Manifest blogera

by 22.6.12 49 komentarze
(żaden tam manifest, zwykły rant sprowokowany "wieścią", że jestem w hejtdomie Kristen Stewart*, ale niech przynajmniej w tytule notki będzie ładne słowo :D)

Mimo iż FGttG powstał niecały rok temu, ja bloguję od lat sześciu, mniej lub bardziej regularnie (Cyda zdecydowanie dłużej), na różne tematy. Akurat ten blog jest poświęcony rzeczom, które fangirlujemy, ale na moim drugim, "prywatnym" blogu ostatnie notki poświęcone są humorystycznemu pytaniu o brak fanartów do "Flory Segundy", rantowi o traktowaniu Ariadny Gierek-Łapińskiej, pytaniu o stream meczy Euro 2012, skardze, bo zmarnowałam pysznego pulpeta na bardzo niesmaczne danie oraz odpowiedzi na pytanie, dlaczego czytam fanfiki. Czyli chaos. Mam też tumblra i tam jest jeszcze większy bałagan. :D Tak działa mój umysł i znajduje to odzwierciedlenie nie tylko w dobieranych tematach, ale też w sposobie pisania notek.

Staram się nie ograniczać swoich zainteresowań. Co prawda w blogrolce linkuję tylko do blogów zajmujących się kulturą (tematyka zobowiązuje), ale już w Obserwowanych mam blogi szafiarskie, wnętrzarskie, podróżnicze, edukacyjne, makijażowe, craftowe, lajfstajlowe i inne. And it's fine.

Zbyszekspir zamieścił ostatnio u siebie ciekawy cytat:
“Blogi i sposób ich komponowania podkreślają, że tożsamość dzisiaj nie jest czymś, co mamy, ale tworzymy każdego dnia, tkając, jak powie Anthony Giddens, spójną narrację o sobie samym. Ich struktura z kolei uświadamia, że nasze identyfikacje są dziś głęboko zdecentrowane (interesuje nas wszystko, bo wszystko w niestabilnym świecie wydaje nam się ważne) oraz intertekstualne. Blogi nie są więc niczym innym jak tylko zapisem bojów, które toczymy dziś o poczucie posiadania tożsamości; niczym innym jak tylko, czasami bardzo dramatycznymi, formami materializacji walk o odpowiedź na pytanie »kim jestem?«; obiektywizacjami autorefleksyjnych procesów, które zazwyczaj zachodzą w naszych głowach. Tutaj, a więc w kolejnych zapisach bloga, zostają one uzewnętrznione i poddane ocenie ze strony Innych (większość blogów ma tak zwane księgi gości, a wielu ich twórców zabiega o dokonywanie w nich wpisów — tak jest zresztą mierzona popularność określonej strony), ale nie wynika to z ekshibicjonistycznych skłonności ani też z poczucia samotności, ale raczej ze świadomości, iż tożsamość ma charakter relacjonalny; że o tym, czy możemy być sobą, zawsze decydują Inni. Poddawanie ich ocenie moich przeżyć, doświadczeń, przemyśleń i stosunku do rzeczywistości jest generalną próbą, przymiarką do nowych tożsamości, testem na ich spójność, akceptowalność, dojrzałość. Nie ma więc dziś bardziej samoświadomych i zsocjalizowanych osób niż twórcy blogów. To nie dewianci czy nieudacznicy, ale raczej paradygmaty współczesnej osoby ludzkiej, żyjącej w zachodnim kręgu kulturowym”.
(źródło: Marek Krajewski, POPamiętane, Gdańsk 2006, s. 16-17)

i ja się mniej więcej z nim zgadzam. Blogosfera to system naczyń połączonych: ja podrapię ciebie, ty podrapiesz mnie. Ale ten system prowadzi do ciekawej wymiany myśli, inspiruje do formułowania wniosków, stymuluje do artykułowania opinii i wyrażania sprzeciwu. Pomaga zawiązywać przyjaźnie. Uwielbiam blogosferę, jest prawie jak żywy organizm, reaguje na najmniejsze zmiany.

Są pewne rzeczy, które w blogowaniu lubię: statystyki (OK, nazwijmy rzecz po imieniu: jestem uzależniona od statystyk i walczę o każde wejście na bloga, co nie ma większego sensu, bo nie interesuje nas ani zarabianie na reklamach, ani współpraca z kimkolwiek, FGttG jest założony dla funu - moje ego natomiast to całkiem inna sprawa...), rozmowy w komentarzach (zwyczaj wyniesiony z innej platformy blogowej, gdzie jest to zdecydowanie łatwiejsze niż tutaj), intertekstualne dygresje (przedkładam je nad logiczny wykład argumentów), długie, niepisane od sztancy notki, polemiki z innymi blogerami, dobre pomysły na blogi.

Nie lubię: chamstwa (choć dopuszczam przeklinanie, sama posługuję się językiem mało parlamentarnym), prowokacji, atakowania innych blogerów, hipsterskich blogów, które promują autorów bardziej niż cokolwiek innego (co sprawia, że najpopularniejsze w polskiej blogosferze adresy omijam szerokim łukiem), ostentacyjnego promowania produktów, dwulicowości, komentatorów, którzy usiłują się popisywać lub wywyższać.

Staram się unikać rozmów o filozofii, religii i polityce. Nie lubię "rozmów na poważne tematy". Szczerze nie cierpię, jak ktoś ujawnia moje nazwisko w innych mediach (np. na blipie) i będę takie osoby traktować ozięble i z buta, zarówno w VR, jak i RL: nie połączyłam swoich profili z blogspota i G+ nie bez powodu, mimo iż większość stałych czytelników bloga zna moje imię i nazwisko, tutaj używam nicka i jeśli mnie cytujesz, to rób to podpisując fragment "Rusty Angel".

Jeśli jakiś wpis mnie nie interesuje, to go nie czytam; jeśli coś mi się spodoba, staram się zostawić chociaż krótki komentarz. Jeśli uważam jakąś notkę za idiotyczną, to zazwyczaj powstrzymuję się od jej skomentowania, zamiast się wyzłośliwiać, zwłaszcza, gdy nie znam dobrze jej autora. Staram się nie piętnować blogerów, tylko zachowania. Nie unikam dyskusji, ale równie często się z nich wycofuję. Jeśli jakiś blog mi się nie spodoba, to na niego nie wracam, a nie tworzę specjalnej hejtrolki na adresy, których nie cierpię (choć czasami mnie kusi). Ogólnie rzecz biorąc, zachowuję się w necie dokładnie tak samo jak w RL.

Sieć jest duża i pojemna, dla każdego starczy miejsca.

*Wręcz przeciwnie, ale więcej o tym w następnej notce. 

EDIT: OK, przyznać się, kto z FB tu linkuje? Znaczy się oprócz zwierza? :D

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.