W kosmosie nikt nie widzi, że jesteś czarny

by 3.12.14 62 komentarze
Albo, jak pokazuje trailer do najnowszych "Gwiezdnych wojen", wszyscy zauważą i stwierdzą, że nie nadajesz się do wykonywanej pracy z uwagi na kolor skóry.


Srsly, czasami trudno mi uwierzyć w takie zbiegi okoliczności: planowałam notkę o rasizmie w fandomie od października, ale ciągle brakowało mi motywacji do zabrania się za taki temat. A tu proszę, punkt zapalny sam się pojawił. Jeśli jednak oczekujecie, że powiem o nim coś więcej, to muszę was rozczarować: pisać będę o fandomie zagranicznym.


Social Justice Warriors (bear with me) wskazują, że w fantastyce łatwiej spotkać elfa czy smoka niż pełnoprawną person of colour. Coś w tym jest: oczywiście sytuacja się zmienia: Le Guin, Leckie czy Sarah Reese Brennan piszą o postaciach z ras innych niż swoja (wszystkie są białymi kobietami). W opowiadaniach Le Guin był to komentarz społeczny do niewolnictwa (odwrócenie sytuacji*), u Leckie, wydaje mi się, że naturalne przedłużenie użycia "she" jako neutralnego zaimka osobowego, a u Brennan jestem prawie pewna, że świadome zagranie pod fanfikowo-tumblrową publikę. Ale już przestaję być cynikiem, sytuacja się przecież poprawia...

Ale mogłoby być jeszcze lepiej. Czytałam ostatnio wywiad z Nalo Hopkinson, przeprowadzony przez Sofię Samatar, w którym ta pierwsza mówi:

I wish more fantasy, especially the dominant fantasy that draws heavily on British and Christian lore, would wrestle with its own ethnospecific nature and what that means when the story is set somewhere where more than one belief system is in operation.

i uderzyło mnie to, że tak niewiele książek pisanych przez nie-białych autorów jest publikowanych na polu fantastyki. A przecież to jest spory obszar rynku.

Są przecież czarnoskórzy autorzy: Delany, Butler, Okorafor, których utwory z czarnoskórymi bohaterami są o tyle lepsze niż utwory trzech wspomnianych przeze mnie autorek, że są autentyczne. Ich opis kultury nie jest powierzchowny, nie jest li i jedynie narzędziem literackim służącym wzbogaceniu świata przedstawionego. Mogę krytycznie oceniać "Akata Witch" z uwagi na fabułę, ale doceniam opis życia we współczesnej Nigerii, magii czy kultury. Kolor skóry bohaterów jest tylko jedną z części składowych całego ich bagażu kulturowego, który przyczynia się do wzbogacenia treści książki. Pewnie, utalentowany autor może to wszystko emulować, ale nic nie przebije autentyczności z pierwszej ręki: opisu kogoś, kto sam to przeżył, dla kogo to jest codzienność.

Inny przykład: nominowana w tym roku do John W. Campbell Award Benjanun Sriduangkaew jest Tajką i lesbijką i oba te motywy w jej twórczości grają ogromną rolę. Pomijając chwilowo jej wyjątkowo szkodliwą internetową działalność, sama proza na literackim poziomie broni się mocno. John Chu dostał nagrodę Hugo za Best Short Story. Mogłoby się wydawać. że fandom jest pod tym względem bardzo postępowy, prawda? Four for you, fandom, w nagrodę dostaniesz ciasteczko.

źródło zdjęcia to fajny blog
Oto obowiązkowa łyżka dziegciu: N.K. Jemisin, popularna autorka fantasy, opowiada o tym, co ją spotkało ze strony Theodore'a Beale'a i jego "przydupasów" po wygłoszeniu jako gość honorowy mowy na australijskim konwencie; grożono jej gwałtem, porównano do "pół-dzikusa", a całą sprawę usiłowano zamieść pod dywan. Artykuł pochodzi z kwietnia tego roku.

Druga łyżka dziegciu: w 2009 roku pisarka Elizabeth Bear w dobrej wierze, jak mniemam, opublikowała wpis na blogu, który rozpętał tzw. RaceFail'09 oraz bardzo potrzebną dyskusję o "cultural appropriation" w fantastyce. Przy całym moim uwielbieniu dla Jossa Whedona: zastanawialiście się kiedyś, dlaczego w załodze "Serenity", mimo wszędzie widocznych wpływów chińskich, ani jednego Chińczyka nie ma?

Na Serialkonie opowiadałam między innymi o walce najpierw kobiet, a potem queers o swoje miejsce w fandomie. Kobiety dokonały rewolucji w latach 60-tych ubiegłego wieku, queers - w dziewięćdziesiątych - co nie znaczy, że walka się skończyła. Ale rewolucja nie-białych autorów fantastyki dopiero się dokonuje. Możemy milczeć i obserwować, możemy też zabrać głos. Którą stronę wybierasz?


* Mam na myśli zbiór opowiadań "Cztery drogi ku przebaczeniu". Nie "Czarnoksiężnika z archipelagu", nie "Lewą rękę ciemności", tylko te cztery nowelki.

P.S. Komentarze do tego wpisu wyjątkowo są moderowane.

Ola Cholewa

Fangirl

Ola. Fangirl. Matka smokom. Żona pisarzowi. Lubi czytać, pisać i uczyć się nowych rzeczy. Uwielbia wielkie roboty.