Małe dziewczynki

Kiedy w styczniu opublikowałam planowany od dawien dawna wpis o wilkołactwie, wiedziałam już, że na jego marginesie powstanie inny, o jednym z moich ulubionych toposów, czyli małych dziewczynkach jako głównych bohaterkach. Niestety, co pewnie niektórzy czytelnicy bloga zdążyli już odkryć, czas od pomysłu do jego wykonania potrafi być u mnie bardzo długi. Do notki powróciłam, zdawszy sobie sprawę, że z wakacji przywiozłam "The Girl Who Circumnavigated Fairyland In the Ship of Her Making" Cathrynne M. Valente i "Matildę" Roalda Dahla - no więc jeśli te książki nie wskazują wyraźnego trendu w doborze moich lektur, to nie wiem, co mogłoby to zrobić.

Żeby zaś zbędnie nie przedłużać, oto lista moich ulubionych książkowych bohaterek w wieku nastoletnim  i niższym (tak, wiem, listy są nudne i odtwórcze, suck it).

1. Emma Graham z serii "Hotel Paradise" Marthy Grimes; wyjątkowo nie fantastyka ani nie baśnie, tylko coś w rodzaju bardzo udanego połączenia powieści obyczajowej i kryminału, z Emmą jako detektywem-amatorem. Pod wszystkim względami jest ona typową bohaterką, pisaną chyba już od czasów Kopciuszka: ciekawska, inteligentna, samodzielna, czująca się wyrzutkiem we własnej rodzinie, wykorzystywana i niedoceniana. Cenię te książki przede wszystkim za klimat, za świat, który odchodzi do lamusa, choć zakończenie pierwszej z nich złamało mi serce. Kolejne części wydają się być nieco wtórne, ale i tak jest to jedna z idealnych lektur na koniec lata.


2. Tiffany Aching z serii Terry'ego Pratchetta; confession time - w pewnym momencie Świat Dysku zaczął mnie nudzić. Ile w końcu można czytać o wewnętrznym konflikcie rozgrywającym się w duszy Samuela Vimesa? I wtedy pojawiła się Tiffany, w serii książek po prostu pode mnie skrojonych. Młodociana bohaterka, literatura YA, humor, czarownice, i Nac Mac Feeglowie! Nie miałam najmniejszych szans wobec tej cudowności. Żal mi serce ściska, że więcej powieści o Tiffany (która w "W północ się odzieję" jest już młodą kobietą) nie ma i nie będzie.

3. Flavia de Luce z serii kryminałów Alana Bradleya; może i książek nie należy oceniać po okładce, ale na pewno dobry projekt i ciekawa ilustracja sprawi, że wśród mnogości tytułów książka zostanie dostrzeżona. Tak właśnie było ze mną i Flavią - gdyby nie okładka, nigdy byśmy się nie spotkały, a mnie ominęłoby cudowne czytelnicze doświadczenie. Flavia jest oczywiście pół-sierotą, ma dwie wredne siostry oraz smykałkę do chemii. Moim zdaniem jest bardzo podobna w kreacji do Emmy Graham, ale nie jest to wada, wręcz przeciwnie, większość dziewczynek na tej liście podpada pod pewien schemat kreacji postaci.

4. Flora Segunda z książek Ysabeau S. Wilce; za tę miłość muszę podziękować Ninedin, która pożyczyła mi pierwsze dwa tomy, gdy wahałam się nad zakupem (o ja głupia...), za co jestem jej serdecznie wdzięczna. Wilce napisała fantastyczną trylogię YA, osadzoną w świecie mocno inspirowanym Kalifornią (gdyby Kalifornia była kiedykolwiek pod aztecką okupacją), która przeszła właściwie bez echa; może jest to kwestia okładek, które nieco rozmijają się z poważnym tonem zawartości. Żałuję strasznie, że nikt nie chce "Flory Segundy" wydać w naszym kraju, bo to naprawdę oryginalna proza.

5. Gerda z "Królowej śniegu" - można nie lubić Andersena (ja nie lubię), ale trzeba przyznać, że facet umiał pisać. Można nie lubić Gerdy (ja akurat uwielbiam), ale trudno nie docenić jej cichego uporu i wytrzymałości. Trochę mi żal, że Anna z "Frozen" wydaje się być postacią, która o literacki oryginał nawet się nie otarła.

