We're here, we're queer - o reprezentacji postaci LGBTQ w serialach fantastycznych (część 1)

by 22.11.14 20 komentarze
Po pierwsze: tytuł kłamie. Tekst powstał na potrzeby prelekcji, którą jutro będę prowadzić na Serialkonie w Krakowie, która faktycznie tak jest zatytułowana. Niestety, w trakcie jej pisania zdałam sobie sprawę, że nijak się nie zmieszczę w wyznaczonym czasie 45 minut. W efekcie sześć stron tekstu okazało się być stratą czasu, co spowodowało u mnie sporą frustrację: w głowie miałam plan prelekcji, taki fajny, wow, a tu nagle rzeczywistość mi stanęła na przeszkodzie. Po namyśle uznałam jednak, że tekst nadal mogę wykorzystać jako notkę na bloga, która wprowadzi pewien rys historyczny do problematyki LGBTQ w serialach fantastycznych. Właściwie nawet dobrze się stało, bo dzisiejszy wpis jest tak naprawdę jedną wielką dygresją obok głównego tematu i skupia się przede wszystkim na historii kina. Ale może kogoś zainteresuje. Zapraszam do lektury - a jutro pojawi się na blogu tekst właściwej prelekcji.



Wprowadzenie 

Kilka uwag na początek. Po pierwsze: przez większość czasu do określenia gejów, lesbijek, biseksualistów (tak, oni istnieją!) czy „transów” będę używać dla wygody zbiorczego terminu „queer” w znaczeniu „nieheteronormatywny”. Nie jest to do końca prawidłowe, ale mnie ułatwi pisanie. Pozwoliłam sobie również na pewne nadużycia, np. Ivanowa została przez mnie zaklasyfikowana jako les; wszystko dla ciągłości wywodu. Po drugie: spora część prelekcji to historia kina. Już tłumaczę: obszernie tematyka queer w serialach pojawiła się dosyć późno, bo dopiero w latach 90-tych XX wieku, ale żeby zobaczyć, jak dokonała się ta rewolucja, musimy sięgnąć aż do lat 30-tych XX wieku – a wtedy telewizja w kształcie mniej więcej współczesnym nie istniała, a jej rolę rozrywkową w dużej mierze realizowały filmy kinowe. Opowiem więc trochę o tym, jak tematyka queer zeszła do podziemia w wyniku implementacji Kodeksu Haysa i jak wykorzystał to dla swojej twórczości Alfred Hitchcock. Potem przejdziemy do typowych ról, w których postaci nieheteronormatywne były obsadzane. Pokrótce omówię też fantastykę jako gatunek przed latami 60-tymi i po latach 60-tych, skupiając się przede wszystkim na roli feminizujących autorek Nowej Fali, czyli Ursuli LeGuin, Joannie Russ i Jamesie Tiptree Jr. tworzących pod wpływem rewolucji obyczajowej, która wtedy nastąpiła i jaki miało to efekt w serialach na przykładzie „Star Treka” Gene’a Rodenberry’ego i brytyjskiego serialu „Blake’s 7”. W trzeciej części przejdziemy wreszcie do przykładów z seriali z lat 90-tych, które pokrótce omówię; a zakończę temat podsumowując doroczne raporty GLAAD (czyli Gays and Lesbian Alliance Against Defamation) dotyczące reprezentacji osób queer w serialach telewizyjnych. O wielu popularnych serialach nie wspomnę: częściowo dlatego, że ich nie oglądam, a częściowo dlatego, że ich queerowi bohaterowie niewiele wnoszą do dyskursu.


