Teen Wolf (MTV), czyli fangirlujemy na maksa

by 7.8.12 37 komentarze
Cyda jest na mnie zła. W sumie trochę ją rozumiem, polecała "Teen Wolfa" już w zeszłym roku, a ja zabrałam się za niego dopiero teraz (i choć ona myśli, że to po poście na Hello, Tailor, więcej z tym wspólnego miał tumblr). Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że Cyda ogląda koreańskie dramy (które są jak "Klan" rozpisany na postacie z anime, bleh) oraz tolly i kolly, więc jej odporność na kicz jest zdecydowanie większa niż moja. A co ja mogłam sobie pomyśleć na temat wakacyjnego (=zapychacz dziur w ramówce) serialu MTV (w czasach mojej młodości MTV puszczało teledyski...) pod tytułem "Teen Wolf" (=mało subtelna próba podpięcia się pod popularność paranormali, choć na szczęście zamiast wampirów są wilkołaki) polecanego przez Cyd? No właśnie...

Winić za fakt, iż odbiło mi na punkcie "Teen Wolfa" dopiero w tym roku mogę tylko siebie. Serio, ostatni raz, kiedy tak bardzo coś fangirlowałam, to chyba był "Sherlock". Wcześniej film Guya Ritchie, a jeszcze wcześniej reboot "Star Treka". Nawet Avengersi nie doczekali się takiej monotematyczności na wszystkich platformach społecznych w internecie, na których jestem obecna.

SPOILERY

"Teen Wolf" jest bowiem serialem skrojonym idealnie. Opowiada o grupie nastolatków (owszem, uznaję Dereka za nastolatka, bowiem może jego metryka twierdzi inaczej, ale facet emocjonalnie jest na poziomie Scotta), których życie nagle zostaje wywrócone do góry nogami, gdy jeden z nich, astmatyczny głuptasek z samego dołu drabiny społecznej amerykańskiego liceum, zostaje ugryziony przez wilkołaka. Scott oczywiście nie wie, co się z nim dzieje, na szczęście jego najlepszy przyjaciel Stiles wspiera go na nowej drodze życia, z nieznaczną pomocą przystojnego i tajemniczego Dereka Hale'a, który wraca po wielu latach wygnania na miejsce rodzinnej tragedii. Scott, będąc osobą wielce egoistyczną, wykorzystuje swoje nowo nabyte umiejętności do wygrywania meczy lacrosse'a oraz zdobycia dziewczyny. Problemem jest to, iż Allison to najmłodsze pokolenie rodziny z wielowiekowymi tradycjami polowań na wilkołaki, więc ich związek jest jak ten Romea i Julii, tylko zamiast Merkucja giną WSZYSCY (ekhem; ale serio, "star-crossed lovers" z Dystryktu 12 przy nich wysiadają). Głównymi bohaterami są również Lydia i Jackson, czyli power couple Beacon Hills High School; ona to matematyczny geniusz udający idiotkę, by być popularną, on to ambitny kapitan (współkapitan, hehehe) drużyny lacrosse'a z bardzo bogatej rodziny (think Draco Malfoy).

Kuzyn Miguel.
Serial jest idealnie zrównoważony. Nie tylko każdy bohater ma sporo czasu antenowego, dzięki któremu poznajemy każdego z nich całkiem dobrze (i z łatwością się do każdego z nich przywiązujemy), ale równie wiele czasu poświęcone jest głównej intrydze, co relacjom z rodzicami, kłopotom w szkole, tarciami z rówieśnikami czy pracy zarobkowej. Tam, gdzie "Glee" poległo, "Teen Wolf", którego dwa pierwsze sezony mają po 12 odcinków, wychodzi zwycięsko. Więcej powiem, oprócz pięknego, modelowego więc pokazania nastoletnich bohaterów, zdołał też świetnie zarysować dorosłych, rodziców, nauczycieli i inne, plątające się po wydarzeniach osoby. Pewnie, sezon pierwszy ma intrygę prostą jak konstrukcja cepa, ale wciąga. Sezon drugi ma już tyle twistów fabularnych, że nie jestem w tej chwili w stanie powiedzieć, jak skończy się ostatni odcinek w przyszłym tygodniu. Przypominam, że jest to produkcja MTV. Co więc sprawiło, że serial osiągnął tak wysoką jakość?