6. Czerwony Kapturek - rzadko się zdarza w baśniach dziewczynka, która bierze sprawy we własne ręce (przychodzą mi na myśl Gerda i siostra z baśni o książętach zamienionych w łabędzie - a i tu inicjatywa w działaniu nie jest główną cechą bohaterki) i taka też była Czerwony Kapturek, dopóki nie zabrała się za nią Angela Carter ("Towarzystwo wilków"). Zwróciła uwagę na silny podtekst erotyczny baśni - OK, nie ona pierwsza - i przetworzyła historię w sposób cudowny.

7. Seria Mau Genlicher z "Światła" M. Johna Harrisona; z prozą Harrisona łączy mnie trochę taki love/hate reltionship, ale za Serię Mau wielbić go będę, bo jak często zdarza się, by dziewczynka widząc piękny statek kosmiczny chciała nim zostać? Odpowiedź brzmi: nigdy. A Seria Mau ten sen sama sobie spełnia - co nie do końca jej na dobre wychodzi, ale to już całkiem inna historia. Z którą warto się zapoznać.

8. Dorotka z serii książek L. Franka Bauma o krainie Oz; Diana Wynne Jones napisała kiedyś, że jeśli chce, by książka była czytana przez obie płcie, musi głównym bohaterem uczynić chłopca. Najwyraźniej Baum o tym nie wiedział, a może po prostu uczynił Dorotkę główną bohaterką z uwagi na swoje feministyczne zapatrywania (serio, zwykle autorzy są mi obojętni, ani mnie grzeją, ani ziębią, ale Baum był fantastycznym człowiekiem i chciałabym go poznać, gdybym miała okazję). Dość powiedzieć, że niewiele jest bohaterek, które tak bardzo nie dają sobie w kaszę dmuchać jak Dorotka.

9. Marianne Pinhoe z "The Pinhoe Egg" Diany Wynne Jones; najwyraźniej nawet wielka DWJ nie do końca stosowała się do własnych zasad i czasami pisała książki o dziewczynkach. Moim zdaniem powinna to robić częściej, bo Marianne, czy Charmain Baker pojawiły się w jej twórczości dopiero pod koniec życia, a mogły wyznaczyć nowy trend (pomijam "Time of the Ghost" z uwagi na bardzo mocny motyw autobiograficzny) - a książki o nich są jednymi z najlepszych w całym dorobku autorki.

Typowa lista powinna mieć dziesięć pozycji, prawda? Ale ja nie umiem zdecydować, kogo chciałabym widzieć na ostatnim miejscu. Lubię np. kreację Lyry Złotoustej z książek Pullmana (których szczerze nie znoszę), Sarę, małą księżniczkę, Mary Lennox, Małgosię z "Jasia i Małgosi" i naprawdę trudno mi się zdecydować na jedną bohaterkę. Może też być tak, że usiłuję zachować to miejsce dla Niny, bohaterki najnowszej powieści "Diabelski krąg" Anny Kańtoch dla młodych czytelników, która ma mieć premierę w samym środku jesieni (czytałam fragment i jest na co czekać).

A wy lubicie topos małej dziewczynki? Może kogoś ważnego na liście waszym zdaniem pominęłam?

EDIT: We're all fired, zapomnieliśmy o Hermionie...

Komentarze

  1. Lubimy. Mnie na liści brakuje Alicji i Pippi, co klasyka, to klasyka. A z pretendentek do numeru 10 wybrałabym Mary Lennox, która była jednym z moich pierwszych czytelniczych spotkań z niesympatyczną bohaterką i będę ją za to kochała na wieki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przypomniało mi, że dawno nie sprawdzałam co nowego u Kidby'ego...

    Ile w końcu można czytać o wewnętrznym konflikcie rozgrywającym się w duszy Samuela Vimesa?
    *khem* Nie wiem. Jeszcze muszę to odkryć. Tę granicę, znaczy. ^^ A na marginesie, I Shall Wear Midnight jest bardzo wysoko na mojej liście najpiękniejszych tytułów i fraz w ogóle.

    można nie lubić Andersena (ja nie lubię)
    Dopisuję się do klubu. W dzieciństwie nigdy nie mogłam pojąć tej całej gadki o "najpiękniejszych baśniach". Chyba mój pierwszy w życiu przypadek "no jak zachwyca jak nie zachwyca". Albo jeden z pierwszych. Co nie przeszkadza, że go doceniam na zimno i dorosłym okiem. Ale polubić już raczej nie polubię. Strasznie jest dołujący. (A jeszcze w wydaniach z Eidrigeviciusem... Podobnie - doceniam, ale nie lubię).

