O konwentach na zgniłym Zachodzie (i w Polsce)

by 21.9.14 59 komentarze
W połowie sierpnia około 70 fanów fantastyki z Polski uczestniczyło w Worldconie w Londynie. Worldcon to światowy konwent miłośników fantastyki, organizowany od 1939 roku. Ma on pewne tradycje: co roku odbywa się w innym miejscu (najczęściej w Stanach, ale w ostatnich latach ten trend się zmienia), jest organizowany przez fanów dla fanów, wręczane są na nim nagrody Hugo. Polacy wrócili zachwyceni konwentem i gotowi implementować na rodzimym gruncie podpatrzone rozwiązania: wstążeczki przy identyfikatorach, pomagające zidentyfikować funkcje uczestników (Ślaski Klub Fantastyki miał je na Polconach w 2001 i 2010 roku) czy Kaffeklatsche, czyli rozmowy z pisarzami w kameralnym gronie przy kawie.

Szkoda tylko, że nikt nawet się nie zająknął o jednym z najważniejszych założeń Worldconu: że oprócz gości honorowych (w skrócie GoHs) każdy płaci pełną cenę za wejściówkę, niezależnie od tego czy jest Connie Willis, czy fanem po raz pierwszy na konwencie.

Paul Cornell, pisarz i scenarzysta (między innymi do "Doctora Who"), w artykule dla The Guardian tak opisał Worldcon:
"I like it because it's a very socialist enterprise. The only people who aren't paying to get in are the guest stars – that's five people. George RR Martin paid to come and in the past I've seen him queueing up. If they make any money it gets evenly distributed between all the people who appeared on panels."
I to chciałabym zobaczyć na każdym Polconie. Ba, więcej powiem, chciałabym to zobaczyć na każdym konwencie organizowanym przez fanów dla fanów.

A jak jest w naszym pięknym, nadwiślańskim kraju? Po pierwsze prelegenci chcą zniżek, rosnących oczywiście w miarę ilości przygotowywanych punktów programu. Bo przecież to jest ich wkład w organizację konwentu. Osobiście twierdzę, że jeśli nie robisz prelekcji dla własnej przyjemności, to może lepiej się nie męcz, hm? Zwłaszcza, jeśli rezultat nie zawsze spełnia jakiekolwiek standardy, bo skąpi fani idą w ilość, a nie jakość. Fajnie jest polegać na zgłaszanych punktach programu, ale ja czasami wolę popytać znajomych, o których wiem, że prowadzą interesujące wykłady czy dyskusje, czy nie chcieliby przyjechać na konwent i o czymś opowiedzieć.

Po drugie - pisarze. Pisarze oczekują: zaproszeń na konwent, darmowej wejściówki, zwrotów kosztów przejazdu i noclegów załatwionych przez organizatorów. I spotkań autorskich. Spotkania autorskie są chyba najnudniejszymi punktami programu, siedzi taki autor i jest przepytywany przez prowadzącego i zwykle pada nieśmiertelne pytanie: "Skąd pani/pan czerpie inspiracje?" Ugh. Czy pisarz nie mógłby poprowadzić prelekcji? Jestem pewna, że w trakcie researchu do książki zdobył mnóstwo wiedzy, którą chce się podzielić z innymi uczestnikami konwentu, niejako przy okazji promując własną twórczość.

On płaci. Ty też możesz.

Jestem również przeciwna fundowaniu pisarzom wejściówek na konwent, podobnie zresztą jak prelegentom. Pisarz fantastyki jest zwykle również fanem fantastyki i właśnie na tej zasadzie powinien uczestniczyć w konwencie. Chyba, że jest gościem honorowym, wtedy jednak musi się liczyć z tym, że zamiast jednego punktu programu będzie miał ich "pińcet". Skoro GRRM tak może, to w Polsce też można by tak robić, nie? A jeśli pisarzom te rozwiązanie się nie podoba, to może warto na swoich stronach umieścić cennik typu: "przyjazd na konwent: 500 złotych plus zwrot kosztów podróży"? Ułatwiłoby to życie i autorom, i organizatorom, łatwiej byłoby zaplanować budżet konwentu i uniknąć przykrych nieporozumień finansowych?

Wiem, marudzę o utopijnych sprawach. Ale internet jest cierpliwy i dużo przyjmie, a mnie boli ucho i mam ochotę ponarzekać. Fandom jest naszą "spółdzielnią" i naprawdę chciałabym, żeby zamiast fundować darmowe akredytacje prelegentom i pisarzom, bardziej rozpowszechnić zniżki dla młodzieży, zorganizować profesjonalne bloki dla dzieci, pomyśleć nad ułatwieniami dla niepełnosprawnych, rozważyć bloki tematyczne. Tak tylko sobie gdybam.

Ola Cholewa

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.