Monster High - demoniczne zabawki?

by 21.11.12 40 komentarze
FGttG nie jest pomyślany jako blog ideologiczny, tylko popkulturowy, dlatego pewnych tematów nigdy tu nie poruszam; nie tykam polityki, religii i ogólnie pojętych kwestii światopoglądowych. Ale czasami człowiek zmuszony jest złamać narzucone sobie zasady.

Wpadł mi w ręce (lepiej nie pytajcie, w jaki sposób) artykuł Barbary Walczak pt. "Walka o dusze dzieci. Zabawa z upiorami", opublikowany w Biuletynie - kwartalniku o zagrożeniach duchowych, nr 10 (27) 2012. Autorka podpisana jest jako nauczyciel, pedagog specjalny, zakładam, że jest również mocno wierzącą katoliczką. Nie kwestionuję tutaj jej kompetencji, ale już do jej retoryki mam sporo zastrzeżeń. Pani Walczak bowiem wzięła na tapetę zabawki z popularnej komercyjnie serii Monster High, twierdząc, że stanowią zagrożenie duchowe dla bawiących się nimi dzieci.


Monster High to produkowane przez firmę Mattel (tę od Barbie, która moim zdaniem jest bardziej szkodliwą wychowawczo zabawką, cokolwiek by na ten temat nie miała do powiedzenia scenarzystka "Suburgatory") lalki z ruchomymi stawami i nieco zaburzonymi proporcjami (duża głowa, spore stopy) ciała, do których dorobiono całą historię. Są to bowiem, w dosyć szerokim i mocno umownym spektrum, nastoletnie dzieci znanych z literatury i mitologii potworów. I tak np. Clawdeen Wolf to córka wilkołaka, Frankie Stein została przez ojca uszyta w laboratorium, a Deuce Gorgon zamienia kolegów i koleżanki w kamień. Wszyscy uczęszczają do Monster High (w języku polskim: Straszyceum), bo przecież nie mogą chodzić do normalnej szkoły, i najbardziej dbają o styl; ogólnie całość dopisanej ideolo jest nastawiona na afirmację indywidualizmu. Oprócz lalki w zestawie jest towarzyszące jej zwierzątko i jakieś dodatki, ich cena waha się od 70 do 150 złotych. Mattel zaleca je dla dzieci (w domyśle dziewczynek) od lat 9 do 15. To nie wszystko: powstał serial animowany, cała seria książeczek wydawanych przez Egmont, a w sklepach można kupić soki w kartonikach Monster High (tu już nie pojmuję oburzenia, bo jeśli marka pomoże wypijać dziecku nielubiany sok owocowy z chęcią zamiast z grymaszeniem, to ja jestem za).

Co zaś niepokoi panią Walczak? Np. fakt, że lalki oswajają już kilkuletnie dzieci z brzydotą - co według ww. wypacza ich "bardzo wrażliwą, nieukształtowaną jeszcze psychikę". Tu już niestety (a jest to sam początek artykułu, zaraz po krótkim wstępie o funkcjach zabawy) trochę się zawieszam; rozumiem, że pani Walczak nie pokaże dziecku obrazów Bruegla czy Picassa, bo nie zgadzają się z jej poczuciem estetyki i mogą przerażać? Nie twierdzę, że lalki spod szyldu Monster High są na tym samym poziomie, ale mnie osobiście nie wydają się być brzydkie (źle ubrane, ale nie brzydkie). Wydaje mi się też, że dzieci należy oswajać z brzydotą, zamiast je przed nią chronić, wychowywanie zamiast nadopiekuńczości.


sweet halloween dreams by *begemott on deviantART

Pani Walczak pyta jednak, w gruncie rzeczy nawet zasadnie: "Co wnosi taka zabawka do rozwoju dziecka, co kształtuje i rozwija? Czy daje mu poczucie bezpieczeństwa dziecku?" (zachowałam oryginalny szyk zdania). Dalej argumentuje, że lalki deformują poczucie estetyki i piękna (według mnie pokazują, że nie istnieje jeden kanon piękna, co robi np. wspomniana już Barbie) i wprowadzają dziecko w atmosferę lęku. Z mojego punktu widzenia o wiele bardziej traumatyczna niż zabawa uczniami Monster High jest lektura "Antka", lalki zaś oswajają z lękiem. Można przecież powiedzieć bojącemu się wampirów dziecku, że słodka Draculaura jest weganką, więc naprawdę nie ma powodu do strachu.

