Wspominałam całkiem niedawno, że najtrudniej pisze się o tym, co się kocha najbardziej. Więc dzisiaj będzie ciężko, bo to miłość od pierwszego wejrzenia i grom z jasnego nieba. Netflixowa "Anne with an E" skradła moje serce: nie pamiętam, kiedy ostatnio obejrzałam serial "na jeden raz" - ani kiedy ostatnio tyle płakałam.

Trudno być kobietą i nie interesować się w mniejszym lub większym stopniu tematyką feministyczną. Jednak edukacja feministyczna, jak każda zresztą, powinna rozpocząć się jak najwcześniej. Na samym początku wystarczy pokazywanie dobrych wzorców, najlepiej kobiet z najbliższego otoczenia; potem wzorców z popkultury i historii.


A jak zrobić to lepiej niż za pomocą baśni?

Ci z was, z którymi znamy się na fejsbuniu, mogli zauważyć, że od czasu do czasu na  moim prywatnym profilu pojawia się tajemniczy wpis "Wyszliśmy!" (albo i nie, to też się zdarza). Nie pisałam o tym wcześniej na blogu, bo nie było do końca o czym: ot, taka nowa forma spędzania czasu ze znajomymi - która z czasem coraz bardziej mnie wciągała. Nie potrzebowałam też nowej pasji - mam ich dostatecznie wiele. No ale stało się, hobby jest, teraz będzie o nim wpis.


Zakończyłam wreszcie zimowe wyzwanie czytelnicze - w maju, ale ten maj na razie jest taki sobie, jeśli chodzi o temperaturę; plus podobno ma wrócić śnieg.


Ostatnią powieścią w cyklu Ekumeny są "Wydziedziczeni". Tu już całkowicie widać antropologiczne zacięcie Le Guin - pozwólcie, że wyjaśnię, co mam na myśli.

Chciałam powiedzieć, że stworzyłam fangirl. Moja przyjaciółka jeszcze rok temu nie wiedziała, co to Marvel, a dziś siedziała ze mną na sali kinowej i odezwała się w te słowa: "Już dawno nie byłam tak podekscytowana filmem. Ostatnio to chyba "Loganem"." Serio, my work here is done.


Ad meritum jednakowoż, "Strażnicy galaktyki vol. 2" są filmem więcej niż zacnym, bardzo mądrym i ślicznym, nie tylko duchowo. Co prawda tłumacz (Jan Wecsile, zawsze wydawało mi się, że jemu jest Jakub, OMG, a co, jeśli jest ich dwóch???) zrobił absolutnie wszystko, by film popsuć i ogólnie radzę napisy omijać wzrokiem, bo czasami nic wspólnego nie mają z kwestiami wypowiadanymi przez postaci, ale nie zdołał zepsuć filmu, tak jest dobry.

THE SKY IS FULL OF SPOILERS.