Camp, głupcze!

by 19.7.14 21 komentarze
Trafiłam ostatnio na tumblrze na notkę porównującą moje dwa aktualnie ulubione seriale, czyli "Teen Wolfa" i "In the Flesh". Pozwoliłam ją sobie zamieścić poniżej: 


Najpierw uznałam ją za kretynizm czystej wody i olałam, ale po kilku dniach doszłam do wniosku, że nie mogę tego tak zostawić i aż prosi się to o komentarz. Nie zamierzam wspominać jednak podejściu Dominica Mitchella i Jeffa Davisa do tworzonych dzieł, bo nie to wydaje się mi być największym problemem w tym dziwnym porównaniu, ale jeśli chcecie o tym poczytać, to tumblr na pewno dostarczy wam odpowiedniego materiału.

Jeśli ktoś zna oba seriale tylko ze słyszenia, to może mu się wydawać, że mają ze sobą sporo wspólnego: oba są dosyć nietypowymi produkcjami swoich stacji macierzystych (MTV co prawda od pewnego czasu nie jest już kojarzone z muzyką, ale "TW" i tak jest dosyć wyjątkowym tytułem w ich ramówce, a do tej pory sztandarowym przykładem produktu a'la BBC3 było "Little Britain"), oba mają nadnaturalnych bohaterów, oba mają ensemble cast...

No, to tyle punktów wspólnych.

Wszystko inne je różni.

"In the Flesh" to dramat, "Teen Wolf" to serial dla nastolatków. "In the Flesh" rzadko sięga po horror i humor, podczas gdy  "Teen Wolf" się na nich opiera. "In the Flesh" to jedna wielka metafora, a "Teen Wolf" jest bardzo, bardzo dosłowny. "In the Flesh" mimo toposu zombie jest niesamowicie świeży i oryginalny, "Teen Wolf" korzysta z bycia remake'iem. "In the Flesh" jest bliżej do bycia serialem obyczajowym, a "Teen Wolfowi"  - superbohaterskim. W "In the Flesh" cierpienia bohatera są głównie wewnętrzne, w "Teen Wolfie" raczej zewnętrzne. Mogę tak długo, wierzcie mi.


Można wypominać, jak autorka posta na górze, że "Teen Wolfowi" brak głębi socjopolitycznego komentarza, ale chyba tylko po to, by spowodować u potencjalnego czytelnika facepalm. "TW" nigdy nie miał być alegoryczny, on miał dostarczyć niskiej rozrywki. Temu służy brak koszulek, "queerbaiting" (w cudzysłowie, bo nie jestem pewna, czy faktycznie w serialu występuje), kolorowe oczka, walki w zwolnionym tempie, gore, obsada rodem z wybiegu pokazu mody, sięganie do coraz to nowych mitologii i użyta muzyka. "In the Flesh" nie zniża się do takich chwytów, nastrój tworzy jeden zawodzący piosenkarz i klimatyczne ujęcia depresyjnych widoków z hrabstwa Lancashire.

Co więcej, targety obu seriali się różnią. Logicznym przejściem fanów od "Teen Wolfa" do "In the Flesh" jest może szukanie głębi, ale związane przede wszystkim z tym, że widz przestaje być nastolatkiem i zaczyna szukać czegoś poważniejszego w w telewizji. Ja na szczęście nastolatką już od dawna nie jestem i nie muszę się wstydzić oglądania rzeczy "niepoważnych". Mogę też bez uczucia zażenowania przyznawać się do oglądania "Teen Wolfa" również dla dużych ilości umięśnionych mężczyzn bez koszulek i tego, że sprawia mi to przyjemność.

Fundamentalną różnicą między oboma serialami jest jednak przyjęta estetyka. "In the Flesh" może i ma  w sobie spore ilości zombie, ale w życiu nie nazwałabym go rozrywką dla mas. "Teen Wolf" zaś to camp czystej wody. Susan Sontag, gdyby żyła, umieściłaby ten serial MTV w nowej edycji swojego słynnego eseju. "Teen Wolf" nie traktuje siebie poważnie, nie aspiruje do bycia kulturą wysoką, wykorzystuje klisze i w dodatku autokanibalizuje się. Ta świadomość bycia campowym sprawia, że serial o nastoletnich wilkołakach zdobył spory fandom i rozgłos, mimo bycia, cóż, serialem o nastoletnich wilkołakach. Gdyby lacrosse nie był dostatecznie wyraźnym znakiem, spójrzcie na to, jak w przerysowany sposób Ian Bohen gra Petera Hale'a.


Chcecie metafory? Proszę, oto ona: uwielbiam "Rzeki Londynu" Ben Aaronovitcha, ale w życiu nie przyszłoby mi do głowy porównywanie tej książki do "Mistrza i Małgorzaty" Bułhakowa - a przecież obie powieści zawierają miasta nawiedzone przez nadnaturalne istoty. Albo inaczej: "Rocky Horror Show" nie ma nic wspólnego ze "Skrzypkiem na dachu" oprócz bycia musicalem. Trudno też porównać Lykke Li z Miley Cyrus czy "Maus" ze "Spider-Manem"...

Czy już jest jasnym, dlaczego w końcu reblogowałam ten post z komentarzem "bullshit"? :P Jego autorce z pewnością przyświecała dobra chęć podzielenia się zauważonym zjawiskiem ze społecznością fanowską, ale skupiając się na szczegółach zamazała ogólny obraz. Estetyka jest kluczem do zrozumienia fenomenu obu seriali i przynajmniej części aktualnej fali krytyki "Teen Wolfa". Ale to już temat na inną notkę.

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.