Czystość języka (notatki na marginesie zamknięcia Reborn Story)

by 21.1.13 51 komentarze
Bo mnie to chyba bardziej drażni niż oskarżenia mej skromnej osoby o prawicowe poglądy czy konformizm (ha!), a jeśli chodzi o różnice w pojmowaniu blogosfery i zasad jej działania, to właściwie napisałam to, co chciałam powiedzieć w komentarzu do notki Ninedin.

Dzięki kompulsywnemu czytaniu od lat dziecięcych posiadam spory zasób słownictwa, a z winy Makuszyńskiego wpycham w zdania mnóstwo ozdobników oraz mam niezdrową tendencję do dygresji (no dobra, dygresje są moją własną winą, lubię myśleć, że są wyznacznikiem mojego osobistego stylu).

Prawdopodobnie jestem w stanie posługiwać się prawidłową polszczyzną, jeżeli okoliczności mnie do tego zmuszą: na blogu pilnuję ortografii i interpunkcji (moją zmorą są literówki), ale z racji ukończenia studiów filologicznych wolę się bawić językiem niż pilnować jego czystości; więcej powiem, w tej chwili bardziej zależy i na prostym i logicznym budowaniu argumentów niż na unikaniu błędów językowych. Nie przeszkadza mi, że Cyda używa słowa "ciekawski" mając na myśli "ciekawy", albo że Beryl mówi "obrzydliwy" mając na myśli kogoś, u kogo łatwo wywołać uczucie obrzydzenia. W dodatku od zawsze mieszkałam na Śląsku, ale moja rodzina to tygiel wielkopolsko-kresowy z dodatkiem francuszczyzny, więc posiadam całkiem dobrą bierną znajomość dialektów naszego oj-czystego języka (a od niedzieli wiem również, co to są "szabaśnik" i "meszty" oraz że mastyks da się zjeść).

Myślę po angielsku - przydatny zwyczaj na studiach, ale oznacza to również, że w mojej mowie/piśmie znajdują się przerażające ilości kalek językowych. Bardzo często potrzebuję pomocy w tłumaczeniu myśli z jednego języka na drugi i za błogosławieństwo uważam ludzi, którzy poruszają się w tej samej sferze memetyczno-cytatowej co ja. Oznacza to również, że równorzędnie będę traktować słowa "zwiastun", "trailer" i "zajawka" (przy czym to ostatnie będzie u mnie oznaczało również blurba na ostatniej stronie okładki książki), stosować tylko górny cudzysłów, używać akronimów typu IMHO czy OMG oraz tworzyć neologizmy. Deal with it.

Bernard Shaw we wstępie do "Pigmaliona" napisał tak:  "It is impossible for an Englishman to open his mouth without making some other Englishman hate or despise him." Szczera prawda, która posłużyła jak pretekst do stworzenia "My Fair Lady". Ale wszystkim purystom językowym, oburzającym się na blogerów posługujących się slangiem/dialektem właściwym dla medium, jakim jest internet, chciałabym śmiało zwrócić uwagę, że wasze okrzyki sprawiają przede wszystkim, że język kamienieje. Pewnie, każdego dnia tracimy słowa (przykład "podołka") i jest to proces smutny, acz nieunikniony. Jednakowoż Brytyjczycy nie wywindowali swojego języka do statusu lingua franca za pomocą li i jedynie podbojów kolonizacyjnych (jak to wcześniej zrobili Rzymianie z łaciną) czy mody salonowej (casus francuskiego). Jest to wypadkowa względnie prostej gramatyki i fonetyki, rozpowszechnienia się internetu jako narzędzia komunikacji oraz oraz łatwości, z jaką mowa Wysp Brytyjskich dawała/daje się bastardyzować. Są w niej słowa z języków absolutnie każdego najeźdźcy, któremu przyszło do głowy, że rządzenie Anglikami to świetny pomysł na karierę plus to, co pozostało z mowy rdzennych mieszkańców. I jakoś nikt się o to nie oburza, więcej, monitoruje się zmiany i dopisuje coraz to nowe słowa do oficjalnych słowników (ostatnio z naszego poletka zainteresowań "whovian").

Podobnie nie ma w języku angielskim aż tak rozpowszechnionego zjawiska patrzenia z góry na ludzi, którzy posługują się gwarą bądź dialektem zamiast RP, co u nas jest nagminne - ba, wystarczy inaczej akcentować słowa (ja np. mam bardzo "ślonską" wymową, zaś mój kuzyn z Lublina zaciąga po kresowemu, choć oboje mówimy po polsku). Może to więc sprawia, że od czasu do czasu trafiam na innych blogach na disklejmery dotyczące poprawności językowej, na które nieodmiennie reaguję za pomocą LOL. Bo jeśli wejdziesz między wrony - a śmiem twierdzić, że polscy użytkownicy internetu to społeczność posługująca się własnym dialektem (w międzynarodowych internetach sytuacja jest zdecydowanie bardziej skomplikowana, wystarczy spojrzeć na tumblra), niekoniecznie zrozumiałym dla laików - no to chyba wiesz, co powinnaś/powinieneś robić. Inaczej jesteś reliktem czasów pozasieciowych i twój upór przyczynia się raczej do zubożenia języka, o który tak walczysz.

Wersja tl;dr: Nie jestem purystką językową i ten blog świetnie to odzwierciedla.

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.