Wredne dziewczyny x2, choć wpis nie jest o autorkach bloga

by 12.8.11 6 komentarze
Mam wrażenie, że ten wpis może być pierwszym z wielu na temat filmów o amerykańskiej szkole średniej - mój mąż ma ogromne zaległości w tego typu filmach (nie widział nic z obfitej filmografii Johna Hughesa!), a ja ten gatunek uwielbiam, więc chętnie mu "pomogę" w nadrabianiu zaległości. Plan już mam, teraz będę myśleć o jego realizacji.

A zaczynamy od klasyki gatunku, jednego z najczęściej cytowanych filmów w sieci, o nieprawdopodobnym ładunku memetycznym, czyli "Mean Girls" z 2004 roku. Żeby jednak nie było za łatwo, zaczniemy od sequela z 2011 roku - który niestety swojemu poprzednikowi do pięt nie dorasta.

Cytaty z "Mean Girls" pasują do wszystkiego... Choć nie wszystko są w stanie uczynić bardziej strawnym.

Siedemnastoletnia, nonkonformistyczna Jo (Meaghan Martin) przenosi się wraz z ojcem do miasteczka w Ohio i zaczyna uczęszczać do szkoły North Shore, gdzie w rankingach popularności przoduje trio tak zwanych "Plastics" - czyli dziewczyn sztucznych, zarozumiałych i wrednych, ale ciągle nadających ton - z ich liderką Mandi (Maiara Walsh) na czele. Mandi jest cięta zwłaszcza na artystkę Abby (Jennifer Stone) - z dosyć wydumanych powodów, bo Abby to dobra dusza, która muchy by nie skrzywdziła - więc dziewczyna w społeczności szkoły średniej jest pariasem. Jej ojciec, magnat reklamowy, postawia więc zapłacić Jo, by zaprzyjaźniła się z jego córką. Mniej więcej w tym samym czasie Mandi postanawia zaprosić Jo do swojej kliki - ta odmawia, co nie zostaje zbyt dobrze przyjęte, więc liderka Plastików postanawia się zemścić, sabotując pracę ojca Jo oraz rujnując jej randkę z przystojnym Tylerem. Jo nie pozostaje je dłużna i konflikt narasta.

Reszty fabuły streszczać nie będę, bo kalka tu pogania kalkę. Oczywiście wszystko kończy się dobrze dla Jo, Abby i Tylera, a źle dla Mandi, mamy mecz futbolu oraz bal dla licealistów z wyborami króla i królowej i szczęśliwe zakończenie przyprawiające o hiperglikemię.

Obsada "Mean Girls 2" występowała wcześniej w serialach dla nastolatków (których nie oglądam) typu "Vampire Diaries", nowe "Beverly Hills 90201" czy "10 Things I Hate About You" (ten ostatni tytuł mnie zafascynował - po co zamieniać na serial znakomity film?). Trudno jednak powiedzieć coś dobrego o ich grze aktorskiej (może z wyjątkiem Jennifer Stone jako Abby, która przypominała mi nieco Brittany Murphy w "Clueless") - Tim Meadows, który nie wyróżniał się jako dyrektor Duvall w pierwszej części, w drugiej aż bryluje na ich tle, mimo że nie na nim koncentruje się fabuła. Na plus należy jednak zapisać fakt, że nastolatki grają nastolatków - przynajmniej w większości wypadków.

Co więc nie zagrało? Internauci zgodnie zdają się wskazywać na to samo, co i mnie przyszło do głowy - brak iskrzącego się humorem scenariusza pióra Tiny Fey oraz totalna zrzynka z fabuły pierwszej części, którą ugładzono na modłę produkcji Disney Channel, wycinając absolutnie wszystkie elementy, które odróżniały "Mean Girls" od innych produkcji tego typu. Co ciekawe, żaden z sieciowych recenzentów nie krytykuje gry aktorskiej, co trochę mnie dziwi, bo jest okropna.

Tina Fey w roli pani Norbury, nauczycielki matematyki

Tina Fey szlify zdobywała w legendarnym już programie rozrywkowym Saturday Night Live. Gdy więc Paramount zaproponował jej napisanie scenariusza "Mean Girls" na podstawie książki "Queen Bees and Wannabes: Helping Your Daughter Survive Cliques, Gossip, Boyfriends, and Other Realities of Adolescence" autorstwa Rosalin Wiseman, nie wahała się ani chwili. Może powinna, bo jak sama mówi, z zaskoczeniem odkryła, że książka nie jest powieścią, lecz poradnikiem dla matek, które chciałyby pomóc swoim nastoletnim córkom przetrwać szkołę średnią. Fey zamieniła tekst na zabawny i, nie obawiajmy się tego określenie, kultowy film o silnych dziewczynach, które poprzez swoje doświadczenia uczą się, że najlepiej być sobą (czyli chyba najbardziej wyeksploatowany temat w filmach dla amerykańskich nastolatków) oraz tego, jak szanować swoje koleżanki.

