Prometheus, czyli "Je mi to fuk"

by 18.6.12 20 komentarze
Mieszkanie blisko granicy z Czechami ma tę zaletę, że jeśli polski dystrybutor zdecyduje się z uwagi na Euro 2012 przesunąć o prawie dwa miesiące premierę wyczekiwanego filmu, można w niedzielę wsiąść do samochodu i pojechać zobaczyć rzeczony film w kinie w Ostrawie - w dodatku po sobotnim meczu bez obawy, że ktoś przebije nam opony. :D Dlatego właśnie "titulki" zawsze będą lepsze od dubbingu.

Podobało mi się logo Weyland Yutani na opuszkach palców Davida.
I nadal, jak Spike, nie wiem, co mam o tym filmie myśleć. Ten filmik (zawierający same spoilery) bardzo ładnie wypunktowuje wszystkie problemy, jakie z tym filmem mam, może oprócz tego, że widzowie będą się koncentrować na dziurach fabularnych głównie dlatego, że trudno im sympatyzować z jakimkolwiek bohaterem (jak np. w reboocie "Star Treka", gdzie łatwo sympatyzować z każdym). W związku z tym zdecydowałam się na wypisanie kilku rzeczy i zilustrowanie ich screenami zawierającymi to, co mi się w tym filmie podobało, w dodatku bez większych, zdradzających fabułę spoilerów. Zresztą, tego filmu nie da się zaspoilerować, wszystkiego można się domyślić z trailerów, pierwszych 20 minut filmu oraz faktu, iż Scott inspirował się teoriami Daenikena.

1. Pierwszy film o Obcym powstał w 1979 roku i był absolutnie genialnym horrorem: niewielka grupa ludzi zamknięta w klaustrofobicznym statku kosmicznym i polujący na nich potwór. Czasy jednak się zmieniły i człowiek w silikonowym kostiumie inspirowanym grafikami H.R. Gigera już tak nie przeraża jak malutkie wirusy, mutacje DNA i brak Boga. Ach, i nie posiadające uczuć, udające ludzi roboty.

2. Jak już przy biologii jesteśmy, czy moglibyśmy wreszcie odłożyć pragnienie nieśmiertelności do lamusa motywacji postaci? Film pokazuje dosyć wyraźnie, że ewolucja poprzez zmianę pokoleń to jedyna metoda uniknięcia zagrożenia z kosmosu.

Podobał mi się statek kosmiczny.
3. Inna sprawa, że film nie może się zdecydować, czy chce być horrorem, czy raczej poważnym filmem SF. Osobiście wolałabym tę drugą opcję, bo jako horror jest po prostu niestraszny, głównie z uwagi na to, że wprost pokazuje potwory (mniej światła, więcej niedopowiedzeń, mniej stworów) i w efekcie scena burzy jest bardziej przerażająca niż finał filmu.


4. Brak interesujących postaci. Najbliższa polubienia byłam kapitana Janka (Idris Elba), ale mam z nim dwa problemy: A) dopiero w połowie filmu zorientowałam się, po bardzo łopatologicznym wyjaśnieniu, że antypatia pomiędzy nim a Vickers (Charlize Theron) ma oznaczać napięcie seksualne, B) choć trudno nie polubić jego postaci, jakoś zupełnie nie pasuje ona do uniwersum alienowego: jest prawie krystalicznie czysta, nie ma ani jednej złej cechy.

5. Jeśli android (Michael Fassbender) wydaje się być najciekawszą osobą na statku, to oznacza tylko jedno: bardzo źle skonstruowane psychologicznie postaci. Wszyscy są tylko zarysowani (akcentem, rasą, irokezem, okularami itp.), nie wspominając już o tym, że jest kilka postaci, które widz widzi dosłownie przez ułamki sekund w tle i tyle. Jeśli już kręci się film, w którym występuje niewielka grupa osób, to przydałoby się je lepiej skonstruować jako postaci. Dla przykładu: istniała przepiękna możliwość pokazania dramatu rodzinnego na linii ojciec/dzieci, a wszystko rozeszło się po kościach.

6. Główna bohaterka, Shaw (Noomi Rapace) jest zbyt podobnie skonstruowana do Ripley. Serio, kobieta, która wymiotuje po wybudzeniu z hibernacji, potem okazuje się być jakimś superbohaterem. (I jaką ona miała specjalizację właściwie, bo zna się i na archeologii, i na neurobiologii?) Przewróciłam oczyma w scenie, gdy jej "podwładni" olewają jej uwagi, bo to dokładnie zerżnięte z pierwszego "Aliena" relacje Ripley i mechaników.
Podobał mi się Idris Elba.

7. Żądam powrotu złej korporacji. Weyland Yutani z "Prometheusa" to nie ta sama bezwzględna WY, jaką znamy z filmów alienowych: tu widzimy tylko samą wierchuszkę, w dodatku właściwie działającą na własną, prywatną korzyść. Jedyną wyraźną "continuity" wydaje się być fakt, że zarówno w roku 2094, jak i prawie sto lat później ich procedury zatrudniania "specjalistów" są co najmniej kiepskie.

8. Wracając do S w SF: ja bym potrafiła lepiej eksplorować kosmos niż bohaterowie tego filmu, bo wiem, że hełmu się nie zdejmuje otrzymawszy wiadomość, że powietrzem da się oddychać (obce mikroby!). Podobnie procedury medyczne: już dzisiaj mamy sterylne komory, w których operuje się za pomocą rękawów, ale na pokładzie "Prometheusa" ich nie ma. Bo tak.

9. "Prometheus" ma więcej wspólnego z "Space Odyssey" czy "Kontaktem" niż z "Alienami". Tu się poszukuje odpowiedzi na fundamentalne pytania, a nie walczy z potworami, nawet jeśli widzimy space jockeya. Film jest od pierwszych minut (zdjęcia Dariusza Wolskiego kręcone przez dwa tygodnie na Islandii) powalający wizualnie, w bardzo czysty estetycznie sposób. Nie jest to złe, tylko nieprzystające do brudnych "Alienów".

Mam wrażenie, że film mnie zawiódł, ponieważ po kampanii reklamowej oczekiwałam czegoś genialnego. Przy okazji, marketing jeszcze się nie zakończył. Jest scena po napisach (tak jakby), nakierowująca widzów na kolejną stronę www, uruchomioną już po premierze filmu. Szkoda tylko, że film jest taki nie nieprzystający poziomem. Nie chciałabym zostać źle zrozumiana: to jest bardzo dobry film SF, jeśli się przymknie oko na pewne rzeczy. Ale mimo to jestem rozczarowana.


Prometheus (2012)
Reżyseria: Ridley Scottg
Scenariusz: Jon Spaihts, Damon Lindelof
Występują: Noomi Rapace, Idris Elba, Michael Fassbender, Charlize Theron, Guy Pearce


Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.