Chcę mieszkać w Sherman, IL

Oprócz tego, że wiecie, Sherman IL nie istnieje:


Mniej więcej nie istnieje. A juz na pewno nie od czasu śmierci Johna Hughesa w 2009 roku. Nie zamieniło się w jedno z tych sławnych "ghost towns", które ludzie tak lubią odwiedzać w wakacje, tylko po prostu wszyscy dorośli, wyjechali na studia i założyli rodziny w innych miejscach.

Ale całkiem niedawno zostało wskrzeszone, dzięki człowiekowi, który dał ludzkości "Laboratorium Dextera" i "Samuraja Jacka" (i niestety również "Hotel Transylvania"). Panie i panowie, oto Genndy Tartakovsky, urodzony w Związku Radzieckim amerykański animator, trzynaście razy nominowany do nagród Emmy (wygrał cztery razy, głównie za "Clone Wars" - co będzie ważne potem).

Więc ów Genndy Tartakovsky, człowiek wspaniały i cudowny, wziął amerykański symbol z lat 80-tych ubiegłego wieku, czyli owe Sherman, IL, miejsce, gdzie "teenage drama" zostało po raz pierwszy zdefiniowane jako gatunek filmowy, i postanowił je poprawić. W dodatku w najlepszy możliwy sposób, czyli dodając WIELKIE WALCZĄCE ROBOTY. Nie da się spieprzyć wielkich, walczących robotów - to mówię ja, która widziałam "Transformers 2" dwa razy na kinowym ekranie i wcale nie dlatego, że omyłkowo kupiłam bilet czy coś w tym stylu, zrobiłam to specjalnie - zwłaszcza gdy design robotów jest tak świeży.

"Sym-Bionic Titan", bo to o nim mowa, wyznaczał przez jeden sezon nowy kierunek kanału Cartoon Network jako miejsca dla nastolatków. Był również ucztą dla wszystkich pop-kulturalnych geeków (bo za nastolatkę to już od dawno uchodzić nie mogę), zwłaszcza jeśli interesowali się oni choć pobieżnie anime, bo tropy wiodą do: "NGE" (robot jest mocno inspirowany Evangelionami), Hayao Miyazakiego, "Van Helsinga", "Solomona Kane'a", "Jin-Roh", "Daimosa". a to tylko pierwszy epizod. W drugim widać inspirację "Desperate Housewives" i kawałek "Casino Royale" (zupełnie nie zmyślam!), a mój ulubiony odcinek to ten, gdzie "występuje" Sala Bojowa z "Gry Endera".

"Sym-Bionic Titan" opowiada historię trzech obcych: pięknej, dobrej księżniczki, dzielnego żołnierza i super-inteligentnego robota, którzy uciekają na Ziemię (dokładniej rzecz biorąc właśnie do Sherman, IL), by ukryć się przed złym generałem, który przejął władzę nad ich rodzimą planetą Galaluną. Niestety zostawiają za sobą ślad, poza tym nie bardzo radzą sobie z wtapianiem się w tło, więc co tydzień zły generał wysyła jedną bestię, by ich zabiła (come on, monster of the week, yeah!); ale to nie koniec ich problemów, bo mają wrogów również na Ziemi: armię oraz specjalną jednostkę ds. obcych na Ziemi.

Myślicie pewnie, że z konstrukcji bohaterów wynika cały zarys fabularny serii, bo są oni sztampowi aż do bólu. Przyznam szczerze, że też popełniłam ten błąd, ale Tartakovsky szybko mnie z niego wyprowadził. Ten człowiek jest geniuszem; wziął najbardziej oklepane motywy i kalki i przetworzył je na coś świeżego. Zobaczcie zresztą TV Tropes.


Zalet jest jednak więcej: bardzo udane łączenie tradycyjnej animacji z komputerową, brak romansu między głównymi bohaterami, czerpanie pełnymi garściami z klasyki SF (wspomniana już "Gra Endera", "Potwór z laguny", "Gwiezdne wojny" - jedna ze scen walki jest zrobiona w stylu tych z "Clone Wars", tylko lepiej), wielki robot walczący z potworami ("Pacific Rim" jest bardzo "inspirowany" tą serią, nie tylko w tym aspekcie, ale również pary pilotów), świetne użycie filozofii taoistycznej (ciało, umysł, serce) i przede wszystkim, świetnie pokazana szkoła średnia na przedmieściach, jak w "Mean Girls" lub "Suburgatory". Ale ponieważ inspiracją były filmy Johna Hughesa, to nic nie jest takie, jak mogłoby się na początku wydawać. Do tego świetna muzyka z epoki.


SBT- A stroll in the park by *lychi on deviantART

Minusy? Jest jeden. Serial zniesiono z anteny po 20 odcinkach, bo nikt nie chciał produkować do niego zabawek (ach, komercja, thou are a bitch!)

