Wychowanie prorodzinne w średniowiecznej Szkocji

by 10.1.13 29 komentarze
Cedro napisał analizę "Brave", która wywołała wcale burzliwą dyskusję w komentarzach, ale właściwie uznałam, że lepiej będzie, jak napiszę własną notkę, zatytułowaną roboczo "Żarliwa obrona matki Meridy". Ochoczo zabrałam się do pracy, po czym jeszcze na etapie notatek papierowych (mam nowy notes, od Mikołaja, i nie zawaham się go używać) dotarło do mnie, jak zupełnie bez sensu jest to, co zamierzałam zrobić; już w komentarzach wyraźnie było widać, że ani Cedro, ani ja zdania nie zmienimy. Zamiast więc pisać notkę przez weekend, spędziłam czas na czytaniu komiksów ("Tajna wojna" meh, "Ród M" OMG OMG) i książek (skończyłam "Feed", yay!) oraz zastanawianiu się, czy ja właściwie chcę o "Brave" pisać.

Pixar znowu popisuje się nowym oprogramowaniem...
Chcę.

Przede wszystkim dlatego, że jest to pierwszy od dawna film Pixara, do którego nie mam zastrzeżeń. Trochę żałuję, że posłuchałam opinii znajomych i nie wybrałam się na niego do kina. Inna sprawa, że wszystkie zwiastuny sugerowały film oparty bardziej na klimacie niż na fabule (nic bardziej mylnego, średniowieczna Szkocja to tylko sztafaż; jest to jedyna rzecz, co do której z Cedro się zgadzamy) oraz niebezpiecznie zbliżały się do kontestowania wszystkich "księżniczkowych" filmów Disneya (taki sabotaż od wewnątrz, zemsta Lassetera za początek lat 80-tych). Pewnie, historia bądź co bądź księżniczki Meridy czerpie z baśni pełnymi garściami: zamiana bohaterki w zwierzę, stara czarownica, trzej bracia, ale oprócz tego nie może być bardziej różna od sztandarowych produkcji Disneya. Nie ma, na ten przykład, główna bohaterka absztyfikanta w typie Aladyna czy Flynna Ridera. Główny nacisk położony jest na jej własny rozwój oraz na relacje z matką (o tym później). Gdybym miała poszukać inspiracji (a wiecie, że intertekstualność to moje drugie imię), wskazałabym przede wszystkim cudowny, wspaniały "Labirynt" z młodziutką Jennifer Connelly jako źródło postaci Meridy. I ona, i Sarah są rozpuszczonymi nastolatkami (podobno polski dubbing zdecydowanie bardziej to podkreśla niż oryginalny), które przez własną porywczość (i bliską znajomość magii) tracą bliską osobę i prawie natychmiast chcą ją odzyskać (mając na to ograniczoną ilość czasu). W obu filmach nie ma też tradycyjnie rozumianego antagonisty (musicie mi uwierzyć na słowo, że Jareth nie jest zły lub poczekać, aż znajdę chwilę czasu i napiszę tę analizę "Labiryntu", na którą od początku rok mam ochotę).