    Może kogoś ważnego na liście waszym zdaniem pominęłam?
    Ronja, córka rozbójnika! Uwielbiałam. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Alicja była na liście, ale wypadła na rzecz Dorotki. Ale oczywiście ją lubię, w przeciwieństwie do Pippi, której poziom szaleństwa nigdy mi nie odpowiadał. Ale własnie przypomniałam sobie o Makuszyńskim...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach. No OK, najwyraźniej się różnimy pod tym względem. :D

    I powinnam doprecyzować: ja twórczość Andersena bardzo lubię, z nielicznymi wyjątkami, bo to był mistrz, jeśli chodzi o budowanie klimatu melancholii. Przy czym zgadzam się, że to raczej trudna miłość i przyszła z wiekiem. Ale rany, jaki to był buc!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie cierpię Pippi cale dzieciństwo nie cierpiałam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja mama ją uwielbiała, miałam pościel w Pippi, co w latach 80-tych było pewnego rodzaju cudem, a ja do dzisiaj nie czuję entuzjazmu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja bym jeszcze dorzuciła "Karolcię" M. Kruger; mam sentyment do tej dylogii.

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubiłam książki, ale samej bohaterki prawie nie pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja bardzo lubię Janeczkę z powieści Joanny Chmielewskiej. Pasowałaby do tego zestawienia, mam wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Baum dał się poznać jako rasista, czego nigdy nie odwołał ani nie odkłamał. Wątpię, bym osobiście chciał się z nim spotykać.

    Ale - Oza uwielbiam. Szczególnie w interpretacji Skottiego Younga, który wydaje się wręcz stworzony do graficznego adaptowania tej bajki.

    http://tiny.cc/tmef2w

    Zobaczyć Oza w wykonaniu Younga i się nie zakochać, to jak zobaczyć Madryt i nie umrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnóstwo osób widziało Madryt i nie umarło, nie dramatyzuj.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale ona jest zawsze z Pawełkiem.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ty mnie jeszcze nie widziałaś/czytałaś dramatyzującego. Poczekaj na moją reakcję na ekranizację Gry Endera, wtedy najpewniej będziesz miała dobrą okazję.

    OdpowiedzUsuń
  14. Przyniosę wtedy popcorn. :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja ją zapamiętałam jako uparciucha i niezbyt kryształowy wzorzec dla dziewczynek ;) Co mi przypomniało o Mary z "Tajemniczego ogrodu".

    OdpowiedzUsuń
  16. Poszłam przejrzeć swoją biblioteczkę i wyszło mi na to, że zdecydowanie w roli bohaterów wolę chłopców albo mężczyzn... Mary Lennox czy Sara Crewe robią zasadniczo za wyjątki, za to lubię tandemy "taka sobie bohaterka/bohater oraz jej bardzo bardzo podła siostra z przedszkola" jak Chibiusa czy Pop Harukaze.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja jeszcze od siebie dodam ciekawską i spragnioną przygód Koralinę od Gaimana. Chciałabym kiedyś zobaczyć wierną aktorską ekranizacji, to byłoby coś!
    A co do "Frozen" to im bliżej premiery bajki, tym bardziej jestem przekonana, że baśń Andersena a film będzie łączyć tylko kobieta władająca śniegiem i lodem. Dlatego też stawianie "Frozen" i "Królowej Śniegu" obok siebie jest w moim odczuciu krzywdzące dla obu tytułów.

    OdpowiedzUsuń
  18. A Dorotka zawsze ma Toto ;-). Ale skoro tak, to jestem za Mary Lennox, to była jedna z moich ulubionych bohaterek.

    OdpowiedzUsuń
  19. Był. To ja jestem głupi.

    OdpowiedzUsuń
  20. Mary Lennox dostała honorable mention już poza listą.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ugh, ja szczerze nie lubię takiego typu bohatera drugoplanowego, Chibiusy już w'ogle nie trawię.

    OdpowiedzUsuń
  22. Koralina, faktycznie, jak mogłam o niej zapomnieć!

    OdpowiedzUsuń
  23. Jedna to tak naprawdę fanart do lalki z siostrzanej serii Monster High, Ever After High. Lalka co prawda jest na razie tylko w wersji rysunkowej, ale wygląda na to, że Czerwony kapturek jest wilkołakiem :D.

    OdpowiedzUsuń
  24. Też nie lubiłam Chibiusy, bo sama mam młodszą siostrę i druga seria była dla mnie dość bolesna do oglądania z tego powodu. ale jak już się wyjdzie z tego "młodsze rodzeństwo odbierające nam to, co nam się należy" a dojdzie do "mały, sarkastyczny potwór, dużo lepiej dostosowany do życia w tym okrutnym świecie" to się robi bardzo fajna postać.

