Ocal mnie, Barry, czyli supermoce po angielsku

by 19.8.11 15 komentarze
Gdy w 1998 roku premier Tony Blair wprowadzał do brytyjskiej legislacji rozporządzenie ASBO, pewnie nawet nie przypuszczał, jaki oddźwięk będzie miało w popkulturze: John Watson prawie został skazany na prace na rzecz społeczności lokalnej za graffiti, czarnoksiężnik Matthew Swift używa jego treści jako zaklęcia, a Misfitsi... Zresztą sami zobaczcie.

Curtis zwykle jest lepiej wychowany, ale to jego koleżanki i koledzy wyrabiają ilość przekleństw w serialu.

Alisha, Kelly, Curtis, Nathan i Barry Simon, młodzi ludzie, którzy dopuścili się drobnych wykroczeń, muszą odsłużyć dwanaście tygodni na rzecz lokalnej społeczności. Gdy z całkowitym brakiem zapału malują ławki nad jeziorem w Thamesmead (wiem, że w serialu ta dzielnica nazywa się inaczej, ale mam małą obsesję na punkcie Thamesmead i zamierzam używać prawdziwej nazwy dzielnicy, w której kręceni są "Misfits"), przychodzi ogromna burza. Nasi bohaterowie zostają porażeni piorunem - na szczęście wszyscy przeżywają, jednak zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Kelly, pyskata chav, zaczyna słyszeć myśli innych ludzi (choć nie tylko); seksowna Alisha dotykiem wzbudza niepowstrzymane pożądanie w przedstawicielach obu płci; nieśmiały Simon może stać się niewidzialny; lekkoatleta Curtis zyskuje umiejętność cofania się w czasie; Nathan zaś... No cóż, wszyscy znamy wyliczankę o sroczce warzącej kaszkę, prawda? Powiedzmy, że Nathan jest najmniejszym z palców. (EDIT: czyli nic nie dostał, bo sroczka odleciała; nie miałam na myśli żadnej z krwawych wersji.)

Gdyby to Amerykanie nakręcili "Misfits"...

Gdyby był to serial amerykański, nasi bohaterowie zaczęliby walczyć z przestępczością, dążyć do pokoju na świecie i ogólnie starać się poprawić warunki życia jak największej ilości osób. Ponieważ jednak serial opowiada o Anglikach, w dodatku z niższych warstw społecznych, cała piątka postanawia zataić swoje moce - zwłaszcza gdy w obronie własnej zabijają swojego probation workera, a potem wspólnie pozbywają się ciała - sami przyznacie, że mało rzeczy potrafi tak połączyć grupę ludzi jak tajemnica, która może ich wszystkich na zawsze pogrążyć. Niestety ich nowa opiekunka społeczna jest nie w ciemię bita i za wszelką cenę stara się odkryć prawdę o zniknięciu swojego poprzednika - zwłaszcza, że łączyły ich relacje nie tylko zawodowe.

W drugim odcinku okazuje się, że nie tylko piątka naszych bohaterów została obdarzona supermocami. Widz zaczyna się też domyślać, że nowe umiejętności nie zostały nikomu dane bez powodu i w jakiś sposób łączą się z osobą, jej wyglądem, charakterem lub marzeniami. Niektóre są przydatne, inne wręcz przeciwnie, powodują tylko problemy (np. sprawianie, że ludzie czasowo łysieją...), a ASBO Five jakimś cudem zawsze znajduje się w centrum wydarzeń, by jeszcze bardziej je skomplikować.

Howard Overman, twórca "Misfitsów", jest jednym z tych brytyjskich scenarzystów, którzy piszą genialne dialogi, kreują oryginalne postaci, a wszystko, czego się dotkną, zamienia się w złoto -  czasami się zastanawiam, czy im na Wyspach nie dosypują czegoś do jedzenia, by tworzyli lepsze seriale... Tylko Brytyjczyk mógł zacząć się zastanawiać nad tym, co by było, gdyby zwykli ludzie zostali obdarzeni telekinezą lub telepatią, a potem zrobić z tego najbardziej zakręconą produkcję roku. W "Misfitsach" nic nie jest oczywiste, a zwroty akcji są zawsze nieoczekiwane.


Mój ulubiony psychopata in making.

Ale sam scenariusz, choćby nie wiem jak genialny, nie sprawi, że jakikolwiek serial stanie się, nie bójmy się tego słowa, kultowy. Wiele zależy od obsady. Pięcioro głównych bohaterów wywiązało się z postawionego przed nimi zadania znakomicie - każdy z nich wnosi coś innego do dynamiki grupy. Ich osobowości podkreśla dodatkowo ich strój; co prawda są zobowiązani nosić regulaminowy, pomarańczowy kombinezon, ale każde z ich wydaje się być ubrane inaczej. Wśród obsady na plus wyróżnia się przede wszystkim Lauren Socha grająca Kelly Bailey, która za tę rolę otrzymała w 2011 roku nagrodę BAFTA. Wspominałam już o niej przy okazji wpisu o chavs; jeśli istnieje jakiś archetyp chav, to uosabia go Kelly: włosy ściągnięte w ciasny kucyk na czubku głowy, w uszach wielkie koła, niezrozumiały akcent i agresywne zachowanie od razu wyraźnie pokazują, z kim mamy do czynienia. Prawda jest jednak taka, że nikt z piątki głównych bohaterów, choć wszyscy winni są wykroczeń, nie jest złym człowiekiem; to po prostu młodzi ludzie, którzy dbają tylko o to, by miło spędzić czas w klubie lub ze znajomymi. Czują, że na dorosłość i jej troski przyjdzie jeszcze czas.