(Wpis z dedykacją dla Myszy, która podbiera mi pomysły na wpisy :D)

Komentarze

  1. Tużeś mnie zaskoczyła. O SBT słyszałam kilka razy (plus wpadło mi w oczy jak robiłam research do Tartakovsky'ego odnośnie "Hotel Transylvania"; naprawdę Ci się nie podobał??), ale to nie moja bajka - anime toleruje tylko w postaci Sailor Moon albo rycerzy Zodiaku, a wielkie roboty mnie nigdy nie kręciły. Za to samochody tak. Blachara za mnie straszna. Na filmach z serii "Fast & Furious" podniecam się straszliwie.
    Ale tak rzucasz tymi odniesieniami i smaczkami z filmów, że aż się chyba, cholera jasna, skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja wiem, czy anime? Nie bardziej niż "Samurai Jack". To po prostu bardzo dobry serial dla nastolatków z elementami SF, i oba te genre'y są bardzo dobrze realizowane. A że intertekstualność aż buzuje w kociołku Tartakovsky'ego (zabrzmiało dwuznacznie...)? Mnie to odpowiada.

      Fast&Furious uwielbiam, bardzo mnie ucieszyła cudowna piąta część i dodatek The Rocka, zaczęłam oglądać z obowiązku (bom fanka), a skończyłam z wielka przyjemnością rany, co dzisiaj się ze mną i tą dwuznacznością dzieje) i szóstej części się doczekać nie mogę. Ale jednak co wielkie roboty, to wielkie roboty.

      A co do "Hotelu Transylvania": to nie tak, że mi się nie podobał, ale po Tartakovskym oczekiwałam więcej i film mnie rozczarował.

      Usuń
    2. Warto, naprawdę warto. Animacja jest bardzo ciekawa, znaczy, nie obłędnie piękna, ale charakterystyczna i zdecydowanie z pomysłem - jak postacie biegną przez las na przykład to nie masz takiego typowego ujęcia z boku, tylko odbicia w kałuży, z punktu widzenia żaby... Kamerzysta cierpiał na nerwowość zadka widać i z bardzo dziwnych miejsc lubił się na ekipę zaczajać najwyraźniej.
      Historia też jest bardzo sympatyczna - ma faktycznie trochę taki feel anime, ale nie tych nowych, tylko takich z lat osiemdziesiatych, Zillion, Captain Future, Saber Rider, te klimaty. I każdy odcinek w innym stylu, są i szkolne dramaty, rządowe spiski, słodcy obcy, horror nastolatkowy, horror zwyczajny, nastolatkowe komedie, zamaskowanych bohaterów... Full serwis.

      Fanserwis też jest.^^

      Usuń
    3. No ale fanserwis nie dotyczy Ilany, co wydawałoby sie logiczne. Tzn. paraduje ona w samym ręczniki, ale jest Kimmy przede wszystkim, pani sąsiadka-cougar i Lance paradujący bez koszulki.

      Usuń
    4. Z Hotelem Transylwania to ja na przykład miałam problem taki, że to to nie była animacja telewizyjna, tylko film kinowy. I jeśli ten film kinowy nie zaskakuje nigdzie oryginalnością, to odtwarzany schemat powinien realizować tak, żeby był powód iść do kina. Czyli jak bohaterowie włażą na dach i ogladaja tę piękną panoramę wokół, to powinna być piękna, a nie żeby trzeba było wierzyć westchnieniom osób oglądających. Jak włazi na dach i rzuca mowę, to powinna być taka, żeby zrozumieć, czemu ludzie na dole są wzruszeni - nie pogadanki a'la Królewna i Owca. Jak bohaterowie śpiewają, to maja śpiewać pięknie, a nie tak sobie, przy reakcjach jakby to był nie wiem jaki hit. A jak się nie potrafi tego zrobić, to nie robię takiej sceny, a nie tylko dlatego, że już była w każdym innym filmie.

      Usuń
    5. A kto by tam chciał Ilanę bez koszulki. Takie seriale się ogląda dla męskich zmokniętych torsów.

      Usuń
    6. Ście mnie namówiły, chyba. Dodam SBT do listy i kiedyś przy okazji obejrzę :)
      Może mój zachwyt - umiarkowany, ale jednak - "Hotel Transylvania" wynikał stąd, że po Sandlerowej ekipie (głosowej) spodziewałam się naprawdę BARDZO złego filmu, a o tym, że obejrzałam film Tartakovsky'ego zorientowałam się dopiero przy napisach końcowych.
      Mnie się w każdym razie film podobał. Zwłaszcza animowane nietoperki :)

      A na F&F 6 już się wprost nie mogę doczekać!

      Usuń
    7. Ha, bo ja do tego podeszłam właśnie z drugiej strony - spodziewałam się Tartakovsky'ego, nadziałam się na sandlerową ekipę.

      Ale wampirzyczka była rozkoszna. Choć na pewnym etapie zorienowałam się, że bardziej shipuję tego jej zbłąkanego tajmlorda z tardiskiem w kształcie plecaka z jej papą niż z nią.

      Usuń
    8. Wot, kwestia podejścia.

      Że tak sparafrazuję Forresta Gumpa: "Slasher is as slasher does" :D Ale totalnie rozumiem dlaczego tak miałaś - coś w tym pairingu jest.

      Usuń
    9. Moze to, że są na ekranie praktycznie cały film a młoda ma z nim kontakt tylko od czasu do czasu? Inna sprawa, że mnie się ten ich romans na tym etapie podoba średnio - młoda powinna najpierw jednak ruszyć w świat i się porozglądać nim się zdecyduje.

      Ale i tak najfajniejsze postacie to był sterany wilkołak i niewidzialny ekshibicjonista.

      Usuń
    10. Najfajniejsza była gremlinowa "To nie ja".

      Usuń

Publikowanie komentarza