    OdpowiedzUsuń
  25. Towarzysz płci odmiennej, to towarzysz płci odmiennej, gatunek nie gra roli XD. Ale dobrze, zostawię sobie Janeczkę i Pawełka do zestawienia "rodzeństwa".

    OdpowiedzUsuń
  26. Ooo, to może być ciekawe zestawienie!

    OdpowiedzUsuń
  27. O rany, istnieje Ever After High?? Ale tak serio, serio? Jakiś producent to naprawdę zrobił? Coś podobnego...

    OdpowiedzUsuń
  28. Mattel, to baśniowy odprysk Montser High, główną bohaterką jest córka Maleficient, o ile dobrze się orientuję. W sumie sprytnie. Na YT można obejrzeć kreskówkę.

    OdpowiedzUsuń
  29. Ale Oz Younga śliczny, przyznaj.

    OdpowiedzUsuń
  30. Owszem, bardzo fajny. Kupowałabym.

    OdpowiedzUsuń
  31. Właśnie jakoś nie bardzo. Do głowy przychodzą mi dziewczynki mieszkające w Bullerbyn, ale one podobnie jak Janeczka u Chmielewskiej występują w komplecie z chłopcami. Tereska i Okrętka? Chyba trochę za duże. Wychodzi na to, że moją ulubioną małą dziewczynką jest Mała Mi ;)
    O jeszcze Pollyannę lubiłam. Heidi już mniej. "Małej księżniczki" serdecznie nie znoszę po dziś dzień, za to Mary i "Tajemniczy ogród" i owszem lubię.

    OdpowiedzUsuń
  32. Uwielbiam Małą Mi, ale jakby nie patrzeć, ona nigdy nie jest główną bohaterką, co uważam za skandal. Serio, ta postać to my spirit animal.

    OdpowiedzUsuń
  33. 1. Uwielbiam "Królową Śniegu", ale to już pewnie wiesz. 2. Jedyne, co mogłabym dodać od siebie do tej listy, to postać Aryi Stark, bo jako pierwsza przyszła mi do głowy.

    OdpowiedzUsuń
  34. I co? Warta obejrzenia? Nie wiem w sumie, czy mnie to przeraża, czy nie. Mniej niż Barbie, ale mimo wszystko... Te obcasy i talia szerokości nadgarstka...

    OdpowiedzUsuń
  35. Ooo, Arya Stark, to faktycznie niezła propozycja do listy.

    OdpowiedzUsuń
  36. Nie widziałam ani odcineczka, fascynuje mnie tylko ta lalka będąca połączeniem Czerwonego Kapturka i wilka. :D

    OdpowiedzUsuń
  37. Właśnie Makuszyński! Przecież ja kochałam pannę z mokrą głową. Łobuzica z wiernym psem Drabem- jak mogłam się nie utożsamiać;)

    OdpowiedzUsuń
  38. Ja ciągle czekam na wielki powrót Makuszyńskiego do łask. Mało kto pisał tak dobrze jak on.

    OdpowiedzUsuń
  39. :D Ale wiesz, ja myślę o naszych córkach (których nie mamy) i naszych synach, którzy będą mieli do czynienia z kobietami na tym wychowanymi...

    OdpowiedzUsuń
  40. W sensie proporcji ciała? Barbie z photoshopem już na tym polu wyrządzili szkody. W sensie promowania złych wzorców? Mamy sporo komedii romantycznych, które to robią. A dobry retelling baśni nie jest zły. Chociaż akurat nie sadzę, by ten cel przyświecał twórcom...

    OdpowiedzUsuń
  41. No właśnie, może już dość tych szkód i zacząć by promować coś wartościowego... Co, pomarzyć sobie nie można? Dobry retelling to jest to, co tygrysy lubią najbardziej ;)

    OdpowiedzUsuń
  42. ja lubiłem małą księżniczkę zarówno w wersji książkowej jak i anime imponowało mi zwłaszcza to że mimo takiego traktowania nigdy nie traciła ducha i nie zatraciła się w nienawiści a powiedzmy sobie że negatywne postaci tam występujące powodowały u czytelnika otwieranie się scyzoryka w kieszeni ;)a była jeszcze taka książka w dzieciństwie ją czytalem tytuł hm bodajże "kora córka delfinów" o tytułowej korze i jej talentowi do porozumiewaniu się z zwierzętami :)a i jeszcze cykl pani aule z jaskiniowych czasów hm kurcze jak się bohaterka nazywała jak ja mogłem zapomnieć??to jak chodzi o książki bo temat to obsesja prawdziwa w anime tam nie trafić na serie z małolatą to cud prawdziwy

    OdpowiedzUsuń
  43. Jesteś chyba pierwszą osobą ever, która rozumie mój dziki i szalony zaciesz z serii o Tiffany i uwielbia Nac Mac Feeglów. o.O Myślałam, że tacy ludzie nie istnieją.