Kosmyk włosów jak tatuaż, objaw buntu przeciwko narzuconym regułom.
Jednak moja ocena postaci Meridy jest mocno subiektywna. Jest to naturalna reakcja na historię przedstawioną w "Brave". Każdy widz "przynosi" do tego filmu coś innego: Cedro widzi matkę jako postać toksyczną, zbyt autorytarną, nierozumiejącą nastoletniej córki i próbującą ją wtłoczyć w ramy konwenansów i zaaranżowanego małżeństwa, co moim zdaniem jest zbyt drastyczną oceną postaci. Ja widzę przede wszystkim konflikt pokoleń - ale również dualizm cywilizacja-natura. Jeżeli miałabym w rodzinie Meridy wskazać postać dysfunkcyjną, byłby to ojciec, nie narzucający dzieciom zasad i nie wspierający żony w momentach, gdy ta próbuje to zrobić (scena kolacji) - a przez to rozpuszczający córkę jak przysłowiowy dziadowski bicz. Czy jest to jednak, jak sądzi Cedro, rodzina patologiczna? No cóż, jeśli ktoś uważnie czytał sztandarowy, prawicowy polski cykl książkowy, czyli "Jeżycjadę", to z pewnością zauważył podobieństwo króla Fergusa do Bernarda, ojca dzieciom, męża Anieli, przynajmniej jeśli chodzi o poziom rubaszności. Jeśli więc Małgorzata Musierowicz takiego zachowania nie potępia, to cóż możemy my, maluczcy? :D Wracając jednak do tematu i porzucając żartobliwy ton, należy postawić się w sytuacji Elinor. Jest to kobieta, która oprócz zajmowania się gospodarstwem oraz wychowywaniem niesfornych dzieci (i męża), ma na głowie całe królestwo. Nawet pozostali wodzowie klanów czekają, aż to królowa Elinor ogłosi decyzję o zamążpójściu Meridy. Co ciekawe, dzieje się tak pomimo tego, że matka jest "obca", napływowa, co Emma Thompson świetnie oddaje podrabianym szkockim akcentem; również voice over Meridy na początku filmu i późniejsza scena jedzenia ryb w postaci niedźwiedzia pokazuje, że Elinor nie jest częścią dzikiej natury. Ona uosabia cywilizację i założę się, że to za jej namową powstał sojusz czterech klanów. Jednak jej zamiana w niedźwiedzicę sprawia, że nie tylko zaczyna bardziej polegać na swoich instynktach (obrona dziecka przed Mord'u) niż narzuconych zasadach, ale też zbliża się do córki, zaczynając rozumieć jej potrzebę swobody, co w efekcie powoduje oddalenie małżeństwa w czasie bądź nawet całkowite jego zaniechanie. Wszystko to wydaje się sugerować, że tytułową "odważną" nie jest Merida, lecz właśnie Elinor, która porzuca wygodne tradycje i stara się wytyczyć nowe ścieżki.

Tu pojawia się jednak problem natury historycznej, czyli zależności feudalne i obowiązki wobec wasali. Na szczęście już na początku wpisu założyłam, że "Merida waleczna" to przede wszystkim baśń, a nie film historyczny (czego zdają się nie rozumieć ludzie tworzący sekcję o anachronizmach na imdb.com), więc mogę takie rozważania po prostu pominąć. Trudno jednak zignorować fakt, że osobowość głównej bohaterki w trakcie trwania filmu właściwie nie uległa zmianie: jak była dzikuską, tak nadal jest, odkryła tylko, że mimo ciągłych kłótni bardzo kocha swoją mamę. Jest to według mnie największy minus animacji. Dojrzewanie społeczne oznacza, że jesteś produktywnym członkiem społeczeństwa i wykonujesz w mniejszym lub większym stopniu narzucone ci obowiązki, a Merida jest de facto trutniem - z filmu dowiadujemy się, że nie umie nawet piec i prawdopodobnie nie byłaby też w stanie przejąć obowiązków matki jako przyszła królowa (choć scena, gdy rozmawia z przywódcami klanów zdaje się sugerować inaczej). Czy więc przekazem filmu jest w ostateczności afirmacja kultywowania indywidualizmu, bo przecież rodzice i tak będą cię kochać?

Osobiście wolę myśleć, że chodzi jednak o zwykłe, ludzkie porozumienie ponad różnicami, które na pierwszy rzut oka wydają się być nie do pogodzenia. W końcu bowiem godzą się nie tylko córka i matka, ale również Elinor i Fergus tworzą całkiem zgodne stadło. A jeżeli komuś nie odpowiada przedstawiona wizja rodziny, to może zawsze oglądać film i cieszyć oczy krajobrazami dzikiej Szkocji.


Merida waleczna (2012)

Reżyseria: Mark Andrews, Brenda Chapman, Steve Purcell
Scenariusz: Mark Andrews, Brenda Chapman, Steve Purcell, Irene Mecchi
Gwiazdy: Kelly Macdonald, Emma Thompson, Billy Connolly, Julie Walters, Kevin McKidd i inni





Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.