Kodeks Haysa jako kamień milowy
 

W 1930 w efekcie skandali, w które zamieszane były gwiazdy Hollywood, stworzony został dokument o nazwie Kodeks Haysa. Na pewno o nim słyszeliście, może nawet go czytaliście, nie jest długi, a jest fascynującą lekturą z uwagi na nieco bełkotliwy język, który do tej pory ma się dobrze w ustach co poniektórych prawicowych polityków. Jego powołanie było przynajmniej częściowo próbą powrotu do „tradycyjnych” wartości takich jak rodzina, miłość, patriotyzm, spowodowanych Wielkim Kryzysem z roku 1929 – jest to naturalny mechanizm społeczny, który sprawia, że źródła problemów upatruje się dokładnie nie tam gdzie trzeba. Zamiast więc uznać, że powodem kłopotów jest krach na giełdzie, postanowiono zaatakować niemoralne filmy. Logiczne, prawda? Kodeks Haysa zabraniał pokazywania na ekranie m.in. zdrad małżeńskich, mieszanych rasowo par, idealizowania gangsterów, przeklinania, czy tańca (bo jak wiemy z „Doctora Who”, taniec to metafora seksu), by nie zachęcać widzów do grzechu.
Marlene Dietrich
Jak Kodeks Haysa ma się do tematu prelekcji? Queers jako tacy nie zostali w dokumencie wspomniani, ale jest ustęp poświęcony tzw. „sexual perversions” – termin na tyle szeroki, by obejmował absolutnie wszystko od fetyszy bieliźnianych poprzez crossdressing aż do orientacji seksualnych innych niż jedyna słuszna. W gruncie rzeczy Hays i jego biuro bardzo przypominali posłankę Pawłowicz i jej podobnych współczesnych polskich oszołomów. Dzięki temu filmy takie jak „A Woman” (1915) z Charliem Chaplinem, gdzie aktor przebiera się za kobietę i wykorzystuje zainteresowanie mężczyzn swoją osobą przestały być kręcone. Co prawda Kodeks Haysa nie był dokumentem prawnym per se, ale studia filmowe też zostały doświadczone przez kryzys i chciały zarobić, a wprowadzanie do kin filmów uznanych za niemoralne po roku 1934 było utrudnione. Łatwiej było dostosować się do wytycznych Kodeksu niż obawiać się finansowej klapy najlepszego nawet filmu.

Nie znaczy to oczywiście, że przed Kodeksem Haysa queers w kinie mieli się jak pączki w maśle, bo to nieprawda. Powstawały z nimi filmy, ale ich wizerunek na ekranie był bardzo sztampowy. Wszyscy geje mówili wysokimi głosami, byli bardzo sfeminizowani; lesbijki to były potężne, męskie z urody kobiety w typie enerdowskich pływaczek. Eksploatowano najgorsze stereotypy. W dodatku queers byli relegowani do roli postaci charakterystycznych. Spory skandal wywołała otwarcie (jak na tamte czasy) biseksualna Marlene Dietrich pojawiając się na premierze filmu w 1932 roku ubrana we frak, z laseczką i w cylindrze. Hays dostał takiej piany, że w 1933 zabronił pojawiania się gejów na ekranie.


Evil gays

Efekty Kodeksu Haysa były więc dla queers katastrofalne, ale kwestią czasu było pojawienie się może nie tyle rozwiązania, co obejścia problemu. Gejów na ekranie nie wolno było pokazywać, ale przecież można było wykorzystać pewne powszechnie kojarzone gesty czy zachowania, by coś zasugerować. Celował w tym przede Alfred Hitchcock, który bardzo często do ról w swoich filmach zatrudniał aktorów-gejów (będących w szafie, ale plotki w Hollywood zawsze były powszechne), by osiągnąć na ekranie specyficzny efekt zmanieryzowania. 

Rezultatem tego procederu było to, że na wiele, wiele lat queers zostali relegowani do roli tych złych. Przykłady? Proszę bardzo: Joel Cairo z „Sokoła maltańskiego” (1941), Norman Bates z „Psychozy” (1960), baron Vladimir Harkonnen z „Diuny” (1984), Buffalo Bill z „Milczenia owiec” (1991), Catherine Tramell z „Nagiego instynktu” (1992), książę Edward z „Walecznego serca” (1995), Tom Ripley z „Utalentowanego pana Ripleya” (1999) czy Raoul Silva z „Skyfall” (2012) – przy czym Raoul Silva dosyć wyraźnie pokazuje, że rewolucja już się dokonała/dokonuje się, bo „źli queers” byli zazwyczaj wprowadzani jako fabularny punkt ciężkości wobec machismo głównego bohatera (Humphrey Bogart w „Sokole maltańskim” czy Mel Gibson w „Braveheart”), by ten mógł się słusznie oburzyć na ich styl bycia i poczuć się moralnie wywyższonym, a ile pamiętacie, w filmie James Bond sugeruje, że jemu też nieobce są stosunki męsko-męskie.

Baron Harkonnen

Kodeks Haysa został obalony oficjalnie w połowie lat 50-tych i zastąpiony używanym do dziś systemem oznaczeń od G do NC-17, ale dopiero w latach 60-tych dokonała się rewolucja obyczajowa, która znalazła swoje odzwierciedlenie na ekranie. W jej efekcie queers przestali być źli, a zaczęli być smutni z tendencjami samobójczymi – przynajmniej na ekranach kinowych. W latach 80-tych i 90-tych głównym problemem była epidemia AIDS („Filadelfia” z 1993 czy z tego samego roku znakomita sztuka „Anioły w Ameryce”, zekranizowana w 2003), ale właściwie queers zostali „oswojeni” w kinematografii, czego przykładem może być  film „Cztery wesela i pogrzeb” z 1994 roku.


Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.