    A inna sprawa, że małe dziewczynki mi się kojarzą jednak głównie z japońskimi horrorami i nic na to nie poradzę. Raczej widzę topos Małej Przerażającej Dziewczynki.

    *powiedziała Fraa, która sama rok temu pisała NaNo o małej zombie-dziewczynce*

    OdpowiedzUsuń
  44. Kojarzę ten cykl jaskiniowy, ale nie czytałam ani jednej książki. I Korze po raz pierwszy w ogóle słyszę. I faktycznie,w anime jest małych dziewczynek zatrzęsienie.

    OdpowiedzUsuń
  45. Ale zombie-dziewczynka była główna bohaterką? Bo jak nie, to się nie liczy. :D


    Seria o Tiffany jest najlepszą rzeczą, jaką Pratchett kiedykolwiek napisał, nie ma tam słabych tomów (bo są tylko cztery) i mogę je czytać w kółko. Tako rzeczę ja.

    OdpowiedzUsuń
  46. Owszem, była. ;> I nieskromnie stwierdzę, że jak na moje ekhem pierwsze dziecko wyszła rewelacyjnie XD


    Co do Pratchetta, to serii o Tiffany jednak przydarzyły się dwie rzeczy:
    1) tłumaczenia... :( W sensie tam ta kobita się do tego dobrała i to było przykre, bo "Wolni Ciutludzie" akurat są moi w ogóle najulubieńsi, no bo c'mon: oni są tam praktycznie głównymi bohaterami, no! :D
    2) "W północ się odzieję" owszem, podobało mi się, ale Tiffany w sumie nie jest tam już dziewczynką, tylko młodą kobietą :) Trochę też zmienia się klimat, który był na początku serii. Fajne, ale inne.

    OdpowiedzUsuń
  47. fajna rzecz bohaterka jest wychowywana przez plemie neandertalczyków i potem ma ciąg przygód i podróż przez całą europę można przeczytać na próbę pierwsze dwa tomy :)to że nie znasz kory też mnie nie dziwi nikt tego chyba nie wznawiał po 89r ja sam to czytałem jak miałem 10-11lat w 83-84r

    OdpowiedzUsuń
  48. Ayla. I jakoś nigdy nie widziałam jej jako "małej dziewczynki," bo już pierwszą książkę z cylku kończy jako dziewczyna/młoda kobieta.

    OdpowiedzUsuń
  49. Jeśli Cię to pocieszy, też o niej zapomniałam o.O

    OdpowiedzUsuń
  50. Koralina Jones :) zresztą nie jedyna mała dziewczynka u Gaimana :)

    OdpowiedzUsuń
  51. o ayla oczywiście ale tom zaczyna się od niej jako małej dziewczynki;)a na tej liście brakuje chyba pewnej ani z zielonego wzgórza ;)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  52. To prawda, o Koralinie po prostu zapomniałam.

    OdpowiedzUsuń
  53. Nie mogę jakoś się przekonać do Tiffany, która w dodatku jest Obolała - jako pierwszą czytałam wersję, gdzie przetłumaczono imię i nazwisko na Akwilę Dokuczliwą.

    OdpowiedzUsuń
  54. Konia z rzędem temu, kto mi wyjaśni źródłosłów Akwili, bo go nie pojmuję! A Dokuczliwa jest po prostu wpadka tłumaczki, bo też nie bardzo się ma do oryginalnego nazwiska.

    OdpowiedzUsuń
  55. U Pratchetta "Tiffany" to "Kraj Pod Wodą" czy jakoś tak. Tłumaczka uznała najwidoczniej, że trzeba sięgnąć prawą ręką przez plecy do lewego ucha i w tym celu wzięła wodę (aqua), ale niechcący zrobiła z niej orła (aquila) :-/
    Przynajmniej takie wyjaśnienie gdzieś czytałam - sama mogłabym sto lat się zastanawiać i na to nie wpaść.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza