O wnętrzach, ale nie większych w środku

by 22.11.13 31 komentarze
Słowo się rzekło, kobyłka u płotu, trzeba napisać wpis o mieszkaniach bohaterów "The Big Bang Theory"; co prawda serial już mnie prawie nie śmieszy i oglądam z przyzwyczajenia, ale zachwyt wnętrzami nadal pozostaje. To jest kolejna sfera moich zainteresowań, której rzadko daję upust na blogu (ale czasami mi się wymyka to spod kontroli). Powiedzmy sobie, że ten wpis będzie zakończeniem pewnego etapu serialowego - a może kiedyś zrobię to samo dla "The Good Wife", bo mieszkanie Alicii jest obiektem mojej nieustannej zazdrości i usiłuję je skopiować IRL.

A. Mieszkanie Leonarda i Sheldona


Ann Shea, dekoratorka planu, trochę poszła po bandzie, jeśli chodzi o główny set serialu, czyli salon Leonarda i Sheldona. Z drugiej strony telewizja rządzi się swoimi prawami i właściwie mało ważne jest, że bohaterowie mają biurko z komputerem przy oknie, z którego dotychczas nikt nie korzystał, prawda? Podstawą jest bardzo męski styl, ale z pewnym twistem: dodano zużycie. Przykładowo: centralne miejsce zajmuje skórzana kanapa, ale jej poduchy są zdeformowane przez pośladki siedzących, w dodatku przez oparcie zawsze jest przewieszony stary koc. Stylizowany na perski dywan i okrągły, szklany stolik kawowy nie powinny do siebie pasować, ale tworzą zgodną, spójną całość, nadając szyku pozostałym meblom. Wygląda to tak, jakby Leonard i Sheldon umeblowali mieszkanie, dbając głównie o wygodę, a nie wartości estetyczne (co w sumie zgadzałoby się z ich osobowościami), korzystając z przedmiotów przywiezionych z rodzinnych domów bądź zakupionych tanim kosztem na Craigslist.

Diabeł jednak tkwi w szczegółach. Zakładam, że na początku pani Shea dostała polecenie uczynienia pokoju zamieszkanym na pierwszy rzut oka przez geeków i z tego zadania wywiązała się najlepiej jak potrafiła. W efekcie dwaj fizycy mają ogromny model DNA i książki o genetyce. Zakładam osobiście, że w szafkach po katalogu bibliotecznym (obiekt mojej zawiści, też bym taki chciała) trzymają figurki do Warhammera i karty do Magica. Ale to ja się czepiam: np. plakaty (ten z robotem w kuchni i ten retro przy drzwiach) pięknie nawiązują do złotej ery SF, a poustawiane w różnych miejscach figurki komiksowych bohaterów robią ładny klimat, choć ja osobiście bym ich z pudełek nie wypakowywała... Cieszą mnie też oficjalne zdjęcia drukowane przez NASA na lodówce (sama mam taki zestaw!) czy pudełko na chusteczki w kształcie kostki Rubika. Z czasem nawiązano współpracę z odpowiednimi ludźmi, efektem czego jest np. wisząca przy drzwiach replika miecza Neda Starka.

Paleta kolorystyczna jest bardzo stonowana: tło stanowią głównie brązy, uzupełnione ciemnym niebieskimi pomarańczowymi akcentami. Daje to efekt domowego ciepła, mimo męskiego klimatu wnętrza.

Chętnie "pożyczyłabym" sobie "bankierskie' krzesło, które jest jedno i biedne i samotne i lepiej by mu było u mnie.