Gdy tylko Kelly otwiera usta, ja zaczynam kwiczeć z radości!

Kolejną ważną  i dodającą klimatu kwestią jest absolutnie genialnie dobrana muzyka w serialu. Wiadomo to już od pierwszych taktów Echoes The Rapture w otwierających każdy odcinek napisach - które same w sobie są małym dziełem sztuki. Piosenki podkreślają również pewne sceny - "Girl, You'll Be A Woman Soon" nie zostało użyte w tak przewrotny sposób od czasów "Pulp Fiction", a moment, w którym trójka bohaterów rusza na akcję ze słuchawkami ajpodów w uszach i słyszymy w tle odtwarzane utwory jest jedną z najśmieszniejszych w  serialu. Użyte piosenki są modne i na czasie. Gdybym miała znaleźć inny serial, który jest tak na bieżąco z muzycznym rynkiem, pewnie padłoby na "Glee"; jednak w "Misfitsach" nikt nie śpiewa, a utwory nie pochodzą ze szczytów list przebojów, tylko ze sceny klubowej lub są dziełami brytyjskiej alternatywy.

W Thamesmead człowiek aż się boi otworzyć lodówkę...

Jak już wspominałam, jestem nieco zakręcona na punkcie Thamesmead jako dzielnicy, ale myślę, że osadzenie akcji serialu w tym, a nie innym miejscu dodaje sporo klimatu. Jest to blokowisko rodem ze wschodniej Europy, pełen betonu oraz rozwiązań architektonicznych, które w zamyśle miały ładnie wyglądać oraz wspomagać rozwój społeczności, a w praktyce okazały się bublami. Nikt też nie pomyślał o ułatwieniu dojazdu do centrum Londynu - do Thamesmead kursują tylko autobusy, a najbliższy przystanek metra jest oddzielony od budynków mieszkalnych szeroką obwodnicą. Brak również porządnych sklepów i punktów usługowych. To wszystko sprawia, że Thamesmead to osiedle śmierci, gdzie dziewczyna z włosami ściągniętymi w kucyk może wybić w biały dzień szybę w drzwiach i nikt tego nie zauważy, bo to po prostu jeszcze jeden chuligański wybryk, na który rozsądny mieszkaniec przymyka oko - bo inaczej sam mógłby oberwać. Mimo istnienia community center (kolejny wynalazek, który w Polsce podlega chyba pod domy kultury - a to zdecydowanie nie to samo) młodzi ludzie wolą spędzać czas paląc skręty w zaułkach lub pijąc tanie alkohole na wielkich betonowych parkingach; myślę, że jest to lokalny koloryt każdego blokowiska.

Nathan prosi o pomoc swojego najlepszego przyjaciela.

Wszystko wydaje się być miłe, ale w świetle ostatnich zamieszek w Londynie pojawia się pytanie o stracone pokolenie; żaden z bohaterów "Misfits", choć wszyscy są w odpowiednim wieku, nie studiuje. Mieszkają w okolicach Thamesmead, więc na pewno są z klasy pracującej. Manifest wykrzyczany z dachu przez Nathana w ostatnim odcinku pierwszej serii staje się gorzki w swojej wymowie - może i bohaterowie robią wszystko mocniej niż poprzednie pokolenia, ale brak im poczucia wspólnoty (ironiczne w swej nazwie community center - podczas gdy w UK nastąpił rozpad lokalnych społeczności po epoce thatcheryzmu). Może szok, czy to w postaci dziwnej burzy czy zamieszek, jest potrzebny, by ludzie nauczyli się ponownie utrzymywać relacje z sąsiadami.

Żeby jednak nie było, że marudzę, już wracam do tematu. "Misfits" nie jest produkcją BBC i to widać: przemoc i seks są na porządku dziennym, bohaterowie klną jak szewcy oraz biorą narkotyki - czyli wszystko to, na co można sobie pozwolić w telewizji kablowej, ale nie narodowej. Nie jest to jednak obliczone na szokowanie widza, po prostu serial stara się dokładnie odzwierciedlić rzeczywistość. Nie mam pojęcia, czy "Misfits" byli kiedyś emitowani w polskiej telewizji, ale mogę z czystym sumieniem polecić wydanie DVD - od czasu do czasu amazon.co.uk wyprzedaje oba sezony w bardzo przyzwoitej cenie. W dodatkach znajdują się wszystkie filmiki umieszczane na youtubie w ramach promocji serialu, The Making Of... i tym podobne bzdety; nie ma za to bożonarodzeniowego specjala - ale może to i lepiej, bo w nim poziom absurdu osiąga wcześniej nieznane poziomy... W tej chwili fani ASBO Five - w tym i ja - czekają z zapartym tchem na sezon trzeci, którego premiera zapowiedziana jest na 11 listopada. Jest więc czas, by nadrobić zaległości w oglądaniu, zwłaszcza że to tylko 13 odcinków - "Misfits" stawiają na jakość, a nie ilość.


Misfits (2009)
Twórca: Howard Overman
Gwiazdy: Lauren Socha, Robert Sheehan, Iwan Rheon, Antonia Thomas, Nathan Stewart-Jarrett
Więcej informacji: IMDB

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.