Cady Heron (Lindsay Lohan) do tej pory uczyła się w domu, edukowana przez swoich rodziców - zoologów pracujących w Afryce. Doświadczenia z dżungli nie przygotowały jej jednak na szkołę średnią North Shore (która w tym filmie położona jest w stanie Illinois, ale nadal jej dyrektorem jest pan Duvall - ach, te pułapki geografii!) z jej wszystkimi klikami. Na szczęście dwójka artystów, Janis (Lizzy Caplan) i Damien (Daniel Franzese), pomagają się jej zaaklimatyzować. W tym samym czasie jednak Plastiki pod przywództwem dwulicowej Reginy George (re-we-la-cy-jna Rachel McAdams) postanawiają przygarnąć Cady pod swoje skrzydła, czemu przyklaskuje Janis mająca od dłuższego czasu na pieńku z panną George - od czasu, gdy ta zapoczątkowała plotkę, że Janis jest lesbijką; Cady ma szpiegować Plastiki i w przyszłości doprowadzić do radykalnego obniżenia ich popularności poprzez ujawnienie ich sekretów. Plan doskonały, gorzej niestety z wykonaniem - spoilerować nie będę, ale gwarantuję dobrą zabawę.

"This is Halloween, this is Halloween" oraz moi ulubieni bohaterowie, Janis i Damien

Co sprawia, oprócz scenariusza Fey, że "Mean Girls" jest zdecydowanie lepszym filmem od swojego następcy? Przede wszystkim obsada: Lindsay Lohan i Rachel McAdams są genialne, ale i inni nie pozostają w tyle. Moimi ulubieńcami i dostarczycielami największej ilości cytatów (ex aequo z Reginą) są Janis i Damien, niepokorni, sarkastyczni outsiderzy - ich po prostu trzeba zobaczyć w akcji! Tina Fey jako pani Norbury również "daje radę", a decyzja o zatrudnieniu kolegów i koleżanek z SNL w epizodycznych rólkach bardzo się opłaciła - konia z rzędem temu, kto nie uśmiechnie się widząc na ekranie Amy Poehler, zwłaszcza gdy ta zaczyna zachowywać się jednocześnie jak nastolatka i wyluzowana mamuśka.

Ważne jest też zakończenie - tu nie ma podziału na dobrych i złych, wszyscy są tak samo winni; każda postać wyniosła też jakąś nauczkę i zmieniła swoje życie, podczas gdy w "Mean Girls 2" podział na obóz "dobrej" Jo i "złej" Mandi jest bardzo ostro zarysowany. Pierwszy film nie traktuje siebie zbyt serio - trudno to wyjaśnić, ale np. sceny, gdzie uczniowie zachowują się jak zwierzęta przy wodopoju są świetne, bo przez oderwanie od rzeczywistości ukazują nową perspektywę zdarzeń. Na plus należy zapisać fakt, iż nauczyciele reagują na problemy nastolatków - w drugim filmie cały nacisk położony jest na młodzieżową część obsady. Wreszcie łatwiej uwierzyć, że uczona do tej pory w domu Cady wpada we wszystkie pułapki w szkole średniej, ale Jo? Jo tylko zmienia szkoły, ale raczej trudno uwierzyć, że nie zna mechanizmów rządzących szkolną społecznością.

Podsumowując: "Mean Girls" obejrzeć trzeba, bo inaczej trudno nazywać się fanem popkultury. "Mean Girls 2" należy omijać - wystarczy, że ja ten film obejrzałam, wy nie musicie cierpieć.

Mean Girls (2004)
Reżyser: Mark Waters
Scenariusz: Tina Fey
Gwiazdy: Lindsay Lohan, Rachel McAdams
Więcej informacji: IMDB











 
Mean Girls 2 (2011)
Reżyser: Melanie Mayron
Scenariusz: Allison Schroeder, Elana Lesser, Cliff Ruby
Gwiazdy: Tim Meadows
Więcej informacji: IMDB

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.