B. Mieszkanie Penny


Oglądając serial zawsze mam wrażenie, że salon Penny jest pełen kolorów, podczas gdy w rzeczywistości to wrażenie stworzone jest przez zestawienie dodatków w kontrastowych kolorach, np. turkusowym i pomarańczowym, z dodatkiem fioletu. Tło zaś jest w dosyć spokojnym beżu (panele, szafki kuchenne, dywan), uzupełnionym lekko wyblakłą zielenią. To pozwala na wprowadzenie dosyć szalonych pomysłów, jak np. pstrokatego fotela (nie ma go na zdjęciu), który Penny znalazła nie śmietniku. To zresztą kwintesencja stylu Penny: tanie meble z IKEA (niski regał Billy w okleinie brzozowej, komponujący się z nim znakomicie stolik kawowy, fotel Skruvtsa - sama siedzę na takim pisząc tę notkę - sofa Klippan w turkusowym pokryciu czy stół Bjursta w części jadalnej - wbrew pozorom nie znam całego katalogu IKEA na pamięć, ale pracuję nad tym...) i dodatki z second handów: skrzynia przy kanapie czy obrazki przy drzwiach wejściowych, ale przede wszystkim tkaniny obiciowe i te wykorzystane do uszycia poszewek poduszek; nie wiem, czy scenografowie szukają tych tkanin na aukcjach, czy raczej celują we współczesne materiały, które czerpią z wzorów z lat 60-tych i 70-tych ubiegłego wieku, ale taki efekt retro jest w tej chwili na topie. Daje to powiew świeżości i jestem pewna, że gdybym miała z dekadę mniej na karku, to usiłowałabym skopiować styl Penny u siebie w pokoju. Jest to w pewnym sensie również kwintesencja współczesnego stylu kalifornijskiego: lekkość i spora możliwość zmian niewielkim kosztem. Zwróćcie uwagę np. na otwartą kuchnię z szafkami bez frontów - to rozwiązanie po raz pierwszy w bardzo spektakularny sposób wprowadzono w kultowych "Przyjaciołach", ale u Penny wyeksponowano w niej ceramiczne naczynia w żywych kolorach. Daje to ładny efekt, ale przede wszystkim tworzy wrażenie przestrzeni w miniaturowej kuchni.

Gdybym mogła zabrać jedną rzecz z mieszkania Penny, padłoby na krzesła, które stoją przy jadalnianym stole. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy są to przerobione stare duńskie krzesła, czy raczej jakaś ich nowoczesna wersja, ale na ich widok włącza mi się tryb "WANT!"


C. Pokój Howarda


Przy mieszkaniu Howarda włączało mi się głównie "OH DEAR GOD, ZABIERZCIE TO ODE MNIE, ME BIEDNE OCZĘTA!" Sypialnia pana magistra to najgorsze rzeczy, jakie dały nam lata osiemdziesiąte: czarne, lakierowane meble, wzory safari na dużych powierzchniach oraz kontrast pomiędzy czarnym i czerwonym (SATYNOWA POŚCIEL, AŁA), zestawione ze stara wykładziną dywanową. Do tego metalowe dodatki. Nie zrozumcie mi źle, uwielbiam metalowe dodatki, dają taki fajny industrialny feel, ale w tym wnętrzu sprawiają wrażenie, jakby istniały tylko po to, żeby było gdzie przyczepić kajdanki. Żaden alfons by się tej sypialni nie powstydził, zwłaszcza rozerotyzowanych ilustracji zdobiących każdą powierzchnię płaską (jestem pewna, że na suficie też jest duży plakat; albo lustro...)

To jednak nie koniec problemów. Howard, będąc geekiem, stara się wyeksponować swoje kolekcje, ale robi to w bardzo nieumiejętny sposób. Miecze świetlne powiesił na ścianie, jakby to były szable po przodkach, obrazki powiesił symetrycznie, w kącie postawił zestaw do gier, figurki stoją w naprawdę dziwacznych miejscach. Daje to efekt, jakby nigdy nie wyszedł z fazy koledżu: wiecie, jeszcze nie dorosły, już nie nastolatek, mix najgorszych rzeczy z obu faz.

Z drugiej strony jest to chyba najbardziej wierne odwzorowanie sypialni samotnego mężczyzny-nerda, jakie widziałam kiedykolwiek... Więc kudos za to.


D. Mieszkanie Raja


Z mieszkaniem Raja mam spory problem. Z jednej strony odzwierciedla ono jego profesję (astrofizyk) w bardzo fajnych, drobnych szczegółach, podkreśla jego pochodzenie (np. poduszka z wielbłądem), pokazuje, że nie dba on o szczegóły (kuchnia z frontami z IKEA), a potem bam!, człowiek zaczyna zauważać te wszystkie designerskie rzeczy. Serio, jak na mieszkanie samotnego mężczyzny z kompleksami, który nie potrafi się nawet porządnie ubrać, zawiera ono ogromną ilość bardzo drogich (pewnie rodzice płacili), oryginalnych przedmiotów z epoki, za które miłośnicy starego designu (w tym ja) daliby się poćwiartować. Serio, tak na pierwszy rzut usiłowałabym wynieść fotel z giętej sklejki, stolik (mimo, że ma szklany blat, ale te nogi!), stolik z lewej strony kanapy orz krzesła z kącika jadalnianego; wszystko to piękne przykłady amerykańskiego tzw. mid-century design. W Polsce mamy fabrykę mebli giętych Paged, która tworzy kolekcję Vintage i powiedzmy sobie szczerze, nie stać mnie nawet na współczesne wersje tych mebli. A u Raja stoją one ot tak sobie. Rodzi się więc pytanie, czy Raj zdaje sobie sprawę z ich prawdziwej wartości. Osobiście uważam, że tak, usiłował jednocześnie podrobić styl kolegów ("kupujemy używane mebla na Craigslist"), ale bez ustępstw cenowych.

