Ten serial o Batmanie, Vimesie i permamentnej inwigilacji

by 9.11.14 51 komentarze
Siądźcie wygodnie, Rusty opowie wam bajkę. Było to tak: młodszy z braci Nolan, Jonathan, pozazdrościł Christopherowi Batmana i postanowił nakręcić swoją wersję dla telewizji. Ale ponieważ nie miał praw autorskich, stworzył postać tajemniczego miliardera Harolda Fincha, który pomaga mieszkańcom Nowego Jorku w ich kłopotach. Niestety szybko się zorientował, że choć Harold jako postać jest na pewno oryginalny, to jednak trudno mu będzie bronić niewinnych z niesprawną nogą, więc dołożył mu tajemniczego byłego szpiega, pana Reese'a, który w wolnym czasie zajmuje się strzelaniem ludziom w kolanka - i tak Batman był nagle w dwóch osobach (choć możecie mi wypomnieć, że zawsze był Batman i Bruce Wayne i tak też jest tutaj). W roli komisarza Gordona obsadził czarnoskórą panią detektyw o kryształowej reputacji, w roli Jokera bardzo pozbieranego mafiosa z daddy issues. Całość doprawił elementami science fiction i osadził teraz.


I wiecie co? Mroczny Rycerz może się schować.

No dobrze, więc może to wszystko zmyśliłam, ale przecież mogło tak być. Poza tym jakoś musiałam was zainteresować i przekonać do dalszego czytania; przy okazji, pierwsza wersja tytułu tego posta brzmiała: "Ludu, czemu jeszcze nie oglądacie "Person of Interest"?"

Czym jest POI? Amerykańskim serialem telewizyjnym, powstałym na fali czkawki po NSA (przy czym założenia świata wewnętrznego to czkawka po 9/11) i wyrastającym z głębokiego przekonania o rządowym spisku. Jak "Z archiwum X", tylko tutaj zamiast potworów i kosmitów elementem fantastycznym jest sztuczna inteligencja. Sam Nolan mówi o POI tak: "(It's) maybe the only show I can think of that started out science fiction, and then by season three was basically a documentary." Ja bym dodała: jeden z niewielu, które zaczęły jako prawie że policyjny procedural, by nagle stać się cyberpunkiem. No, pre-cyberpunkiem.

Opowiada o tym, jak po ataku na World Trade Centre rząd USA zamówił system szpiegujący obywateli w celu wykrycia kolejnych zamachów terrorystycznych. Mając dostęp do maili, nagrań z kamer czy historii rachunków bankowych Maszyna jest w stanie przewidzieć, kto, gdzie i kiedy uderzy, a rząd (a raczej jego specjalna tajna komórka) jest w stanie wysłać tam swoich tajnych agentów, by tragedii zapobiec. Problem polega na tym, że Maszynę stworzył idealistyczny informatyk Harold Finch, który dodatkowo wyposażył ją w zestaw cech zupełnie niepotrzebnych sztucznej inteligencji: zrozumienie, współczucie i dobrą wolę. Gdy więc okazało się, że Maszyna oprócz zamachów terrorystycznych widzi też potencjalne morderstwa, Harold zaczął dostawać namiary na różnych ludzi - napisałabym "do uratowania", ale niestety Maszyna nigdy nie mówi, czy dana osoba będzie ofiarą czy przestępcą. Such fun! Ponieważ jaki ojciec, taka córka, Harold nie mógł odpuścić ratowania ludzi. Zmuszony przez rząd USA zszedł do "podziemia" i wykorzystując swój spory majątek pomaga ludziom. Do bardziej agresywnych aspektów pracy wynajmuje pana Reese'a, byłego agenta CIA z brakiem chęci do życia, który też został zmuszony do porzucenia swojej tożsamości. Pan Reese niestety nie jest subtelny; co prawda Harold zabrania mu zabijania, ale to oznacza, że strzelający ludziom w kolana tajemniczy mężczyzna w garniturze pałętający się po Nowym Jorku staje się obiektem zainteresowania policji w osobie detektyw Joss Carter, która jest najbardziej kryształowym funkcjonariuszem, jaki kiedykolwiek służył w NYPD. Dla zachowania równowagi we wszechświecie razem z nią w wydziale zabójstw służy Lionel~~ Fusco, który jest moją ulubioną postacią, bo według słów Beryl na samym początku widz myśli, że detektyw Fiasco (^_^) to taki mocno skorumpowany, oportunistyczny Nobby Nobbs. Im dalej w las, tym bardziej zaczyna podejrzewać, że to może jednak jest sierżant Colon, doświadczony w życiu ulicy policjant - ale nie, w końcu okazuje się, że to Vimes. W późniejszych sezonach do głównej obsady dołączają jeszcze dwie kobiety, Shaw (uwielbiam, moja trzecia ulubiona postać) i Root, której z kolei nie znosiłam, ale scenarzyści sprawili, że w tej chwili strasznie ją lubię.

W pierwszych sezonach overplot dotyczy głównie tego, jak pomagając zwykłym ludziom panowie Finch i Reese nadeptują kolejno na odciski mafiom i skorumpowanym policjantom - mamy wtedy procedural, case of the week, blah, blah blah, ale ogląda się to rewelacyjnie. Sporo też dowiadujemy się o przeszłości obu panów. Zanim jednak ta formuła widzom się znudzi, do głosu dochodzi coś innego: Maszyna postanawia się uwolnić z okowów, a potem ktoś tworzy jej konkurencję. To oczywiście sprawia, że bohaterowie nagle stają się elementem jeszcze bardziej niepożądanym, dotychczasowy poziom konspiracji okazuje się być niewystarczający, wszyscy są poszukiwani, najlepiej martwi. Na początku czwartego sezonu następuje swoisty reboot i bohaterowie starają się żyć i pomagać innym, sami dostosowując się do nowych tożsamości. Co ciekawe, serial nigdy nie przestaje być interesujący i zawsze trzyma widza na skraju krzesełka.


Napisałam wcześniej, że POI jest pre-cyberpunkiem. Pokazuje świat, który się zmienia, choć mało kto o tym wie. Sztuczne inteligencje zaczynają kontrolować życie obywateli (a serial cudownie to rozgrywa np. w stylu "The Truman Show"), pojawiają się pierwsze implanty do komunikacji z nimi itp. Jednocześnie serial informatycznie bardzo wiarygodny: chyba jeszcze ani razu nie użyto techniki, która nie istnieje w realnym świecie. To chyba nazywamy SF bliskiego zasięgu, prawda? POI nawiązuje do Jobsa, Gatesa i innych ludzi zachłyśniętych komputerami, ale też na bieżąco śledzi doniesienia z zakresu informatyki.

Jest to też jedyny serial, w którym nigdy nie przewijam czołówki, bo każda jest inna; opening pokazuje świat z punktu widzenia Maszyny (a potem jest konkurenta) i gdy ona się psuje, napisy początkowe również zaczynają szwankować. Moje ulubione to te, gdzie na początku Maszyna stwierdza, że jednak ona dzisiaj opowie inną bajkę i zamiast o przygodach panów Fincha i Reese'a dziś widzom pokaże, co z dostarczanym przez nią intelem robi rząd.

Jeśli więc wyjdziecie w ten weekend z kina rozczarowani "naukowym" aspektem nolanowskiego "Interstellar", to polecam sięgnąć po "Person of Interest" - też nolanowskie. Gwarantuję, że po 7 odcinku pierwszego sezonu nie będziecie chcieli przestać oglądać tego kultowego w kręgu moich znajomych serialu.

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.