Nas nie dogoniat, czyli dlaczego DC nie ma szans z Marvelem

by 26.9.14 19 komentarze
Dziś jeden z tych wpisów, na które pomysły przychodzą mi o drugiej w nocy (tak, tak, niektórzy wtedy śpią, a niektórzy są jak Batman i czuwają). Czyli może nie za mądry, bardzo oczywisty, ale i tak go napiszę, a potem pójdę piec muffinki. Albo myśleć nad prelekcją na Serialkon*.


Wpis będzie krótki, bo paluszki mi marzną (bim bom), czyli w sam raz na piątek.

O tym, jak bardzo wyjątkowe w skali światowej jest to, co robi Marvel Studios, napisano już sporo, więc tylko pozwolę sobie przypomnieć, że nigdy dotąd studio filmowe nie stworzyło tak starannie zaplanowanego i perfekcyjnie prowadzonego cyklu filmowego jak MCU, które konsekwentnie buduje (wszech)świat przedstawiony, wprowadzając coraz to nowych bohaterów i wykorzystując całą paletę dostępnych genre movies (ciągle czekam na komedie romantyczną z She-Hulk!). Ich rywal, DC, próbuje ich gonić, ale sam sobie strzela w stopę, rebootując raz po raz historie tych samych bohaterów (Batmana znaczy się). Przez pewien czas, po ogłoszeniu "Gotham" i off-spinu popularnego "Arrow", czyli "Flasha", sądziłam, że może Marvel "weźmie" kino, a DC telewizję, ale się myliłam. DC nadal nie buduje wspólnego universum dla wszystkich swoich postaci. Może zmieni to "Superman vs Batman" - trzymam kciuki, bo tak było.

Marvel tymczasem nie tylko idealnie dopasowuje chronologicznie filmy do serialu (wydarzenia z "Thor: The Dark World" i "Captain America: The Winter Soldier" miały swoje reperkusje w "Agents of S.H.I.E.L.D.", że nie wspomnę o "Avengersach", którzy byli punktem wyjściowym do pomysłu serialu - a w tej chwili wiemy też, że serial subtelnie wprowadzał do "Guardians of the Galaxy"), ale też wykorzystuje serial, by zminimalizować czas ekranowy origin stories (np. Blizzarda), które już się widzom przejadły. How cool is that? (Sucharek, wiem, ale nie mogłam się powstrzymać.)

DC wydaje nie nie zdawać sobie sprawy z potencjału postaci z tzw. drugiej ligi i uparcie czepia się Bruce'a Wayne'a i Clarka Kenta. Pewnie, są to postaci-kury (znoszące złote jajka), ale może inne, gdyby dostały dobre scenariusze (ekhem... "Green Lantern"), też okazałyby się żyłami złota? Iron Man czy Kapitan Ameryka wcale nie sprzedawali największej ilości komiksów przed rokiem 2008. A kto słyszał o "Strażnikach galaktyki" (może jacyś zatwardziali fani)?

Każde wydawnictwo ma takich bohaterów. Miałam ostatnio okazję przeczytać 6 pierwszych zeszytów "Hawkeye'a" z Marvel NOW! Nikt w tym komiksie nie ratuje świata, Clint jest przez większość czasu sponiewierany, w dodatku bardzo często z opresji ratuje go Kate Bishop, ale sympatycznie się to czyta i chętnie zobaczyłabym na podstawie tych komiksów krótki serial telewizyjny.

Marvel zrobił jeszcze jedną rzecz, na którą mało kto zwrócił uwagę: grzebiąc w archiwum zapomnianych tytułów z własnej stajni zauważył "Big Hero 6", które idealnie nadawało się na animację Disneya. Wiecie, taką w stylu "Wreck-It Ralph", o chłopcu i jego robocie i o tworzeniu się drużyny superbohaterów. Cóż z tego, że prawa do niektórych postaci (należących do X-Menów) ma Fox, nie wszystkie postaci są Japończykami (już widzę to oburzenie na whitewashing na tumblrze), a Disney wyraźnie stwierdza, że "BH6" nie jest osadzony w MCU? Ważne, że Marvel po raz kolejny wykonał nowatorski ruch i sięgnął po target demograficzny, który do tej pory istniał na obrzeżach merchandisingu (i nie wiem, jak wy, ale ja już mam ochotę postawić na biurku figurkę Baymaxa). A dopóki Joe Quesada jest zaangażowany w film, to ja w te odcięcie się od reszty universum średnio wierzę.

DC ma sporo zaległości do nadrobienia...





* Zabawna historia: Katla oznajmiła mój przyjazd na fejsbukowej stronie wydarzenia i moim pierwszym skojarzeniem był ten dialog z "Guardians of the Galaxy":

"Who are you?"
"Star-Lord."
"Who?"
"Star-Lord, the legendary outlaw?"
"..."
"Nevermind."

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.