy uczeń w ramach edukacji kulturowej.


Chwila prawdy: gdy Zwierz zaproponowała blogerom stworzenie list filmów, które powinny być oglądane obowiązkowo przez uczniów, w pierwszym odruchu odmówiłam; nie jestem filmoznawcą, oglądam głównie filmy rozrywkowe, najlepiej z wielkimi robotami, albo piratami, albo mumiami (chyba widzicie wzór?), jak więc mogę cokolwiek wartościowego polecić?

Ale potem pomyślałam sobie: hej, w końcu jestem nauczycielem i wiem, że z wszystkiego można wycisnąć jakąś korzyść edukacyjną. A że moim ulubionym youtube'owym kanałem jest ostatnio Every Frame a Painting Tony'ego Zhou, pomyślałam, że zamiast na treści skupię się bardziej na aspektach technicznych oraz stylu reżyserskim (BTW, polecam obejrzenie filmików, bo czasami uzupełniają to, o czym będę pisać pod wcięciem). Wybrałam więc 10 filmów moich ulubionych reżyserów (mniej więcej) i postaram się pokazać, dlaczego warto zobaczyć akurat te, a nie inne filmy.

piątek, 12 grudnia 2014

... i z powrotem

(Kurczę, jak ja teraz żałuję, że użyłam tytułu "Szaleństwo króla Thorina" rok temu...)

Last goodbye
Jeśli czytacie Fangirl's Guide od lat, to pewnie zauważyliście, że mój entuzjazm wobec ekranizacji "Hobbita" rósł w miarę upływu czasu (część 1, część 2) (choć i tak najbardziej jestem zachwycona dodatkami na DVD do "Nieoczekiwanej podróży"). Wiecie też, że nie mogę czekać i na seans wybieram się do naszych południowych sąsiadów, którzy wprowadzają filmy Jacksona do kin zdecydowanie wcześniej. To właśnie zrobiłam wczoraj; zdążyłam się już podzielić wrażeniami z oglądania "Bitwy pięciu armii" na FB, pozwolę sobie ją tutaj przekopiować (jest bez spoilerów): 

Powróciwszy na ojczyzny łono zza południowej granicy spieszę donieść, że "Bitwa pięciu armii" jest filmem przyzwoitym mniej więcej do momentu, w którym pojawiają się czerwie pustyni (I kid you not). Potem niestety jest coraz gorzej, przy czym mamy podejrzenia, że film jest łatwiejszy do przełknięcia, gdyby zamykać oczy, kiedy na ekranie pojawia się Legolas "mommy issues" Greenleaf, bo wtedy omija się najgorsze kawałki i twarz mniej boli od facepalmów (serio, nie chcecie wiedzieć, co się wydarzyło na ekranie, gdy powiedziałam "Gdy myślisz, że już nie może być gorzej...") - choć z drugiej strony wtedy nie wiadomo, w jaki sposób Legolas pokonał swojego ojca w nieformalnym konkursie "Kto będzie ujeżdżał dziwniejsze zwierzę na polu bitwy". BTW, rogi jelenia? Bardzo przydatne w czasie bitwy, jeleniołoś nabiera na rogi jak koparka na szuflę orków, a Thranduil ciach ciach ciach i ucina im łebki jak Longin Podbipięta (I kid you not). Co byłoby fajniejsze, gdyby widz nie kibicował orkom, które powinny były wygrać tę bitwę z palcami w nosie, ale narrativum im nie pozwoliło.
Benedict Cumberbatch, co pewnie ucieszy fanki tegoż, dostał kolejną rolę do zagrania w filmie: szalonego króla Thorina (I kid you not), bo jako Smaug to wiele się nie nagrał.
Jeśli zaś chodzi o wątki miłosne, to zdecydowanie bardziej niż trójkącik Kiliego, Tauriel i Legolasa podobał mi się ten Alfrida i złota, zakończony happy endem, gdy stęsknione złoto znalazło Alfrida, który cały film go poszukuje i cały czas o nim mówi, w starej fontannie w opuszczonym Dale: oboje odchodzą w stronę zachodzącego słońca. Z drugiej strony, złoto mogło odejść z Alfridem, zranione do głębi przez Thorina, który uznał, że są na świecie rzeczy ważniejsze od niego, jak np. obściskiwanie się z kuzynem na polu walki (I kid you not).
A tak serio: Jacksonowi zabrakło wyczucia. Film jest jedną wielką imponującą katastrofą z bardzo źle rozłożonymi akcentami. Są świetne momenty, np. walka Thorina z Azogiem (nawet jeśli Azog walczy pumeksem...), a aktorzy robią, co mogą, by uratować film (zwłaszcza Freeman), ale ostatecznie niewiele mogą zrobić. Szkoda.
I tak to z grubsza wygląda. A w szczegółach? (Spoilery za wcięciem.)

środa, 3 grudnia 2014

W kosmosie nikt nie widzi, że jesteś czarny

Albo, jak pokazuje trailer do najnowszych "Gwiezdnych wojen", wszyscy zauważą i stwierdzą, że nie nadajesz się do wykonywanej pracy z uwagi na kolor skóry.


Srsly, czasami trudno mi uwierzyć w takie zbiegi okoliczności: planowałam notkę o rasizmie w fandomie od października, ale ciągle brakowało mi motywacji do zabrania się za taki temat. A tu proszę, punkt zapalny sam się pojawił. Jeśli jednak oczekujecie, że powiem o nim coś więcej, to muszę was rozczarować: pisać będę o fandomie zagranicznym.