Wydaje mi się, że dwie rzeczy. Po pierwsze, rewelacyjny scenariusz Jeffa Davisa (który jest prezentem dla ludzkości i Ryan Murphy stóp mu niegodnym jest całować). Jest to jego drugi serial (wcześniej stworzył "Criminal Minds"), remake filmu z Michaelem J. Foxem. Ale z oryginalnego pomysłu zostało niewiele, wilkołaki, sport (tutaj lacrosse, ale Peter grał w koszykówkę, piękne, subtelne nawiązanie do oryginału), szkoła średnia. Davis dodał sporo mroku (WSZYSCY GINĄ, czy już o tym wspominałam?), uzupełnił bohaterów o motywację psychologiczną i w bardzo niemoralizatorski sposób wzbogacił serial o tematykę LGBT. Zostawił jednak to, co najlepsze, czyli cudowny feel lat 80-tych ubiegłego wieku - mimo że serial jest bardzo współczesny, bohaterowie nigdy nie rozstają się z komórkami, to widz ma wrażenie, jakby oglądał dowolną produkcję Johna Hughesa. Jak dla mnie wskazuje to wyraźnie na fakt, iż "Teen Wolf" stanie się takim samym klasykiem jak np. "The Breakfast Club". Przywołuję ten tytuł nie bez powodu, bowiem jedną z najmocniejszych jego stron jest idealnie dobrana obsada (jakby Nina Gold za nią odpowiadała). Podobnie jest w "Teen Wolfie": może i połowa aktorów nie dostała się do "Twilightu", ale moim zdaniem trafili zdecydowanie lepiej. Nie ma pośród nich słabego ogniwa, grają na maksa i przyjaźnią się również poza planem (na tumblrze znajdują się tony zdjęć z meczy i innych takich okazji), a Tyler Posey i Dylan O'Brien nawet razem mieszkają. Plus, wszyscy są okropnie śliczni i fotogeniczni, prawie na granicy nielegalności. Jeśli jednak chodzi o talent, to z obsady wybija się Dylan O'Brien, dwudziestolatek bez żadnego doświadczenia aktorskiego (jeśli nie liczyć tego, iż był młodocianym vlogerem na youtubie), którego zdolnościami zachwyceni są nie tylko widzowie, ale również scenarzyści, producenci, reżyserowie i koledzy i koleżanki z planu. Ten chlopak jest tym dla "Teen Wolfa", czym Chris Colfer jest dla "Glee" i chociażby dla niego warto zacząć serial oglądać.

Jakby tego było mało, każda z postaci jest wielowymiarowa. Stiles może i jest bardzo lojalny, ale jest również mściwy. Scott ma serce we właściwym miejscu, ale również wykazuje się niezdrowym egoizmem. Lydia z miłości udaje idiotkę, a Derek ze strachu udaje twardziela. Moim ulubieńcem jest jednak Jackson, który ma ogromne problemy z poczuciem własnej wartości i im więcej się o nim dowiaduję, tym bardziej mam go ochotę przytulić. Nawet postaci z gruntu złe są fantastyczne i właściwie można bez większego wysiłku zrozumieć, dlaczego robią to, co robią (pomaga również to, iż taki Peter jest wypadkową pomiędzy Mishą Collinsem a Nathanem Fillionem). No i, jak mawia Cyda, koszulki w uniwersum TW są evil, więc męska część obsady bardzo często paraduje bez nich (oprócz Stilesa, ponieważ Davis jest większym teasem niż Dita von Teese), co jest mniej więcej uzasadnione przemianami w wilkołaka - tylko że właściwie to nie bardzo. Nic natomiast nie uzasadnia częstych scen prysznicowych...

Gdybym miała porównać "Teen Wolfa" do jakichś innych produkcji, to byłaby to przede wszystkim "Buffy" z uwagi na humor, rewelacyjne dialogi, równoprawne postaci i brak moralnej jednoznaczności bohaterów. Drugą produkcją byłby pewnie "Supernatural", którego co prawda nie widziałam zbyt wiele, ale werewolf hunters mocno przypominają braci Winchesterów. Poza tym "Teen Wolf" ma absolutnie jeden z najlepszych fandomów na świecie, lepszy od avengersowego i może nawet sherlockowego, i choć fanfiki są takie sobie, to już gify wyznaczają nową jakość. I wszyscy są mili i pomocni, a średnia wieku wśród fanów jest zaskakująco wysoka (przypominam, że to serial dla nastolatków).

Podoba mi się również zabawa archetypami. Scott, główny bohater, ma być heroiczny, ale na razie jest bardziej egoistyczny (choć dorasta). W osiągnięciu celu nie pomaga mu również ograniczona inteligencja. Postać mentora, teoretycznie siwego mędrca z brodą, przypadła człowiekowi, który wygląda jak skrzyżowanie męskiego modela z seryjnym mordercą i który popełnia błąd za błędem. Sidekick, tradycyjnie służący do rozładowywania napięcia głupimi żartami, to bohater najinteligentniejszy i coraz bardziej tragiczny.  Love interest okazuje się być bardzo zadziorną młodą damą, w dodatku chrześnicą Clinta Bartona. Właściwie im dalej w las (see what I did here?), tym bardziej postaci wymykają się schematom. Osobiście nie tylko nie mogę się doczekać finału drugiego sezonu (już za tydzień!), ale i sezonu 3, który ma mieć 24 odcinki. Mam nadzieję, że twórcy nie będą okrutni i podarują nam web episodes w stylu "TW: Search for Cure" na osłodę ciężkich jesienno-zimowych wieczorów.

Tym zaś z was, którzy w "Teen Wolfa" się jeszcze nie wciągnęli, strasznie zazdroszczę. Nawet nie wiecie, jak wielka przyjemność was czeka, gdy już zaczniecie serial oglądać. Z doświadczenia wiem, że trudno to opisać słowami. Dajcie więc szansę tej zaskakującej produkcji.


Teen Wolf (2011)
Reżyser: kilku różnych
Scenariusz: Jeff Davis
Gwiazdy: Tyler Posey, Dylan O'Brien, Tyler Hoechlin, Colton Haynes, Crystal Reed, Holland Roden
Wiecej informacji: IMDB




 

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.