Ale najwyraźniej Draculaura, czyli sypiająca w trumnie córka znanego wampira, Frankie Stein, której od czasu do czasu odpadają członki czy Ghoulia Yelps, inteligentna pannica zombie, niosą ze sobą zagrożenie dla duszy. Nie bardzo łapię dlaczego; są to postaci wzorowane na potworach albo z kanonu literatury światowej, albo z różnych mitologii - jednak nikt nie zakazał do dziś czytania Brama Stokera czy Mary Shelley, ba, przez pewien czas obie książki funkcjonowały w kanonie lektur i właściwie wstyd ich nie znać. Jeśli posiadanie lalek Monster High sprawi, że dzieci będą kojarzyć temat (co pomoże im w nauce) albo nawet zainteresują się za sprawą sióstr de Nile historią Egiptu, to według mnie mają walory edukacyjne. Nie jest to oczywiście spora zaleta, ciągle jest to wiedza zbastardyzowana przez popkulturę, ale na tle Nowej Podstawy Programowej i tak wypada nieźle. :D

Pani Walczak oskarża również Monster High o powodowanie zaburzeń emocjonalnych - które to w polskiej szkole występują u dzieci coraz częściej. Zgadzam się z drugą częścią tego argumentu (piszę to z perspektywy nauczyciela szkoły podstawowej z wieloletnim stażem), ale byłabym bardziej skłonna obwiniać za tę sytuację przyjęty przez rodziców model wychowawczy, a nie istniejące na rynku od roku 2010 zabawki. Autorka artykułu twierdzi, że o wiele lepszym towarzyszem dziecka jest pluszowy miś, z którym dziecko może się identyfikować, bo przypomina je budową (???), poza tym jest miękki i można go przytulić, ale jakoś trudno mi sobie wyobrazić dziesięciolatkę bawiącą się misiem tak, jak bawi się lalką. Pani Walczak poleca lalki-bobasy jako idealne zabawki dla małych dziewczynek (ani słowa o chłopcach w tym kontekście), bowiem taka mała dama "wykształca w sobie wiele funkcji opiekuńczych takich jak: karmienie, pielęgnowanie, czesanie, przewijanie, lulanie, przytulanie itp, zdobywając w ten sposób doświadczenia, które przygotują ją (...) do pełnienia w przyszłości roli matki." OK, jeśli to nie jest szkodliwy stereotyp genderowy, to ja nie wiem, co nim jest, ale może tu się zatrzymam, zanim napiszę żarliwy atak. Pani Walczak zdaje się bowiem zapominać, że zanim dziewczynka stanie się na tyle dorosła, by zdecydować się świadomie na macierzyństwo, musi przejść przez gimnazjum i liceum. Lalki Monster High mogą aktywnie pomóc jej zrozumieć mechanizmy rządzące społecznością uczniowską w tych przybytkach wiedzy.  Przykład? Ghoulia Yelps nie posługuje się językiem innym niż zombie (metafora dysleksji), ale nie przeszkadza jej to być najlepszą uczennicą w Straszyceum. Najpopularniejszy chłopak w klasie fascynuje się w tajemnicy przed kolegami gotowaniem. Czyli przekaz wygląda w ten sposób: to, co czyni mnie innym, jest wartościowe. Zaakceptuj mnie takim, jakim jestem.

Oczywiście nie twierdzę, że lalki spod znaku Monster High rozwiążą problemy dorastających dzieci. Nic jednak nie zastąpi wsparcia rodziców i szczerej rozmowy, nawet "ofiarowanie dzieci Panu Bogu i Matce Bożej w codziennej modlitwie", co zaleca pani Walczak. Nie należy jednak demonizować zabawek, a przynajmniej nie za to, że wywodzą się z estetyki horroru.

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.