Trauma z dzieciństwa?

by 21.3.14 35 komentarze
Trafiłam ostatnio na tumblrze na zestaw screenshotów z japońskiego serialu o Muminkach z podpisem "dziecięce traumy" i się zasępiłam, bo Muminki i trauma w jednym zdaniu są dla mnie niepojętym oksymoronem. Opowieści o trollach autorstwa Tove Jansson należą od prawie zawsze do moich ukochanych książek: mam na przykład trzy różne wydania "Doliny Muminków w listopadzie" i dwa każdej pozostałej części. (nie przepadam za sama rodziną Muminków, dlatego właśnie najbardziej wolę tę część, w której nie występują osobiście, a tylko jako pretekst do omówienia ich wpływu na innych - bardzo meta ze strony autorki, która sama w okresie pisania tej książki miała trochę dość swoich bohaterów i tego, jak bardzo zaczęli rządzić jej życiem - wiem to z przeczytanej niedawno biografii Jansson, ale też łatwo wysnuć taki wniosek z samej lektury.)

Dzieci lubią się bać; mam wrażenie, że ten gen, który sprawia, że albo uwielbiamy, albo nienawidzimy horrorów uaktywnia się dopiero w okresie dojrzewania. :D Więc jeśli ktoś (jak np. ja) bał się Czarnoksiężnika i jego pantery, to był to ten rodzaj strachu podszyty rozkoszowaniem sie strachem, jeśli wiecie, co mam na myśli. Ten sam, który sprawia, że dziecko śmieje się głośno, gdy spod koca wyskoczy nagle tata z okrzykiem "Buu!"


Sama Tove Jansson, mimo że sama dzieci z rozmysłem nie miała, świetnie zdawała sobie z tego sprawę. Na stronie 318 biografii możemy przeczytać:

Redaktor Kaj Hagman poprosił ją [Tove] o napisanie o założeniach i uwarunkowaniach autora literatury dziecięcej. (...) W eseju mieści się teoria o dziecięcym wyczuciu równowagi między "napięciem codzienności oraz poczuciem bezpieczeństwa płynącym z tego, co wymyślone" w swojej najbardziej skończonej formie. "Wydaje mi się jednak, że ów niepełnoletni czytelnik często pozostaje pod urokiem tego, co niewypowiedziane oraz zawoalowane. Ów ryzykownie znaczący, podświadomy prąd da się połączyć z niedostępną tajemniczością dziecka, jego delikatnością i okrucieństwem. I strachem."
 
Muminki są fascynującą lekturą pod jeszcze innym względem: "starzeją się" z czytelnikiem. Przychodzi mi na myśl jeszcze jedna taka książka: "Kubuś Puchatek" A.A. Milnego, gdzie warstwa, na której książkę odczytują dorośli diametralnie różni się od tej odczytywanej przez dzieci, ale obie grupy świetnie się bawią przy lekturze (co nie ma miejsca przy czytaniu np. moich ukochanych "Opowieści z Narnii", które są dosyć oczywiste w swojej pro-chrześcijańskiej warstwie, głównie z uwagi na zastosowaną przez C.S. Lewisa symbolikę). "Od początku dostrzegano dwuznaczność i od początku mówiło się o zarówno dziecięcych, jak i dorosłych czytelnikach (o "Komecie nad Dolina Muminków", czyli części de facto pierwszej)" - str. 178. Ta właśnie cecha sprawia, że pewne książki dla dzieci trafiają do klasyki literatury: wytrzymują próbę kolejnego czytania przez dorosłe osoby. (A może znacie więcej takich tytułów?)

To może jeszcze jeden cytat, hm?
W roku 1963 "Stockholms Tidningen" przyznała pisarce fińsko-szwedzką nagrodę w dziedzinie kultury za wybór nowel. W artykule o wyróżnionej Per Olov Sundman natychmiast podjął palące pytanie: "Czy Tove Jansson jest autorką dla dzieci?" W odpowiedzi pada najpierw "tak" bez wahania. Jednak równocześnie opowiadania te nie są "wyłącznie bajkami dla dzieci"., "z całą swą pomysłowością, poetycka miękkością, dziwacznymi, a niekiedy makabrycznymi akcentami" stanowi też lekturę dla starszych czytelników. str. 377

Jest to o tyle ważne, że opowieści o Dolinie Muminków Tove zaczęła snuć, najpierw w swojej głowie, w trakcie wojny, już jako dorosła kobieta. Były dla niej odskocznią od trudnej rzeczywistości, formą eskapizmu. Ale rzeczywistość dostawała się w ten czy inny sposób do świata przedstawionego. Zagrożenie spowodowane przez kometę jest równoznaczne z tym spowodowanym przez wojnę: i tu, i tu następuje koniec pewnego świata. Ale czy Buka lub hatifnaty są w jakiś sposób groźne? Raczej nieznane, inne, a więc niepokojące. Pochodzą spoza bezpiecznej Doliny, co widać na pierwszy rzut oka. Ale żeby od razu powodowały traumę? I don't think so. Nie taki był zamiar autorki.

Każda opowieść jest snuta z jakiegoś powodu, choćby po to, by zaspokoić ego autora. Jeśli miałabym wskazać najbardziej traumatyzujące lektury mojego dzieciństwa, to byłyby to przede wszystkim "baśnie" Andersena. Piszę "baśnie" z małej litery, bo mam na myśli gatunek literacki, do którego opowiadania te są zwykle (błędnie) klasyfikowane. Trzeba bowiem pamiętać, że Andersen nie pisał dla dzieci, tylko dla dorosłych, głównie za pieniądze, czasami, by zwrócić na siebie uwagę. Jeśli chcemy baśni odpowiednich dla dzieci, sięgnijmy po opowieści spisane przez braci Grimm. Pewnie, są pełne okrucieństwa i dosyć bezwzględne (co świetnie pokazał Terry Gilliam w swoim filmie), ale każda jedna ma morał (poza tym to już są te ugrzecznione wersje, co świetnie wykazuje Bettelheim i za nim beletrystycznie Angela Carter) i ma służyć przekazaniu dziecku jakiejś ważnej lekcji życiowej.

Powiem szczerze, że z uwagi na wykonywaną pracę i macierzyństwo zdarzyło mi się kilkukrotnie zapoznawać z tzw. bajkami terapeutycznymi i nie były one złe, tylko zazwyczaj bardzo nijakie. Uczyły dzieci, to fakt, ale nie były przez nie zapamiętywane. Co innego baśnie braci Grimm - strach jest jednym z najlepszych motywatorów pamięci - lepiej działa tylko pochwała. (Szybciej natomiast działa przekupstwo...)

Wracając do Andersena: należy pamiętać, że jego utwory nie mają zazwyczaj wartości dydaktycznej, bo też nie w tym celu były tworzone. One miały zachwycać (co do dzisiaj robią) kunsztem literackim autora, zwracać na niego uwagę kobiet i mężczyzn (co przy jego wyglądzie i charakterze było prawdziwym darem losu) i wyciągać pieniądze z kieszeni sponsorów. Gdyby porównać baśnie Andersena i baśnie braci Grimm do jajek, te drugie byłyby prosto od kury, pełne pożywnego żółtka, a te pierwsze jajkami Faberge'a. I one mogą powodować traumę,  przyzwyczajając do pewnego rodzaju smutku, ale jest to trauma pożądana, wykształcająca wrażliwość na tekst literacki i jego przekaz. Osobiście jednak odkładam lekturę Andersena na dalsze lata życia mojego dziecka. W zamian poczytamy znowu o "Kubusiu Puchatku".

Rusty Angel

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.