W mojej opinii efekt mógłby być ciekawszy, gdyby scenografowie nie usiłowali aż tak bardzo podkreślić kolorystyką męskiego charakteru wnętrza, które aż się prosi o żółć i granat.


E. Mieszkanie Bernadette (i Howarda)

Przy tym mieszkaniu tracę zdrowy rozsądek. Styl Bernadette to mój styl, tak właśnie umeblowałabym mieszkanie, gdyby pozwoliłyby mi na to fundusze. Uwielbiam wykorzystanie retro mebli, starych tkanin z przyciągającymi wzrok wzorami i te kolory! Kawa z mlekiem, do tego stonowany morski, pomarańczowe akcenty i dodatki z jasnego drewna i wikliny, Wszystko daje efekt lekkości, ale widać również, że nie ma tam rzeczy zbędnych i zakup każdej z nich został dogłębnie przemyślany. W efekcie wnętrze nie przytłacza, mimo że zostało umeblowane na podobnych zasadach jak pozostałe mieszkania - widać jednak efekty estetyczne zrodzone z żelaznej konsekwencji. Tu nawet wykładzina dywanowa ma rację bytu! Kobiece akcenty są właściwie skąpe: Bernadette ma słabość do kwiatów w wazonach i białej ceramiki.

Co ciekawe, gdy po ślubie wprowadził się Howard, mieszkanie właściwie się nie zmieniło. Styl Bernadette jest na tyle uniwersalny i dojrzały, że pasuje również do młodych nowożeńców.

Byłabym w stanie zabić za grafikę, która wisi przy lodówce. Gdybym mogła, zabrałabym też drzwi wejściowe z ościeżnicą oraz kawałkiem ściany, bo bardzo podoba mi się to zestawienie kolorów (biel, kawa z mlekiem, popielaty). Zazdroszczę też im ogromnej szafy w sypialni.


F. Mieszkanie Amy


Na pierwszy rzut oka widać, że Amy odziedziczyła to mieszkanie po babci i od tego czasu nic w nim nie zmieniła, może za wyjątkiem koloru ścian. Nie wiem, gdzie dekoratorka znalazła te fronty kuchenne, kto mógł, pozbył się ich pod koniec lat 90-tych ubiegłego wieku na rzecz jasnego lub ciemnego drewna. Kapa z szydełkowych kwadracików? No cóż, w zeszłym roku na polskich blogach wnętrzarskich takie kocyki święciły triumfalny powrót. Do tego lakierowane meble z połowy wieku, na aukcjach opisywane mylnie jako "art deco"- to nie jest art deco, to lata 50-te.

Mieszkanie Amy, co ciekawe, opiera się na podobnej palecie kolorystycznej co mieszkanie Bernadette, tylko drewno jest ciemniejsze. Razem z nagromadzeniem przedmiotów daje to efekt lekkiego bałaganu. Amy ma tendencję do pokazywania swoich zainteresować: grafika z przekrojem mózgu, harfa czy klatki ze zwierzątkami są u niej częścią wystroju.

Co interesujące, lokatorka może i nie bardzo potrafi dobierać pasujące do siebie tkaniny, ale za to ma dosyć wyraźną słabość do przedmiotów lekko kolonialnych w stylu. Ciekawa jestem, czy też są to rzeczy odziedziczone, czy po prostu Amy lubi podróżować po świecie i przywozić pamiątki z różnych egzotycznych miejsc...

***

W weekend będę zajęta, ale może w poniedziałek uda mi się napisać mały wpis o Doktorze Who - co prawda już po obchodach pięćdziesięciolecie serialu, ale za to na trzeźwo (chyba że jubileuszowy odcinek i film Gatissa krytycznie wpłyną na mój stan psychiczny...)

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.