Wszyscy znamy cykl Imperial Radch, prawda? Pierwszy tom, "Ancillary Justice", zdobył chyba wszystkie nagrody branżowe i szturmem wspiął się na listę moich ukochanym powieści wszech czasów. W październiku tego roku wyszła kolejna powieść, "Provenance", osadzona w tym samym universum, acz zdecydowanie w innym kawałku, która sprawiła, iż zaczęłam pragnąć space opery of manners (wiecie, fantasy of manners, ale w kosmosie). I wtedy przyszła Nina i zapytała, czy czytałam opowiadania Leckie.


Najpierw był oburz - co, ja nie czytałam opowiadań Leckie? Oczywiście, że czytałam. Ale Nina cierpliwie dopytała, czy czytałam coś poza cyklem Radch - i tu odpowiedź była negatywna. Okazało się również, że popełniłam straszliwy błąd. Bo widzicie, Leckie ma drugi cykl, opowiadań osadzonych we wspólnym świecie i powiem wam, że nieśmiało skłaniam się ku myśli, że jest to lepsze niż przygody Breq i spółki...

Otóż jest to fantasy o świecie, w którym bogowie żyją obok ludzi. Bogowie raczej w rzymskim rozumieniu tego słowa, pomniejsze bóstwa plączą się pod nogami szukając wyznawców i ofiar. Im więcej ofiar (krwawych) i modlitw, tym silniejsze bóstwo. Ludzi (całe społeczności nawet) zawierają z nimi umowy jak z baśni, obwarowane zakazami. Jest jeszcze jedna zasada: bogowie nie mogą skłamać. Jeśli powiedzą nieprawdę, muszą mieć dostatecznie dużo mocy, by kłamstwo stało się prawdą - inaczej zginą.

W ten świat Leckie wrzuca społeczności różnorakie: państewko na wyspie, rybaków na bagnach, leśne plemiona i bogatych mieszkańców pustyni, i każda z tych grup ma swoje zwyczaje, częściowo podyktowane ich umowami z bogiem/bogami. Przy czym zdarza się, że żadna ze stron nie jest zadowolona z wynegocjowanych warunków.

Nie wiem jak wy, ale ja osobiście czekam na cały zbiór opowiadań. Chwilowo jednak możecie poczytać pojedyncze opowiadania:






Jeśli o którymś zapomniałam, dodajcie link w komentarzu. Miłej lektury!
Pamiętacie, jak w zeszłym roku zachwycałam się "Fanfikiem" Natalii Osińskiej? Dobra wiadomość jest taka, że wychodzi druga część (już 11 października!) 


Lepsza wiadomość jest taka, że narratorem jest Leon! #teamLeon

A najlepsza wiadomość jest taka, że już dziś możecie poczytać, jak robię squee (egzemplarz recenzencki!)

Byłam wczoraj w kinie na "Kingsman: Złoty krąg" i druga część jest tak dobra jak pierwsza. Nie wiem, jak Vaughn to robi, zaczyna od "Country Road" na dudach, dodaje komentarz na temat legalizacji narkotyków i pieski (w tym pieski-roboty), maniakalną Julianne Moore i mnóstwo Amerykanów. I to się ogląda znakomicie, szczerze polecam wybranie się do kina.


Nocą jednak, w trakcie kolejnego bezsennego epizodu, zaczęłam się zastanawiać na Julianne Mooore i zmarszczkami wokół jej ust. Widzicie, to się w Hollywood, na złotym ekranie rzadko zdarza: kobieta w średnim wieku, której skóra twarzy zdradza oznaki starzenia.
Na marginesie rozważań o wzajemnym niezrozumieniu Estravena i Genly'ego Ai w "Lewej ręce ciemności" wrócił do mnie inny temat problemów ze zrozumieniem innych kultur. Przypomnę, że szifgethor, porady, obraźliwe zachowanie, ignorancja (z jednej ze stron) były po prostu normalnymi zachowaniami drugiej ze stron; zrozumienie nadeszło po uproszczeniu kontekstu. Problem nadal jednak jest ważki i nie tylko na kartach powieści SF, ale w popkulturowym życiu codziennym.



Tak się złożyło w tym roku dosyć nieoczekiwanie, że przeczytałam połowę powieści nominowanych do Nagrody Fandomu Polskiego przed ogłoszeniem nominacji. Uznałam więc, że właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, by doczytać pozostałe powieści. Nie pomogło mi to w decyzji, jak głosować: każda z powieści należy do innego gatunku literackiego, łączy je tylko forma. Poniżej znajdziecie moje opinie na ich temat - bardziej dla uporządkowania myśli niż czegokolwiek innego.